languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Aeliana Moreau24 mar 2026

~MAYA~

– Zabieraj ode mnie swoje ręce! – krzyczę. – Nie masz prawa mnie dotykać.

Podnosi mnie i zarzuca na ramię, jakbym nic nie ważyła. Mój tyłek wciąż boli po jego wcześniejszym ciosie, ale cieszę się, że jego szyja i klatka piersiowa przynajmniej krwawią po moim ostatnim ataku. Dobrze było wyrzucić z siebie trochę złości.

Byłam zła nie tylko dlatego, że mnie porwał; wściekałam się, że na moich oczach trzymał i całował inną kobietę. Byłam wściekła, że on miał być moim przeznaczonym, a mimo to zachowywał się wobec mnie ozięble. Było we mnie tyle żalu, że musiałam go z siebie wyrzucić.

– Nie mogę się doczekać dnia, w którym za to zapłacisz! – syczę, gdy on nadal mnie niesie.

Nie reaguje na mój gniew, co tylko bardziej mnie wkurza. Dlaczego nie może otworzyć ust i nic powiedzieć? Dlaczego nie może mi powiedzieć, kim dokładnie jest? Wciąż nie mam pojęcia, jak ma na imię. Gdybym miała choć najmniejsze pojęcie, może udałoby mi się odwieść go od tego wszystkiego.

– Dlaczego mi to robisz? – pytam ponownie. – Z kim trzymasz? Jesteś z rady? Czy to oni cię wynajęli, żebyś mnie torturował?

Śmieje się z mojego pytania, a ja nie potrafię pojąć, co w tym takiego zabawnego.

– Twoje poczucie humoru jest niepokojące – warczę.

– Nie pracuję dla nikogo, słoneczko. Odpowiadam tylko przed sobą, przed nikim więcej. Chociaż rada może mieć coś przeciwko twojej rodzinie, ja nie jestem jej częścią. Mam własne powody, by cię nie lubić – poprawia mnie.

Więc nie był z rady? W takim razie kto pozostaje? Z kim w ostatnim czasie skrzyżowaliśmy ścieżki, co zakończyło się goryczą?

Czy to mógłby być ktoś ze stada Alfy Erica? Kiedy moja rodzina wzięła na nich odwet za spiskowanie przeciwko nam, pojawili się nowi wrogowie z innych watah, które przetrwały bitwę. Eric zginął, podobnie jak jego córka; nie jestem pewna, kto ocalał z ich stada.

Ale mimo to, nie mógł być nikim z tamtego stada, nigdy wcześniej go nie widziałam i miał własnych ludzi, co wyraźnie widzę. Znałam już wszystkich ze stada Erica, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wszyscy byliśmy blisko, zanim rozpoczęła się bitwa... zanim Eric zdradził moją rodzinę i jego prawdziwe intencje stały się nam wszystkim znane.

– Jesteś chory, wiesz o tym? – pytam, gdy sadza mnie na krześle i ponownie wiąże mi ręce łańcuchami. – Celowo mnie uwolniłeś, żeby dać mi fałszywą nadzieję. Coś jest z tobą nie tak; powinieneś się przebadać.

Unosi brew i schyla się, by związać mi również stopy. – Nazywasz to chorobą; ja nazywam to zachowaniem ostrożności. Teraz wiem, jak myśli twój umysł i jakie podejmujesz kroki podczas prób ucieczki. Wiem, czego się spodziewać, jeśli kiedykolwiek wydarzy się coś podobnego; to znaczy, cokolwiek, czego bym nie zaplanował.

Mierzę go wzrokiem, a jego wydaje się bawić mój gniew. Oczywiście, że tak; ten człowiek czerpie przyjemność z tego, że nie jestem szczęśliwa.

– Dzisiejszego wieczoru wydaję przyjęcie – informuje mnie. – Mogę rozważyć pozwolenie ci na spotkanie z naszymi gośćmi, jeśli będziesz się dobrze zachowywać.

– Dlaczego miałabym chcieć widzieć twoich gości? – domagam się odpowiedzi. – Jestem pewna, że będą tak samo chorzy jak ty.

