Jego dłonie wplatają się w moje włosy, usta pieszczą jej szyję, gdy jego ciało ociera się o jej. Dotyka jej, dotyka kobiety, która nie jest mną. Jęczy jego imię i sprawia jej to o wiele więcej przyjemności, niż powinno. On wie, że na to patrzę; wie, że cierpię. Właśnie tego pragnie; chce patrzeć, jak cierpię. Chce mi pokazać, że zrobi wszystko, by złamać mi serce, i to jest dokładnie to, co robi od dnia, w którym mnie porwał i przywiózł do tego chorego miejsca.
Czuję, jak łza spływa po mojej twarzy; nic nie mogę na to poradzić. Jestem przywiązana do tego krzesła; nie mogę stąd uciec, bez względu na to, jak bardzo bym tego pragnęła.
Nie chcę tego widzieć; nie chcę widzieć go z nią. Odpycham się od krzesła, a ono wydaje z siebie piskliwy dźwięk na drewnianej podłodze.
Napotyka mój wzrok, a ja czuję, jak przyspiesza mi tętno.
Mój przeznaczony. Patrzy na mnie swoimi oczami w kolorze głębokiego oceanu, oczami, o których śniłam; nienawidzę ich. Nienawidzę go. Nienawidzę go za to, że zabrał mnie z mojego domu; nienawidzę go za to, że mnie torturuje, ale przede wszystkim nienawidzę tego, jak bardzo nadal go pragnę po tym wszystkim, co mi zrobił.
. . . . . . . . .
*Tydzień przed obecnymi wydarzeniami*
Budzę się gwałtownie. Moje ciało jest przesiąknięte potem, a serce wali, jakbym właśnie przebiegła maraton. To już drugi raz w tym tygodniu, kiedy mam ten sam koszmar. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje, ale ciągle mam wrażenie, jakby ktoś mnie obserwował. Czy koszmary mogą być tego przyczyną? Mężczyzna z tych snów jest jedynym powodem, dla którego chcę przeżywać te koszmary wciąż od nowa.
W żadnym z tych snów nie widziałam jego twarzy, ale zawsze widzę jego ciemnoniebieskie oczy, i to mi wystarczy, by wiedzieć, że to on. Te oczy, jakimś sposobem zdołały mnie prześladować, chociaż wiem, że mężczyzna z moich snów nie istnieje w prawdziwym życiu.
Mogłabym to zrzucić na fakt, że ostatnio byłam wyjątkowo zestresowana zniknięciem Isabelli, szwagierki mojego brata. Moi bracia i ich przeznaczone, wraz ze stadami, wyruszyli beze mnie.
Tak to bywa, gdy ma się szczęście posiadać opiekuńczą rodzinę; nigdy nie pozwalają ci zbliżyć się do niczego, co zwiastuje niebezpieczeństwo.
Jest tu samotnie; tęsknię za braćmi i ich przeznaczonymi. Chciałabym, żeby nie byli tacy nadopiekuńczy. Słuchałam narzekań moich bratowych na opiekuńcze zachowanie wobec nich, ale wyobraźcie sobie, jak to jest, gdy wszyscy trzej bracia traktują cię jak dziecko. Dlaczego nie mogli dostrzec, że jestem już dorosłą kobietą? Potrafiłam o siebie zadbać; nie potrzebowałam do tego ich pomocy.
Ale bez względu na to, ile razy z nimi o tym rozmawiałam, wciąż ukrywają mnie w naszym pałacu, z dala od wszelkiej krzywdy, z dala od niebezpieczeństw, z dala od całej zabawy.
Przemywam twarz wodą i związuję długie włosy w kok.
Wpatruję się w cienie pod oczami i wiem, że to wszystko przez ten sen. Uczucia, jakimi darzę nieznajomego o niebieskich oczach, trochę mnie niepokoją. Nie znam go, nigdy go nie spotkałam i, jak już mówiłam, on nie istnieje. Dlaczego więc czuję się tak z powodu snu? Dlaczego mam wrażenie, że on właśnie teraz na mnie patrzy?
Kręcę głową i wychodzę z pokoju. Musiałam przestać pozwalać, by te sny aż tak na mnie wpływały. Dostrzegam rodziców przy stole jadalnianym i dołączam do nich na śniadanie.
"Nadal masz problemy ze snem, Mayo?" pyta mnie matka. "Masz bardzo podkrążone oczy. Powinnam poprosić lekarza o tabletki, które ci pomogą?"
Natychmiast kręcę głową. "Nic mi nie jest, mamo. Myślę, że po prostu martwię się o Isabellę. Mam nadzieję, że nasza rodzina zdoła jej pomóc, zanim stanie się jej jakaś krzywda."
Mój ojciec kiwa głową. "Wiesz, że twoi bracia są więcej niż zdolni do wykonywania swoich obowiązków. Nic jej nie będzie, bądź spokojna."
Kiwam głową. "Czy będzie w porządku, jeśli pójdę dzisiaj pobiegać do lasu?" pytam. "Mam dość siedzenia w domu przez cały dzień, Austin już zadbał o to, bym za nimi nie pojechała. Nie mam co robić. Nie potrwa to długo; wrócę za godzinę lub dwie". Błagam ich.
Matka posyła ojcu zmartwione spojrzenie i ostatecznie oboje kiwają głowami, dochodząc do wniosku, że zwykły bieg mnie nie zabije.
