Kiedy światło gaśnie, ponownie spoglądamy w głąb korytarza. Luna stoi tam i wpatruje się w pomieszczenie, otoczona teraz słabą, zieloną poświatą. Jej zapach zniknął, podobnie jak nasza więź stada. To nie boli, to trochę tak, jakby ktoś wyłączył we mnie światło. Czuję się bez tego taki... pusty. To wprawia mnie w dyskomfort. Jakby stała tam tylko pusta powłoka Luny.
Marcello robi krok w jej stronę,






