languageJęzyk

Moc królowej

Autor: Anya Silvanus22 cze 2026

Gdy stół został nakryty, przygotowaliśmy się do jedzenia. Tradycja nakazuje, by Alfa rozpoczął posiłek, podał nieco ze swojego talerza swojej samicy, a potem zaczyna wataha. Varek zjadł swoją porcję, podczas gdy ja czekałam, aż położy coś na moim talerzu. Wataha patrzyła, ale on nic mi nie dał. Po prostu dalej napełniał swój żołądek, podczas gdy ja czekałam.

Wataha patrzyła, lecz on mnie pominął. Po prostu jadł dalej. Podniósł wzrok. "Jedzcie" – rozkazał. Wszyscy zaczęli nakładać jedzenie na talerze, ja również, choć ręce mi drżały. To był jego sposób na pokazanie, że nie akceptuje mnie jako swojej Luny, że nie mam miejsca przy tym stole. On mnie nie chce.

Trudno jest starać się wyglądać na silną przed własną watahą, gdy jedyne, na co ma się ochotę, to skulić się i płakać. Robiłam to jednak, by dowieść swojej siły.

Nie mogąc znieść upokorzenia połączonego z niechcianym bólem serca, wstałam z gwałtownością, aż mój krzesło zazgrzytało o podłogę, a w jadalni zapadła cisza. Przeszłam do kuchni z wysoko uniesioną głową, odłożyłam talerz do zlewu i wyszłam, starając się dotrzeć do pokoju, zanim nogi odmówią mi posłuszeństwa, zanim zobaczą drżenie moich warg, zanim dostrzegą moje łzy.

Zamykając drzwi pokoju, wykrzyczałam ból swojego serca, powoli osuwając się na podłogę. Słońce schowało się, ustępując miejsca ciemności, a ja wciąż leżałam na ziemi, mój krzyk przeszedł w szloch. Wstałam, by wziąć kąpiel; miałam opuchnięte oczy i obolałe gardło. Zanurzając się w wannie i czując jej ciepło, moje serce w końcu się uspokoiło.

Pukanie przerwało moje zatracenie się w lekturze książki. "Proszę" – odpowiedziałam, patrząc w stronę drzwi, oparta plecami o zagłówek łóżka. Drobna wilczyca, która mnie oprowadzała, skłoniła się nisko. "O co chodzi?". Powoli wyprostowała się, patrząc na mnie.

"Alfa kazał mi zawołać panią na kolację". Kolacja? Czy naprawdę spędziłam tyle godzin w tym pokoju, opłakując sytuację przez niego? Diabeł wzywa, ale tym razem nie posłucham. Nigdy więcej nie zjem posiłku z tym mężczyzną. On udowodnił swoją rację, teraz ja udowodnię swoją.

"Powiedz mu, że nie jestem głodna ani zainteresowana wspólnym posiłkiem". Jej oczy rozszerzyły się na moją odpowiedź, otworzyła usta, by mnie przekonać. "To moja ostateczna odpowiedź". Ukłoniła się powoli i wyszła, prawdopodobnie zastanawiając się, jak przekazać tę wiadomość.

Kilka minut później głośny huk drzwi uderzających o ścianę wyrwał mnie z odrętwienia. Varek wszedł do środka, jego pierś gwałtownie falowała. Próbował opanować gniew, a jego wilk nie akceptował nieposłuszeństwa nawet ze strony własnej partnerki. "Ostrzegałem cię, że nie radzę sobie dobrze z niesubordynacją" – powiedział spokojnie. To zaskakujące, jak potrafił zachować spokój, gdy jego wilk chciał atakować.

"Nie sprzeciwiłam ci się, po prostu nie chcę już nigdy więcej dzielić z tobą posiłku" – odpowiedziałam zimnym tonem.

Spojrzałam mu prosto w oczy. Zawarczał, a wściekłość próbowała przejąć kontrolę nad jego spokojem. W odpowiedzi mój gniew na niego zaczął rozsadzać swoją klatkę. "Udowodniłeś swoją rację dzisiejszego popołudnia, to jest po prostu moja reakcja. A teraz wyjdź!" – krzyknęłam na niego. Przegrał walkę ze sobą, podszedł do mnie i chwycił moją szczękę w dłonie, zmuszając mnie, bym na niego patrzyła.

"Jeśli jeszcze raz podniesiesz na mnie głos, dopilnuję, by cała wataha słyszała twoje krzyki podczas kary. Rozumiesz?" – warknął. Moje usta chciały mu się sprzeciwić, ale patrząc w jego oczy, wiedziałam, że mówi prawdę.

"Tak". Mój głos drżał nie ze strachu, lecz z wezbranej wściekłości, którą tłumiłam z całych sił.

"Teraz się ubierzesz i zejdziesz na kolację, by zjeść z watahą. Czy wyraziłem się jasno, mate?". Patrzyłam na niego, nie chcąc odpowiadać. "Odpowiedz mi, mate, moja cierpliwość się kończy". Oblizałam wargi, a jego wzrok powędrował za tym ruchem.

"Dobrze" – odparłam, nie chcąc dalej podsycać jego gniewu. Teraz nie miałam nad nim władzy, ale z pewnością zdobędę ją w najbliższej przyszłości.

"Dobrze" – odpowiedział i zostawił mnie, bym się przygotowała.

Siedząc wśród watahy, on znów odmówił uznania mnie. Tradycja nakazuje, by Alfa rozpoczął posiłek, podał nieco ze swojego talerza swojej samicy, a potem zaczyna wataha. Varek zjadł swoją porcję, podczas gdy ja czekałam, aż położy coś na moim talerzu, lecz on nic mi nie dał. Po prostu dalej jadł, ostentacyjnie mnie poniżając.

To był jego sposób na pokazanie, że nie akceptuje mnie jako swojej Luny, że nie mam miejsca przy tym stole. On mnie nie chce.

"Będziesz tu jadać trzy posiłki z watahą każdego dnia" – powiedział do mnie, a jego dominujący głos przebił się przez ciszę. Moje usta rwały się do sprzeciwu, ale patrząc w jego oczy, wiedziałam, że mówi serio. Nie miał tolerancji dla nieposłuszeństwa. W jadalni zapanowała głusza, wszyscy siedzieli z pochylonymi głowami, przerażeni tym pokazem szaleństwa.

"Tak". Mój głos drżał nie ze strachu, lecz z wezbranego gniewu, który powściągałam z całych sił.

"Będziesz jadać posiłki tutaj, z moją watahą. Czy wyraziłem się jasno?" Powtórzył, upewniając się, że jego słowa zapadły mi głęboko w pamięć, ale odpowiedziała mu moja cisza. "Odpowiedz mi, moja cierpliwość się kończy".

"Tak" – odpowiedziałam, nie chcąc karmić jego humoru. Teraz nie miałam nad nim władzy, ale bez wątpienia zyskam ją wkrótce. Wystarczającą władzę, by rzucić go na kolana.

"Jutro będziesz trenować z watahą. Chcę zobaczyć tę siłę, którą rzekomo posiadasz według plotek". Skinęłam głową skromnie i w milczeniu. "Używaj słów, mate".

"Tak, Alfo". Skrzywił się, słysząc te słowa wyplute z moich ust, ale nie zwrócił na to uwagi.

To nie są plotki i dopilnuję, by mu to udowodnić. Wypełniło mnie poczucie determinacji. Zobaczy *prawdziwą potęgę Królowej*.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Moc królowej - Upadły Alfa: Związany z Królem Wilków | StoriesNook