Promienie słońca wlewały się przez witryny salonu ślubnego, kąpiąc rzędy puszystych sukien w żarzącym się blasku. Śmiech unosił się w powietrzu, gdy my, druhny, z kieliszkami szampana w dłoniach, przemykałyśmy między kreacjami.
Pośród tego wiru trzymałam się na uboczu; mój własny kieliszek wydawał się bardziej kołem ratunkowym niż świątecznym trunkiem. Bycie świadkową Lexi było zaszczytem podszyty






