~KANE~
Anna nadal obsypuje moją szyję pocałunkami; chwytam ją za biodra i przyciągam jej ciało mocniej do swojego. Przez cały ten czas nie spuszczam wzroku z Mayi. Muszę widzieć jej reakcję na wszystko, co robię; muszę zobaczyć, co rani ją najbardziej. Nie potrafi ukryć bólu na twarzy, ale kryje się tam również inna emocja. Chce mnie nienawidzić; chce mnie również zranić. Mam ochotę zachichotać z jej odwagi pomimo tego, z czym się mierzy. Czy ona naprawdę myśli, że może mnie zranić? Bez względu na to, czego spróbuje, nigdy nie ulegnę bólowi, który mi zada.
– Tęskniłam za tobą – szepcze Anna, ocierając się o mnie dolną częścią ciała. – Chcę cię poczuć w sobie, w tej chwili.
Chwytam ją za biodra i mocniej dociskam ją do mojego członka, nie przestając patrzeć wprost na Mayę. Jej twarz jest blada i wygląda, jakby miała zemdleć albo zwymiotować; nie jestem pewien co. Nagle zamyka oczy, co mnie złości. Osuwam Annę od siebie i podchodzę do niej.
– Otwórz oczy – rozkazuję.
Zaciska je mocniej, ignorując moją prośbę. Szczęka mi się zaciska i klękam przed nią.
– Widzisz, co ci mówiłem o niesłuchaniu mnie? – żądam odpowiedzi. – Jesteś pewna, że chcesz mnie rozzłościć? Chcesz dostać nauczkę?
W końcu mnie słucha i po raz kolejny spotykam się z intensywną nienawiścią. Nie wiem, dlaczego jej wściekłość napełnia mnie tak wielką dumą, ale tak właśnie jest. Lubię wojowniczki, a ona z pewnością nią jest.
– Nie powinieneś wracać do pieprzenia tej kobiety? – warczy. – Dlaczego poświęcasz mi jakąkolwiek uwagę?
Ściskam mocno jej szyję. – Twoje usta są niezwykle gorące. Może potrzebujesz czegoś, co je ochłodzi.
Jej oczy się rozszerzają i próbuje wyrwać się z mojego silnego uścisku.
Chichoczę. – Boisz się, że cię pocałuję? – pluję z obrzydzeniem. – W ogóle mnie nie pociągasz; całowanie cię zdecydowanie nie jest w moich planach.
Pozwalam, by mój wzrok powędrował w dół jej ciała. – Chociaż to może nie byłaby najgorsza rzecz na świecie.
– Jesteś potworem! – krzyczy.
Anna podchodzi do niej i, ku mojemu zaskoczeniu, mocno uderza ją w twarz. – Kogo kurwa nazywasz potworem? Nazywaj go panem, suko. Znaj swoje miejsce.
Chwytam Annę za ramię i wyciągam ją z pokoju. – Co to kurwa było, Anna? – warczę.
– Co? – pyta niewinnie. – Miałam tam stać i patrzeć, jak ona cię tak nie szanuje? Nikt nie jest na tyle głupi, żeby okazywać ci brak szacunku w jakikolwiek sposób; dlaczego pozwalasz jej to robić?
– Należy do mnie i to ja się z nią rozprawię – warczę. – Mówiłem to już wcześniej. Robisz to, co każę; nikt nie ma prawa tknąć jej palcem, chyba że wydam taki rozkaz. Czy to kurwa nie była moja zasada?
Anna krzyżuje ramiona, ale w końcu kiwa głową. – Przepraszam. Nie zrobię tego więcej, ale powiedz tej suce, że lepiej, żeby zaczęła cię bardziej szanować. Ma szczęście, że nie leży na zimnej ziemi jak inni więźniowie; dlaczego w ogóle dostaje jedzenie?
Sfrustrowany chwytam się za włosy; zaczyna działać mi na nerwy.
– Nikomu nie tłumaczę się ze swoich decyzji; wiesz o tym, nawet tobie. Wyjdź stąd i nie wracaj, dopóki cię nie wezwę – rozkazuję szorstko.
