~KANE~
Mruży oczy i zaciska usta mocniej niż wcześniej. Jej rażący brak szacunku mnie irytuje; nie miała w tej kwestii wyboru; pod moim dachem musiała robić wszystko, czego od niej chciałem.
"Otwórz te pieprzone usta" warczę. Na nic by mi się zdała, gdyby zmarła z głodu.
Na dźwięk mojego głosu jej oczy szeroko się otwierają, a dolna warga drży, gdy w końcu jest mi posłuszna.
"Ugryź" rozkazuję.
Widzę nienawiść w jej oczach, gdy przeżuwa mięso. Dobrze, nie szukam u niej miłości; z radością przyjmę jej wrogość.
Moje plecy sztywnieją, kiedy jej wargi przypadkowo dotykają moich palców; wiem, że ona również wyczuwa tę więź. Nasze spojrzenia krzyżują się i dostrzegam w jej oczach błysk pożądania, który trafia prosto w moje krocze.
Kurwa.
Cofnąłem rękę i odłożyłem jej jedzenie na bok; nie obchodziło mnie, co moje ciało do niej czuje; nie miało mnie to odwieść od tego, co musiało zostać zrobione.
~ ~~~~~~~~~~~~~
~MAYA~
Jestem wściekła na swoje ciało za to, że czuje cokolwiek do tego potwora. To niesprawiedliwe; dlaczego nie potrafię kontrolować tego pragnienia wewnątrz mnie? Nie chcę, by mi na nim zależało, a na pewno nie chcę być bombardowana niepotrzebnym pożądaniem.
Obserwuję go, gdy robi tajemniczy obchód pokoju. Czy szuka sposobów, w jakie mogłabym stąd uciec? Wiedziałam, że nie chciał dać mi najmniejszej szansy na ucieczkę; musiał już przemyśleć wszystkie drogi, którymi mogłabym spróbować się wymknąć. Jestem pewna, że zablokował już wszystkie te możliwości.
Odwraca się do mnie, w zasadzie na mnie nie patrząc; patrzę, jak zaczyna wychodzić z pokoju. Czy planował zostawić mnie tutaj, nie udzielając mi choćby jakichkolwiek wyjaśnień? Nie miałam zamiaru do tego dopuścić; widziałam już wcześniej, jak Austin przeprowadza przesłuchania. Kiedy chciał, żeby ktoś przemówił, starał się rozwścieczyć tę osobę do tego stopnia, by w końcu wyznała prawdę.
Może to właśnie powinnam zrobić. Muszę rozzłościć go tak bardzo, że będzie chciał wyznać mi prawdę, choćby po to, by mnie uciszyć.
Jest już przy drzwiach i wiem, że to moja szansa.
"Jesteś okropnym człowiekiem!" krzyczę. "Kto porywa kogoś bez wyraźnego powodu? Co do cholery jest z tobą nie tak! Nigdy nie zrobiłam nic tobie ani nikomu innemu. Więc dlaczego, do cholery, tu jestem i dlaczego nic mi nie mówisz?"
To działa, zatrzymuje się przy drzwiach, ale nie próbuje się odwrócić, by choćby zauważyć moją obecność.
"Jak możesz być moim przeznaczonym?" rzucam stanowczo. "Jesteś chorym draniem. Nie ma mowy, by Bogini Księżyca dała mi psychopatę jako przeznaczonego! Jesteś ostatnią osobą, którą chciałabym mieć jako swoją drugą połówkę. Jesteś rozczarowaniem dla definicji słowa przeznaczony; nawet nie powinieneś go mieć. Nie zasługujesz na mnie i nigdy nie będziesz zasługiwał."
Wiem, że uderzyłam w czuły punkt, kiedy odwraca się i podchodzi do mnie z najbardziej morderczym spojrzeniem, jakie kiedykolwiek widziałam u jakiegokolwiek mężczyzny. Staram się pod nim nie kulić; zamiast tego unoszę podbródek i posyłam mu swoje własne, wściekłe spojrzenie.
