Ruszam za Samanthą.
– Pozwól jej odejść. Żaden Sterling nie będzie biegał za nikim, a ona jest nikim.
– Uważaj, matko, mówisz o kobiecie, którą kocham, i o matce mojej córki.
Wychodzę z gabinetu i wykrzykuję imię Samanthy, gdy robi pierwszy krok na schodach. Nie ogląda się i idzie dalej. Niech mnie diabli, jeśli myśli, że może po prostu ode mnie odejść. Doganiam ją, gdy wchodzi na trzeci stopień.