Przygryza wargę i z fochem odrzuca włosy do tyłu, po czym robi to, co każę. Szczypię się w środek czoła i podchodzę do lodówki, w której przechowuję okład z lodu. Maya z pewnością wyleczyłaby się sama, ale ponieważ nie był to ból zadany przeze mnie, chciałem, żeby zniknął jak najszybciej.
Podskakuje, gdy drzwi zamykają się za mną. Patrzy prosto przed siebie, unikając ze mną kontaktu wzrokowego. Nie mów mi, że po jednym spoliczkowaniu już straciła tę iskrę w sobie. Przysuwam krzesło i siadam przed nią. W końcu odwraca się, by posłać mi gniewne spojrzenie.
– Zgaduję, że teraz jesteś szczęśliwy, kiedy twoja kobieta podniosła na mnie rękę. To musi sprawiać, że czujesz się bardziej jak mężczyzna, prawda?
Unoszę brew na jej nieudaną próbę rozzłoszczenia mnie. Jak na kogoś, kto utknął tu ze mną, w ogóle nie próbowała sprawić, bym ją polubił. Zamiast tego próbowała mnie rozzłościć. Cóż za dziwna z niej kobieta.
– Pozwól, że spojrzę na twój policzek – mówię jej, biorąc do ręki okład z lodu.
– Nie potrzebuję, żebyś się mną opiekował – syczy. – Sama się wyleczę; nie chcę twojej pomocy. Sprawia ci przyjemność widok mojego bólu, więc po prostu daj mi spokój.
Przechylam jej głowę na bok i wbrew jej woli przykładam okład do jej spuchniętego policzka.
– Sprawia mi również przyjemność robienie tego, co jest przeciwieństwem uszczęśliwiania cię – przypominam jej. – Więc pozwól mi to zrobić.
Nie wiem, dlaczego jestem teraz tak zły na Annę. Czy dlatego, że bezpośrednio mi się sprzeciwiła, czy z innego powodu? Wyrzucam tę myśl z głowy i skupiam się na okładzie na jej policzku.
Nasze spojrzenia się spotykają, a jej usta lekko się rozchylają. Wpatruję się w nią dalej, testując jej reakcję na mnie. Nagle łapię się na tym, że chcę dowiedzieć się o niej więcej, ale tylko po to, by znaleźć sposoby na zranienie jej w zamian. Im więcej bym o niej wiedział, tym więcej dowiedziałbym się o jej słabościach.
– Żal mi ciebie – mówi nagle, zaskakując mnie.
Żal jej mnie? Jeśli komuś powinno być kogoś żal, to jej samej. To ona była zamknięta w pokoju, bez możliwości ucieczki.
– A to dlaczego? – pytam, odsuwając okład z lodem od jej twarzy.
– Jesteś zagubiony, pochłonięty nienawiścią i gniewem. Nie wiem dlaczego i o co, ale ten gniew sprawi ci tylko więcej bólu, o ile go nie uwolnisz – mówi mi.
Unoszę brew, po czym zaczynam się śmiać. Maya mruży oczy, zirytowana, że nie traktuję jej poważnie.
– Pozwól, że sam będę się martwił o siebie, dobrze? – mówię jej. – W międzyczasie powinnaś martwić się o siebie, a nie o innych. A ja będę od teraz uważać na to, co mówię przy Annie; czasami bywa trochę szalona.
Szczęka Mayi zaciska się na wzmiankę o Annie. – Oczywiście, że ta kobieta miałaby przewagę, kiedy to ja jestem przywiązana do krzesła. Inaczej nie odważyłaby się podnieść na mnie ręki. Widzę jednak, dlaczego ci się podoba. Kobieta, która wykorzystuje bezbronnych, wydaje się w twoim typie.
Znowu próbuje mnie trochę bardziej zdenerwować. Zignorowałem ten jej mały napad złości i wyszedłem z pokoju. Miałem sprawy do załatwienia. Musiałem wiedzieć, co knuje Austin i jego załoga. Czy wiedzieli już, że Maya zaginęła? Czy mieli jakieś tropy? Aby utrzymać się na szczycie, będę musiał obserwować każdy ich ruch.