"Uwierz mi, kochanie" odpowiada. "Też nie jesteś moim pierwszym wyborem. Ustalmy więc, że z pewnością nie jesteśmy dla siebie przeznaczeni, zgoda? Byłoby mi wstyd, gdyby ktoś cię usłyszał."
Jego słowom udaje się przebić również przez moją barierę. Czy zrobił to celowo? Czy zorientował się, że próbowałam go sprowokować?
"Popełniasz największy błąd w swoim życiu" ostrzegam go. "Nie wiesz, jak niebezpieczna jest moja rodzina; wywrócą cały twój świat do góry nogami. Zmuszą cię do zapłaty za to, co mi zrobiłeś. Jeszcze nie jest za późno; jeśli teraz mnie wypuścisz, zapomnę, co zrobiłeś; nikomu nie pisnę ani słowa. Obiecuję ci to. Nawet nie wiem, gdzie jestem. Nie będę w stanie nikogo do ciebie doprowadzić. Po prostu mnie wypuść."
Śmieje się cicho, co przyprawia mnie o dreszcz na plecach. "Przykro mi to mówić, słoneczko, ale mój świat wcale nie wywróci się do góry nogami; to raczej twoja rodzina będzie cierpieć na wolnym ogniu, kiedy odeślę cię do nich zupełnie samą i złamaną. Więc nie, muszę odrzucić twoją ofertę. Nie boję się twojej rodziny; nie boję się nawet śmierci. Twoje groźby na mnie nie podziałają. Od teraz nie próbuj ze mną takich tanich sztuczek; skończy się to dla ciebie tylko rozczarowaniem."
Przełykam frustrację i próbuję udawać, że nie wiem, o czym mówi. Może poniosłam porażkę w tej próbie, ale nigdy się nie poddam.
"Kim ty, do cholery, jesteś?" rzucam ostrzej.
Nigdy wcześniej nie widziałam go w pobliżu mojej rodziny, a bracia zazwyczaj wskazywali mi naszych wrogów, abym mogła być przygotowana na wypadek kontaktu z którymkolwiek z nich. Z całą pewnością nie był on znanym wrogiem, chyba że pojawił się niedawno, a moi bracia nie zdążyli mi jeszcze o nim powiedzieć.
Już ma odpowiedzieć, gdy pukanie do drzwi rozprasza nas oboje.
Nagle wchodzi jakaś kobieta; ma krótkie, rude włosy i chłodne, niebieskie oczy. Ubrana jest w białą spódniczkę mini i jaskrawozielony top; jeśli w ogóle można to uznać za top, bo jest na tyle mały, że przypomina raczej stanik. Zanim jeszcze zamieniłyśmy słowo, już wiedziałam, że tej kobiety nie polubię.
"Widzę, że w końcu wróciłeś, skarbie". Tak go wita.
Skarbie? Kim ona dla niego była? Byli parą? Czy on w ogóle cenił sobie związki? Zupełnie mi na to nie wyglądał. Sprawiał wrażenie mężczyzny, który wykorzystuje kobietę, a następnego dnia pozbywa się jej, jakby była niczym. Ta kobieta zdaje się jednak uważać, że on ją faworyzuje. Nie wierzyłaby w to, gdyby już wcześniej nie okazał jej jakiegoś uczucia. Sama myśl o tym przyprawia mnie o mdłości.
Kiedy kobieta się do niego zbliża, on rzuca mi znaczące spojrzenie. Jakby wiedział, że będę ciekawa ich relacji. A może po prostu chce mnie zranić. To nie powinno nawet podlegać wątpliwości; wiem, że on chce patrzeć, jak cierpię.
Obserwuję ich jak jastrząb, gdy siada na krześle i gestem daje jej znak, by podeszła do niego.
Czuję ostry ból w klatce piersiowej, gdy kobieta siada mu na kolanach i wtula nos w jego szyję.
Jego oczy spotykają się z moimi, a ja mam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy.
Nienawidzę go.
Tak bardzo go nienawidzę.






