Zarówno Felicia, jak i Kalina przytaknęły. Oparły się o siebie, a to ciepło... osiadło w piersi Althei, dając jej oparcie.
– Zostańcie tak długo, jak chcecie – powiedziała miękko Althea. – Cieszę się, że tu ze mną jesteście. Nie myślcie, że jesteście jakimkolwiek ciężarem.
Felicii udało się wykrzesać blady uśmiech. – Dziękuję, ale nie. Najpierw muszę zająć się kilkoma rzeczami. Są sprawy mamy, któ






