– Nie ma potrzeby – wtrącił się szybko Arsen. – Nic mi nie jest. Proszę tylko upewnić się, że zostaniemy zabrani w bezpieczniejsze miejsce.
Odgłosy psów tropiących niosły się echem po lesie, a ich szczekanie rozlegało się między sosnami. Reflektory omiatały teren, podczas gdy pojazdy policyjne pędziły w stronę lasu; wycie ich syren stawało się coraz głośniejsze.
– Tylko mi nie mówcie, że uciekł? –