Uśmiecham się promiennie. "Dziękuję!"
Nie tracę ani chwili i przebieram się w dżinsy oraz biały krótki top, po czym chwytam buty do biegania.
Gdy tylko moje stopy dotykają leśnego podłoża, biorę głęboki wdech. To dokładnie to, czego potrzebuję, by odpędzić myśli o nieznajomym z mojego umysłu.
Zamykam oczy na kilka sekund, po czym otwieram je ponownie i pędzę przez las. Moja wilczyca jest gotowa wyrwać się na wolność, nawet ona ma ochotę na trochę zabawy. Ale coś z nią jest dziś nie tak. Coś ją niepokoi, a ja nie potrafię tego rozgryźć.
I wtedy to czuję, to samo uczucie, które towarzyszyło mi co noc, jakby ktoś mnie obserwował. Tym razem czuję, jakby ktoś za mną szedł. Czy to tylko w mojej głowie?
Przestaję biec i rozglądam się dookoła. Byłam już głęboko w lesie. Ale wciąż dobrze znałam tę okolicę, byłam tu już wiele razy z braćmi. Austin i James zabierali tu Lucasa i mnie, odkąd byliśmy dziećmi. Zaledwie kilka minut stąd płynęła rzeka, którą słyszałam już z tego miejsca.
Odwracam się w lewo, słysząc jakiś dźwięk. Zdecydowanie ktoś tu jest; to już nie jest tylko w mojej głowie.
"Kim jesteś?" szepczę. Czuję, że moje życie jest w niebezpieczeństwie, mimo że nikogo przed sobą nie widzę; podświadomie wiem, że ta osoba jest gdzieś w pobliżu i wciąż mnie obserwuje. Jest dzisiaj znacznie bliżej, tak blisko, że moje zmysły są w pełni rozbudzone.
"Wiem, że tu jesteś" mówię tym razem głośniej. "Czego ode mnie chcesz?"
Rozlega się szelest i wiem, że ta osoba jest gotowa się ujawnić.
Mimo to nie jestem przygotowana na mężczyznę, który ukazuje się moim oczom. Jest piękny. To najpiękniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziałam, a to wiele znaczy, biorąc pod uwagę, że przez całe życie otaczali mnie wspaniali mężczyźni.
I wtedy dostrzegam tę jedną rzecz, która od jakiegoś czasu mnie prześladowała... Te oceanicznie błękitne oczy. To dokładnie ten sam odcień z mojego snu. Chyba nigdy w życiu nie widziałam piękniejszego odcienia błękitu.
Przecież nie mogłam o nim śnić przed poznaniem go, prawda? To było absurdalne.
W ciągu kilku sekund staje tuż przede mną.
Jak on się tak szybko porusza? Wyczułam, że jest wilkołakiem, ale jego niesamowita prędkość wskazywała na coś innego.
Hybryda?
Jest tak blisko, że wszędzie czuję jego zapach. Bije od niego aura, która sprawia, że mam ochotę rozchylić nogi i dać mu dostęp do najwrażliwszej części mnie. Jestem zawstydzona swoimi sprośnymi myślami, ale przebywając w jego pobliżu, nie potrafię nad sobą zapanować.
"Jesteś piękna."
Moje policzki oblewają się rumieńcem, gdy uświadamiam sobie, że wypowiedziałam to na głos. On unosi brew i przekrzywia głowę na bok.
"Masz na imię Maya, zgadza się?" pyta.
Nawet jego głos jest piękny. Sprawia, że uginają się pode mną kolana i muszę przytrzymać się drzewa za moimi plecami, żeby nie upaść.
Coś tu jednak nie gra; umyka mi coś ważnego, prawda? Nie skupiam się na sednie sprawy.
I nagle wiem, co to jest. Skąd on zna moje imię? Nie wspominałam mu o nim, a jestem pewna, że nigdy w życiu go nie spotkałam... Oczywiście poza moimi snami.
"Czy my się skądś znamy?"
Ignoruje mnie i pochyla się bliżej; jest tak blisko, że mam wrażenie, iż za chwilę zemdleję.
"Czy twoim bratem jest Austin?" warczy.
Czuję podskórnie, że to nie jest przypadkowe spotkanie. Wydaje się, że zostało zaaranżowane, zaplanowane. Czy to jeden z wrogów mojego brata?
Dlaczego wciąż nie odczuwam strachu? Moje ciało wciąż wije się z pożądania. Może i go pragnę, ale nie jestem głupia, więc dla własnego bezpieczeństwa robię krok do tyłu.
"S-skąd znasz mojego brata?" jąkam się. Prawie wszyscy w nadnaturalnym świecie wiedzieli, kim jest mój brat, ale on nie wyglądał na jednego z naszych sojuszników.
"Idziesz ze mną, Mayo" oznajmia nagle.
"O czym ty mówisz?"
Próbuję jeszcze trochę się od niego odsunąć, ale nie mam czasu na przygotowanie, gdy jedną ręką chwyta mnie za talię, a drugą zakrywa mi nos materiałem. Moje oczy otwierają się szeroko i próbuję z nim walczyć, ale wiem, że jest już za późno. Moje powieki już opadają, a ostatnią rzeczą, jaką widzę, jest triumfalny błysk w jego oczach, zanim wszystko spowija całkowita ciemność.






