*Kravos*
Soren jęczy, opierając się o gruzy; trzyma się za plecy, a na jego twarzy maluje się grymas bólu. To jasne, że jest ranny, ale ten uparty głupiec nie pozwoli nikomu obejrzeć rany. Nie żeby ktokolwiek z nas mógł go uleczyć, ale ocena obrażeń byłaby lepsza niż liczenie na łut szczęścia.
— Jak bardzo jest źle? — pytam. On odwraca wzrok i ciężko wzdycha.
— To nie zagraża życiu, tak mi się wyd






