Moje serce niemal wyskakuje z piersi, gdy pochyla się jeszcze bliżej mnie. Chwyta mnie za podbródek i przysuwa moją twarz do swojej. "Wiesz, kto tu jest porywaczem? Z pewnością nie ty. Jesteś moim więźniem; nie masz prawa zadawać żadnych pytań. Nie masz też prawa się odzywać, dopóki ci nie pozwolę".
"Ale..."
Przesuwa dłoń na moją szyję, a ja przysięgam, że przestaję oddychać. Jego odurzający zapach wpływa na moje zmysły; czuję, że tracę rozum. Wszystko odczuwam niezwykle wyraźnie; jego palce są długie, ciepłe i przypominają ogień na mojej skórze. Zamykam oczy, a moje wargi się rozchylają. Jego dotyk rozbudza we mnie tak ogromne pożądanie, i wcale mi się to nie podoba; nienawidzę swojego ciała za to, że zdradza mnie w takim momencie. To uczucie nie jest czymś, co mogę łatwo kontrolować, ale muszę z nim walczyć. Ten mężczyzna może i jest moim przeznaczonym, ale nie należy do dobrych; chciał, żebym cierpiała. Ciche warczenie dobiegające z głębi jego gardła skłania mnie do ponownego otwarcia oczu; i znowu, jego piękna twarz całkowicie mnie przyciąga. W tej właśnie chwili odczuwam nienawiść do Bogini Księżyca; dlaczego zmusza mnie do odczuwania czegoś takiego wobec mężczyzny takiego jak on? Widzę to w jego spojrzeniu; nie próbuje ukryć przede mną prawdy, prawdy, która mówi, że nie może się doczekać, aby zadać mi najgorszy z możliwych ból.
"Co ci właśnie powiedziałem?" żąda odpowiedzi. "Czy nie mówiłem ci, że nie jesteś w pozycji, by zadawać jakiekolwiek pytania?"
Czuję, jak moja dolna warga drży z frustracji. "Proszę..."
"Ciii" przerywa mi. "Zachowaj dla siebie to, co masz do powiedzenia. Nie wypuszczę cię, a na pewno nie w najbliższym czasie. Nikt też nie przyjdzie cię uratować, więc może posiedzisz cicho, żebym nie musiał cię karać?" grozi.
Puszcza mnie nagle i wraca do rozpalania ognia.
Nie musiałby mnie karać? Czy to nie była już wystarczająca kara? Byłam gdzieś zamknięta, nie mając pojęcia, co zrobiłam, że spotkał mnie tak okropny los, a on nie uważał tego za karę?
Obserwuję go uważnie oczami pełnymi strachu. Nie byłam pewna, co takiego zrobiłam w przeszłości, że dostałam takiego przeznaczonego — przeznaczonego, który o mnie nie dbał, przeznaczonego, który pragnął patrzeć, jak cierpię.
Miałam tak wiele pytań, ale wiedziałam, że nie uzyskam na nie odpowiedzi w najbliższym czasie. Ten mężczyzna nie zamierzał tak łatwo udzielać mi żadnych informacji. Chciał, żebym o nie błagała; chciał, żebym modliła się o wolność, o swoje życie. To szalone, że wiem o nim już takie rzeczy, a nie znam nawet tak podstawowej kwestii, jak jego imię.
Czy kiedykolwiek powie mi, o co w tym wszystkim chodzi? Albo czy mnie skrzywdzi, zanim będę miała szansę poznać prawdę?
Skąd miał pewność, że moja rodzina nie przybędzie mi na ratunek? Wiedziałam, że są zajęci poszukiwaniem Isabelli, ale wiedziałam też, że w chwili, gdy odkryją moje zniknięcie, poruszą niebo i ziemię, by mnie odnaleźć. Skąd więc ta pewność, że po mnie nie przyjdą? Gdzie dokładnie mnie ukrył i dlaczego nie wiedziałam o nim wcześniej? Znał Austina; to oznaczało, że ja również powinnam go znać.
