**|POV Alfy-Kobiety|**
„Alfo!”
Jej donośny głos wyrywa mnie z głębokiego snu nad strumieniem, na miękkim kobiercu z trawy. To moje miejsce, do którego nikt poza Emery, moją Betą, nie ma wstępu.
„Mów, Emery, co to za najście”, rozkazuję, zdejmując przedramię z oczu i spoglądając na nią.
„Wybacz, Alfo, ale przybył Alfa Mordec”. Kłania się. „Nie chciałam ci przeszkadzać, ale to pilna sprawa, jesteś potrzebna. Przekazanie nie może się zacząć, dopóki się nie pojawisz”.
„Rozumiem. Chodźmy”. Moja wilczyca wyrywa się na zewnątrz, pragnąc pobiegać, ale teraz nie ma na to czasu. Mam na swoich ziemiach dwóch źle wychowanych samców, z którymi muszę się uporać.
„Witaj, Alfo Lyro, sporo się naczekaliśmy”, stwierdza Alfa Mordec, gdy tylko zbliżamy się do miejsca, w którym stoi. Przejrzałam go na wylot – w jego głosie pobrzmiewa jawna kpina.
„Mam nadzieję, że miło spędziłeś ten czas, Alfo Mordecu”, mruczę, ignorując jego oceniające spojrzenie. Moja Beta mija mnie, by stanąć ramię w ramię, obserwując go niczym sęp. Zerkam na członków jego stada, którzy stłoczeni za nim, nie wydają z siebie żadnego dźwięku. Czuję ich strach przede mną.
Witając ich, oblizuję zęby z drapieżnym uśmiechem, rozkoszując się zapachem surowego przerażenia. „Przyprowadzić wozy”. Mój głos grzmi władczym tonem. Moi ludzie natychmiast wykonują polecenie, pchając w stronę jego stada kilka wozów wypełnionych różnorodnymi owocami.
Alfa Mordec przygląda się temu z zadowoleniem, usatysfakcjonowany udaną wymianą. „Gdzie twoja Luna, Alfo Mordecu?”, pytam go, doskonale znając powód jej nieobecności. Zapewne jest zakuta w łańcuchy za nieposłuszeństwo w jego stadzie. Ciągły opór Luny Miny wobec tego samca, jej alfy i towarzysza, zadziwia mnie. Jego oczy twardnieją, gdy lustruje swoich wilków, którzy ładują teraz owoce z kartonowych pudeł na paki swoich ciężarówek.
„Tym razem z nami nie przyjechała, ponieważ jej niefemininistyczna zuchwałość mnie rozgniewała; obecnie odbywa karę”, cedzi przez zęby. Wszyscy wiemy, że jego Luna odbywa „karę” za bzdury. Sposób, w jaki ten samiec bez cienia poczucia winy znęca się nad swoją żeńską Luną, budzi we mnie odrazę i pozostawia w ustach podły posmak. Rozpala się we mnie potrzeba. Potrzeba zabicia tego wilka, gdy tylko nadarzy się okazja.
„To nie jest sposób, w jaki powinno się traktować kobietę, Alfo Mordecu”, mówię, łącząc się mentalnie z Emery. Moje serce mięknie dla Luny Miny; mięknie dla wszystkich kobiet.
„Gówno mnie to obchodzi. Alfa-kobieta? Po prostu tępa, głupia i słaba wilczyca”, mamrocze. Połączenie myślowe Alfy Mordeca z jego własnym stadem przypadkowo otworzyło się przede mną; jego myśl pojawiła się w mojej głowie. Błyskawicznie odwracam się w jego stronę, szczerząc kły. Sposób, w jaki celowo zwrócił się do mnie przed chwilą, pomijając mój tytuł i podkreślając moją płeć, obraził mnie, a „przypadkowe” dopuszczenie mnie do jego myśli było czystą prowokacją.
„Widzę teraz, dlaczego twoja Luna ci się sprzeciwia. Nie masz pojęcia, jak być dobrym samcem”.
„Śmiesz mi dawać rady?”, ryczy z wyraźną irytacją, która go dusi. Nienawidzi faktu, że ja, kobieta, próbuję wytykać mu błędy.
„Więc dlaczego utrzymujesz ze mną partnerstwo handlowe?”, pytam z szyderczym uśmiechem na twarzy. Jego stado nie przetrwa bez mojej pomocy, a ja wykorzystuję to na swoją korzyść.
„Nie handlowałbym z tobą, gdyby twoje ziemie nie miały tego, czego potrzebuję. Wolałbym zginąć, niż dobrowolnie wstąpić do stada rządzonego przez kobietę, która mieni się alfą. Twoje stado budzi we mnie wstręt, a ty jesteś odrażająca”. Odwraca się i spluwa na moją ziemię, a moje zaciśnięte pięści drżą gwałtownie z pragnienia zemsty. Bezczelność, z jaką okazuje taką pogardę moim wilkom i mojemu domowi, przelewa czarę goryczy. Mam go dość; zniszczę go dziś wieczorem, zaniósł już wystarczająco dużo obelg.
