Pierwszą rzeczą, którą zauważam, jest to, że nie pochodzi z tej ziemi; wywodzi się z innej watahy. Jej uroda jest inna, ale jest niezwykle ładna. „L-luna Lyra”. Kłania się pośpiesznie z szacunkiem, jąkając się z nerwów, gdy się do mnie zwraca. „To zaszczyt”.
„Proszę, nie bądź wobec mnie taka oficjalna, Luno Lycio. Jestem tylko ciotką Renza” – śmieję się cicho, robiąc krok w stronę jej ciepła.
„Prz