Przeszukuję pamięć w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby powiązać go z moją rodziną. Jednak nie mam z nim żadnych wspomnień. Jedyne wspomnienia, jakie mam, pochodzą z moich koszmarów. Dlaczego wybrał właśnie ten moment, by mi się ujawnić? Jak długo był naszym wrogiem? Przychodzi mi na myśl wiele misji, w które zaangażowani byli moi bracia i które mogły przysporzyć im wrogów. Która z nich dotyczyła mojego przeznaczonego?
. . . . . . . . . . . . . .
~KANE~
Przeznaczona?
Właśnie wypowiedziała słowo, którego nigdy nie chciałem usłyszeć z jej ust. Jestem jej pieprzonym najgorszym koszmarem. Przeznaczona? Nigdy nie będę jej przeznaczonym; gdybym nie chciał najpierw sprawić, by cierpiała, natychmiast bym ją odrzucił. Ale żeby mogła poczuć ból, który zamierzałem jej zadać, musiała pozostać moją przeznaczoną. Do tego czasu nie miałem zamiaru jej wypuszczać.
Kiedy o tym teraz myślę, fakt, że jest moją przeznaczoną, zadziała na moją korzyść. Cokolwiek bym zrobił, zrani ją o wiele bardziej, niż gdyby te same rzeczy zrobił ktokolwiek inny. Miałem w zanadrzu kilka pomysłów, jak sprawić jej ból, jakiego nikt nigdy dotąd nie odczuwał.
Jej ciało wzdryga się, gdy przechodzę obok. Dobrze. Chcę, żeby ostatecznie się mnie bała. Nie chciałem, żeby myślała, że jest bezpieczna ze względu na przyciąganie przeznaczonych.
Przyciąganie przeznaczonych nie było silniejsze niż mój głód zemsty. Nigdy bym się przed nim nie ugiął; byłem na to o wiele za silny. Nie należałem do najmilszych osób, a po śmierci dwójki najbliższych mi ludzi, stałem się tylko gorszy. Ona nie ma pojęcia, co ją czeka. To dopiero początek. Księżniczka Maya, siostra Austina, będzie błagać mnie o życie, błagać, żebym ją wypuścił; nie przestanę, dopóki nie usłyszę jej płaczu. Złamanie jej sprawi mi radość, którą już teraz czuję, po prostu patrząc na nią zakutą w kajdany.
Słyszę za sobą jej szloch, i zamiast przynieść mi ukojenie, którego szukałem, irytuje to moją pieprzoną duszę.
Nie pozwalam swojemu ciału długo rozwodzić się nad tymi uczuciami. Odrzucam je od siebie i z rozmachem wbijam topór w zegar na ścianie. To pieprzone gówno działało mi na nerwy już od dłuższego czasu.
Maya podskakuje na ten głośny dźwięk, a jej oczy szeroko otwierają się ze strachu. Mam ochotę roześmiać się na widok jej miny. Wreszcie, to jest ta radość, której szukam, a nie to przyprawiające o mdłości uczucie, które towarzyszyło mi jeszcze kilka sekund temu.
Następnie wchodzi służąca i stawia na stole talerz z jedzeniem; uważa, by nawet nie zerknąć na Mayę; ostrzegłem o tym wszystkie moje służące. Nikt nie ma prawa się do niej odzywać ani na nią patrzeć. Każdy, kto złamie tę zasadę, poniesie konsekwencje. Wiedziały, że jestem człowiekiem dotrzymującym słowa; wiedziały, co się stanie, gdy mi się sprzeciwią. Nie musiałem im tego jaśniej tłumaczyć.
Wziąłem talerz i podsunąłem jej go bliżej.
"Masz" mówię do niej. "Możesz zjeść."
Ona unosi brew. "Z tego co wiem, do jedzenia potrzebne są ręce" zauważa, potrząsając łańcuchami, które uniemożliwiały jej ucieczkę. Nie żeby była w stanie uciec nawet bez tego ciężkiego żelastwa, moi ludzie byli rozstawieni wokół całego domu; nie byłaby w stanie nawet wyjść z tego pokoju tak, by nikt jej nie zauważył.
Biorę kawałek mięsa z talerza i przykładam go do jej warg. "Otwórz usta."