Zanim jednak zdążyłam zatopić pazury w jego gardle i pozbawić go życia, moje uszy wyłapują plugawe słowa jego obrzydliwego Bety, Sloana. „Beto Emery, wyglądasz oszałamiająco jak zawsze”, mówi bezczelnie do mojej Bety, muskając kłykciami jej kość policzkową. Ona cofa się z wyrazem mdłości na twarzy. Nienawidzi go.
„Nie dotykaj mnie”, szepcze, odsuwając się, ale ten samiec napiera na nią, nie zważając na jawne odrzucenie. Ma ten odrażający zwyczaj nękania jej.
„Zastanawiam się, co kryje się pod tą twoją koszulką. Miałabyś coś przeciwko, gdybyś mi pokazała?”, pyta, szarpiąc za kołnierzyk jej koszuli, by zajrzeć do środka. Emery odtrąca jego rękę, a z jej piersi wydobywa się niski warkot gniewu.
„Nie bądź taka niegrzeczna, bo ukarzę cię tak, jak robimy to z naszymi kobietami. Powiedz mi, jak bardzo lubisz być przykuwana i bita? Czy ta myśl cię podnieca? Chętnie bym cię taką zobaczył”.
Robię gwałtowny krok naprzód, gotowa wypowiedzieć wojnę, gniew przejmuje nade mną kontrolę, ale zatrzymuję się, gdy Emery kręci głową, próbując mnie powstrzymać.
Emery zawsze radziła mi cierpliwość i ignorowanie tego samca, ale to ostatni raz, kiedy puszczam płazem taką bezczelność zarówno Becie Sloanowi, jak i Alfie Mordecowi. Następnym razem pokażę im, kto dokładnie jest tu prawdziwym Alfą.
Zmierzch szybko ustępuje miejsca nocy i nasze spotkanie dobiega końca, a drugie stado w końcu zostawia nas w spokoju. Moja wściekłość kipi jednak pod powierzchnią z powodu rażącego braku szacunku, jakiego doświadczyłyśmy ze strony tych dwóch samców. Nienawidzę patrzeć, jak moja Beta jest atakowana.
„Emery, wszystko w porządku?”, pytam cicho. Musi czuć się roztrzęsiona nękaniem Bety Sloana.
„Tak, Alfo, dziękuję, że zawsze o mnie dbasz. Jestem wdzięczna za stałą życzliwość i troskę, jaką mi okazujesz”, odpowiada.
„Jesteś jedyną kobietą, której ufam, jedynym wilkiem, o którego naprawdę się martwię”.
„I dlatego trzymam się blisko ciebie i pilnuję, żebyś nie wpadła w kłopoty z innymi stadami, bo różnisz się od pozostałych Alf”.
„W jaki sposób?”, pytam z ciekawością.
„Masz piękne serce”, mówi z uśmiechem, a ja potakuję z wdzięcznością na jej miłe słowa.
„Wybacz, zapomniałam wspomnieć. Jutro odbywa się zgromadzenie Alf. Skoro niedawno zostałaś naszą przywódczynią, musisz się na nim pojawić. To tam zjeżdżają się Alfy z całego świata, by zawierać sojusze lub prosić inne stada o ochronę”, wyjaśnia.
„A dlaczego muszę tam iść?”, pytam z nutą irytacji. Nie lubię nowych miejsc.
„To korzystne dla naszego stada, Alfo. Potrzebujesz tego. Stado tego potrzebuje”.
„Więc niech tak będzie”.
~~
**Następnego ranka**
„Do kogo należy ta kobieta? Nie ma tu dla niej miejsca. To nie miejsce dla samic”. Władczy i silny głos starszego wilka dudni w pomieszczeniu. Wysokie ściany niosą dźwięk jego dezaprobaty, którą wyraził jasno w momencie, gdy tylko przekroczyłam próg sali konferencyjnej.
„Sądzę, że jesteś w błędzie, bo to *jest* miejsce dla mnie. Jestem Alfą”. Szczerzę zęby, a mój duch wojownika wzbiera. Powoli i wyzywająco oblizuję dolną wargę, by go sprowokować, mierząc lekceważącego samca wzrokiem, podczas gdy spokojnie kroczę w stronę mojego należnego miejsca przy stole.
Przez salę przetaczają się szepty i pomruki, plotki szerzą się jak pożar, gdy zebrani lustrują mnie od stóp do głów. Ich garnitury są schludne, często luksusowe, a kiedykolwiek krzyżuję z kimś wzrok, napotykam jedynie pogardliwe i niechętne spojrzenie. Uważają mnie za niegodną.
Bezwstydnie oceniają mnie zaskoczonymi, pełnymi obrzydzenia i wyrachowania męskimi oczami, co sprawia, że mój żołądek zaciska się z wściekłości. Powietrze przesycone testosteronem samców Alfa przyprawia mnie o mdłości aż do głębi duszy.
Znam te bezceremonialne spojrzenia aż nazbyt dobrze; to moja codzienność. Spotykać się z nienawiścią, odrazą i upokorzeniem mojej duszy. Nie dzieje się tak dlatego, że mnie nie znają. Wiedzą. Wiedzą o bitwach, które wygrałam dla swojego stada. I z pewnością czują siłę, którą posiadam.
Być może po prostu udają ślepych i głuchych, by pozostać nieświadomymi mojej rosnącej potęgi. A może nie przewidzieli, że oficjalnie zostanę Alfą i że zasiądę tutaj, przy tym samym stole co oni.
Po raz pierwszy, poza tymi wszystkimi emocjami, wyczuwam ich strach. Strach przed pierwszą Kobietą Alfą. Strach przed wyzwaniem rzuconym przez kobietę w zbroi. Głośne rozmowy cichną. Nikt już nie komentuje moich drwiących uśmiechów i niskich warknięć, które otwarcie im serwuję. W moich myślach tli się ekscytacja na myśl o zemście.
Narodziny jako kobieta alfa i przeznaczenie do rządzenia nie były moim wyborem, lecz losem. Moje dzieciństwo nie było przepełnione troską, ciepłem czy miłością. Było wypełnione walką. Walką o przetrwanie. Walką tylko po to, by móc zobaczyć piękno słońca następnego dnia. Moi rodzice stawiali stado ponad swoje umierające szczenię, a moi bracia pluli mi pod nogi za to, że urodziłam się kobietą. Nie miałam nikogo, kogo mogłabym nazwać bliskim. Nikogo, kto by mnie przytulił i powiedział: „Wszystko będzie dobrze”.
Jedynym powodem, dla którego utrzymano mnie przy życiu, była wizja uzdrowiciela dotycząca mojej przyszłości, moich rządów i dobrobytu, jaki przyniosę stadu. I od tamtej pory o to walczyłam. To zawiła, długa historia krwawych zmagań i brutalnych zabójstw. Dlatego mam prawo tu być.
Rozglądam się wokół stołu. Rzadko zdarza się widzieć tak potężne wilki zgromadzone w jednym miejscu. Są tu z powodu najważniejszego globalnego wydarzenia, na którym Alfy z całego świata spotykają się, by zawierać sojusze lub negocjować kluczowe sprawy. To także pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się wziąć udział w tak wielkim wydarzeniu jako Alfa. Wcześniej stroniłam od tego, wiedząc, że swoją obecnością po prostu doleję oliwy do ognia.
Opadam na krzesło tuż obok szczytu stołu. To znak rangi. Alfy obserwują moje poczynania z osłupieniem, ale trzymają języki za zębami. Emery stoi za mną, emanując siłą i niedbale spoglądając na kolejne Alfy. Uśmiecham się drapieżnie na ten widok i szepczę do Emery: „To będzie zabawne”.
Tak, to będzie zabawa.
Sala zaczyna się powoli zapełniać, każdy wilk ma inny wyraz twarzy, gdy na mnie patrzy. Na każdego samca, który gapił się zbyt długo, moja wilczyca ryczała i miotała się wewnątrz, nie znosząc ich jawnych myśli o nas. Nieznane twarze i ciekawość, kto zajmie miejsce obok mnie, potęgują mój lęk przed tłumem i obcymi wilkami. Biorę głęboki oddech i dodaję sobie otuchy, prosząc moją wilczycę o siłę i przewodnictwo.
Głos mężczyzny wyrywa mnie z zamyślenia, jego słowa niosą się po sali, zapowiadając powitanie.
„Witajcie, Alfy. Spotkanie rozpocznie się za chwilę, ponieważ on jeszcze nie dotarł; zaczniemy więc, gdy tylko przybędzie”.
Wilki potakują głowami, z wyjątkiem mnie. Nie wiem, o kim mówił ten mężczyzna. Zerkając w lewo, zauważam, że krzesło wciąż jest puste. Cierpliwie czeka na swojego właściciela. Nie wiem dlaczego, ale nagle moje serce zaczyna mocno bić z niepokoju. Coś jest nie tak. Uczucie, które mnie przeraża, ale też zapiera dech w piersiach.
„Emery, odpowiedz mi, o kim on mówi? Czy ten wilk jest ważny?”, pytam ją.
„Alfo, on jest...”, ożywia się na moje pytanie, przygotowując się do odpowiedzi.
Zanim jednak zdążyła dokończyć, głośny huk głównych drzwi przerywa jej, startując nas wszystkich. Głośne, ciężkie kroki zbliżają się do sali, narasta dźwięk krzeseł szorujących o podłogę. Alfy wstają ze swoich miejsc i klękają na marmurowej posadzce z pochylonymi głowami.
Kim jest ten mężczyzna? Jaką potęgę posiada, że nawet inne Alfy klękają, zanim jeszcze pojawi się w ich obecności? Te pytania palą mnie w głębi umysłu. Czuję tylko kłopoty – *on jest kłopotami*.