– Hmmm – mruczy. – Mógłbym rozważyć sprzedanie cię temu alfie. Możesz przynieść mi trochę dodatkowej gotówki.

Zastygam w bezruchu na jego groźbę. Sprzedać mnie alfie? Nie zrobiłby tego; musiał sobie ze mnie żartować. Czyż nie chciał wykorzystać mnie, by odegrać się na mojej rodzinie za coś, o czym nie miałam pojęcia? Dlaczego więc miałby mnie sprzedać, zanim zdążyłby dokonać jakiejkolwiek zemsty, której w ogóle szukał? Trzęsę się ze strachu, gdy wychodzi z pokoju, i nie mogę powstrzymać płaczu. Nie chcę zostać sprzedana.

Chcę do mojej rodziny; chcę moich braci; przez całe moje życie zawsze mnie chronili. Tak bardzo za nimi tęsknię.

– Austin – płaczę, a łzy spływają mi po policzkach. – Gdzie ty jesteś?

Moi bracia nie pozwoliliby mi długo cierpieć; więc gdzie oni są? Dlaczego jeszcze mnie nie znaleźli?

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

~AUSTIN~

– Mówiłem wam, żebyście zatrzymali Mayę w domu! – krzyczę na moich rodziców. Wiem, że to nie jest ton, jakim powinienem się do nich zwracać, ale Maya teraz zaginęła, a to wszystko dlatego, że pozwolili jej wyjść, kiedy wyraźnie prosiłem, żeby została w środku.

– Była sfrustrowana siedzeniem w domu, Austinie – mówi mi matka. – Chciała tylko pójść pobiegać. Twoja siostra powiedziała, że szybko wróci. Kiedy nie wracała, założyliśmy, że chciała zostać dłużej na zewnątrz, ponieważ nie wychodziła zbyt często, odkąd w naszym królestwie zrobiło się tak gorąco. Nie przypuszczaliśmy, że coś jej się stało.

– I nie próbujcie zrzucać winy na nas – mówi mój ojciec stanowczym tonem. – Powinieneś był wziąć siostrę ze sobą. Nie jest już dzieckiem; powinieneś był obdarzyć ją większym zaufaniem. Gdyby była z tobą, nadal by z nami była. Teraz nie wiemy, gdzie jest nasza cenna Maya, co mamy robić? Gdzie mamy szukać?

Zawsze chciałem tylko chronić moją siostrę. Nigdy nie chciałem jej ograniczać ani sprawiać, by czuła się uwięziona w domu. Gdyby tylko sprawy uległy poprawie z radą i wszystkimi innymi wrogami, których jakimś cudem zdobyliśmy w ciągu ostatnich kilku tygodni, pozwoliłbym jej robić, co jej się podoba. Mieliśmy teraz tak wielu wrogów; nie wiedziałem, na kogo najpierw zwrócić uwagę.

– Nie musimy wytykać tu nikogo palcami – Lucy, moja żona, próbowała rozładować napięcie w pokoju. – Nie możemy walczyć między sobą. Nikt nie jest winny; prawdziwym winowajcą jest osoba, która przetrzymuje Mayę. Musimy ją szybko znaleźć, a jedynym na to sposobem jest połączenie sił ze wszystkimi naszymi sojusznikami.

Musiałem się z nią zgodzić; traciliśmy czas, obwiniając się nawzajem. Minęło już zbyt wiele czasu, odkąd zaginęła.

Wpadam do sali narad i uderzam pięścią w ścianę z frustracji. Nie mogłem myśleć o niczym innym, jak tylko o odnalezieniu siostry. Kto ją zabrał? Kto byłby tak głupi, żeby zadzierać z moją rodziną?

– Przepraszam, Mayo – szepczę. – Przepraszam, że tym razem nie potrafiłem cię ochronić.

Ale znajdę cię. Poruszę niebo i ziemię, dopóki nie dowiem się, kto nam cię zabrał, a kiedy to zrobię, kurwa za to zapłacą.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki