Isabelle wyszła ze swojego pokoju.
„Isabelle, chodź coś zjeść.” Ojciec Isabelle, William, przygotował już jej miskę i pałeczki.
Salon był pusty, pozbawiony jakichkolwiek wartościowych przedmiotów. Zakurzona żarówka emitowała tylko blade, mdłe światło.
Pięcioosobowa rodzina zebrała się wokół małego, zjedzonego przez korniki kwadratowego stołu. Isabelle zajęła miejsce w rogu.
Ethan jadł w milczeniu ze spuszczoną głową. Kiedy Isabelle do nich dołączyła, bez słowa odsunął swoje krzesło na bok, robiąc pulchnej dziewczynie więcej przestrzeni, i usiadł na samym skraju stołu.
„Musisz czuć się lepiej po dobrym śnie. Jedz.” William dołożył trochę mięsa do jej miski i powiedział z wyraźną nutą wstydu: „Nie stać nas na to, by dłużej trzymać cię w szpitalu. Odpocznij dobrze w domu przed powrotem do szkoły. Jutro kupię kurczaka, żeby ugotować ci rosół.”
„Przy jej fatalnych ocenach nie ma znaczenia, czy pójdzie do szkoły, czy nie. Nauczyciele pewnie błagają w duchu, żeby wcale się nie pojawiła” – zakpiła Layla.
„Layla! Isabelle to twoja starsza siostra. Jak możesz tak mówić?” zganił ją gniewnie William.
„Dlaczego na nią krzyczysz? Co Layla powiedziała nie tak? Naprawdę nie wiem, co ona ma w głowie. Dostała zaledwie pięć albo dziesięć punktów na teście. Przynosi mi tylko potworny wstyd. A w tak młodym wieku zaczęła nawet uganiać się za chłopakami. Zupełnie pozbawiona wstydu.” Słowa Eleanor stawały się coraz bardziej napastliwe, im dłużej mówiła.
Niezadowolona z samego zrugania Isabelle, skierowała swój gniew na Williama. „Czy ty w ogóle wiesz, jak śmieją się ze mnie twoi krewni? Jak to się stało, że wyszłam za kogoś tak bezużytecznego jak ty? Kiedyś wszyscy twoi bracia byli skrajnie biedni, a teraz jeżdżą samochodami i mieszkają w nowych domach. Tylko ty, wciąż tkwiąc w tej ruderze z żoną i dziećmi, używasz starych sprzętów, których twoi bracia już nie chcą. Gdybyś miał odrobinę więcej ambicji, twój syn by nie utykał. Naprawdę żałuję, że za ciebie wyszłam.”
W obliczu gorzkich skarg żony, William siedział ze spuszczoną głową i milczał. Jego twarz, postarzała znacznie bardziej niż u rówieśników z powodu lat przepracowania, oblała się rumieńcem wstydu.
Ethan nadal jadł spokojnie, pozornie całkowicie znieczulony na tę znajomą scenę. Jednak słysząc słowo „utykał”, zauważalnie mocniej ścisnął pałeczki.
„Naprawdę cię to nie obchodzi, prawda? Nasi rodzice kłócą się przez ciebie, a ty po prostu siedzisz i gapisz się w telewizor. Jesteś po prostu beznadziejna. Nie mogę uwierzyć, że mam taką siostrę.” Layla posłała Isabelle mordercze spojrzenie, tylko pogarszając i tak napiętą sytuację.
Zgodnie z przewidywaniami, Isabelle spotkała się z pełnym urazy wzrokiem Eleanor.
Jednak Isabelle po prostu przeniosła powoli wzrok z telewizora na Laylę, zachowując całkowicie pozbawione wyrazu oblicze.
Jej spojrzenie było zimne jak lód.
„Co to za mina? Powiedziałam coś nie tak?” Layla od razu wyczuła, że z Isabelle jest coś nie w porządku, odkąd ta wróciła ze szpitala. Zazwyczaj siostra opuszczała głowę, kuliła się w sobie z lękiem i bała się nawet przełknąć jedzenie. Nigdy nie odważyłaby się patrzeć na nią w ten sposób.
Czyżby uderzyła się w głowę tak mocno, że uszkodziła sobie mózg?
„Ty mała gówniaro, jak śmiesz tak patrzeć na swoją siostrę. Jedz szybko i pozmywaj naczynia. Szlag mnie trafia, jak tylko na ciebie patrzę.” Po zbesztaniu Isabelle, Eleanor podniosła miskę, by kontynuować posiłek.
Isabelle zerknęła na Eleanor. Nie zamierzała tracić energii na kłótnie z nimi w tym momencie.
Z powrotem skupiła uwagę na telewizorze.
Sprzęt był stary, wyeksploatowany przez wiele lat. Model już dawno wyszedł z użycia.
Wiadomości donosiły o potężnej eksplozji w Brookhaven.
Zimne światło błysnęło w oczach Isabelle.
Mroczny Cieniu, ja, Krwawy Cień, prędzej czy później wyrównam z wami te rachunki!
Odłożyła cicho pałeczki i wstała, by wrócić do swojego pokoju.
„Och, jak mało dzisiaj jesz. Zwykle nie wcinasz trzech misek?” Layla zerknęła na naczynie Isabelle i rzuciła złośliwie.
Eleanor rozkazała twardo: „Pozmywaj naczynia, zanim wrócisz do siebie.”
„Isabelle wczoraj poważnie upadła. Nie może zmywać naczyń. Layla, Ethan, wy to zróbcie” – wtrącił szorstko William.
Layla odparła ze wstrętem: „Ale ja nie umiem zmywać naczyń.” Potem mruknęła cicho pod nosem: „Upadła na głowę, nie na ręce. Zazwyczaj to ona zmywa.”
„Layla i Ethan mają jeszcze do odrobienia ważne lekcje. Co jeśli ich oceny spadną? W każdy Nowy Rok, kiedy siedzimy z krewnymi, oni chwalą się samochodami i domami. My możemy być dumni tylko z ocen Layli i Ethana.” Po tych słowach Eleanor znów pospieszyła Isabelle, by wzięła się za sprzątanie.
Isabelle zatrzymała się przy wejściu do salonu i spojrzała na Eleanor. Jej oczy lekko się zwęziły, jakby dusiła w sobie mroczną siłę.
Jako najemniczka nie słynęła z łagodnego usposobienia. Plotki o jej bezwzględnej naturze nigdy nie były przesadzone ani bezpodstawne.
Gdyby Eleanor i Layla odważyły się wypowiedzieć choć jedno słowo więcej, nie mogłaby zagwarantować, że nie straci panowania nad sobą.
Właśnie w tym momencie Ethan skończył jeść i cicho zaczął zbierać brudne naczynia oraz pałeczki.
„Zostaw to. Po co to myjesz? Wracaj do pokoju i odrabiaj lekcje.” Eleanor nigdy nie pozwoliłaby swojemu cennemu synowi na wykonywanie takich obowiązków. Prace domowe zawsze w całości zrzucała na Isabelle.
Isabelle harowała bez wytchnienia każdego dnia, a i tak jej porcje jedzenia pozostawały głodowe.
Ethan całkowicie zignorował matkę. Zebrał naczynia i po prostu poszedł do kuchni.
Layla lekko zmarszczyła brwi, nie pochwalając jego zachowania, ale była zbyt leniwa, by pouczać swojego milczącego brata. Wstała i wróciła do swojego pokoju. Nie miała najmniejszego pojęcia, że właśnie o włos uniknęła niszczycielskiej burzy.
Eleanor spiorunowała Isabelle wzrokiem. Poszła do kuchni, by zagonić syna z powrotem do książek, po czym sama z frustracją pozmywała naczynia.
Po przespaniu niemal całej doby stan fizyczny i psychiczny Isabelle nieco się ustabilizował. Przeszła się po podwórku, by dokładnie zlustrować miejsce, w którym mieszkała jej nowa rodzina.
Stary dom został odziedziczony po dwóch pokoleniach wstecz. Choć był niemal zrujnowany, zajmował spory teren, z dziedzińcem, otaczającymi go murami i oddzielną kuchnią.
Na dziedzińcu rosło pachnące drzewo osmantusa.
Zabudowania składały się z kilku pokoi, początkowo zajmowanych przez liczną rodzinę. Później bracia Williama dorobili się pieniędzy i wyprowadzili, zostawiając ich samych sobie.
Ethan wyszedł z kuchni i zerknął na Isabelle stojącą na podwórku. Przez krótką chwilę ich spojrzenia się skrzyżowały. Następnie, lekko utykając, wrócił do swojego pokoju.
Isabelle patrzyła na jego oddalające się plecy, po czym ruszyła za nim.
Ethan wyciągnął skomplikowane zadanie matematyczne, które poprzedniego dnia skopiował z internetu. Zmarszczył brwi, usiadł przy biurku i w skupieniu próbował je rozwiązać.
Nagle wyczuł czyjąś obecność. Podniósł wzrok i zobaczył Isabelle opartą swobodnie o framugę drzwi ze skrzyżowanymi ramionami, jakby zmaterializowała się tam znikąd.
Jej pokaźna sylwetka całkowicie blokowała wyjście z pokoju.
To był pierwszy raz, kiedy Isabelle w ogóle weszła do jego przestrzeni. Zazwyczaj po powrocie ze szkoły natychmiast zaszywała się w swoim pokoju, bez względu na porę, wychodząc tylko po to, by wykonywać narzucone obowiązki domowe.
Ethan od razu zauważył, że jego siostra wydawała się dzisiaj zupełnie inna.
Isabelle podeszła bliżej i rzuciła okiem na jego notatki. Uniosła brew i zapytała cicho: „Nie potrafisz tego rozwiązać?”
Ethan patrzył na nią w całkowitym milczeniu.
Isabelle wzięła od niego długopis i bez najmniejszego wahania zaczęła pisać w jego zeszycie.
Zanim chłopiec zdążył zareagować, strona zapełniła się rzędami równań. Stanowiące ogromne wyzwanie zadanie, wykraczające daleko poza program nauczania, zostało w pełni rozwiązane.
I to rozwiązane perfekcyjnie!
Kolejne kroki były niezwykle jasne i nieszablonowe.
Po przeanalizowaniu zapisów, Ethan poczuł, jakby doznał olśnienia. Jego twarz wręcz lekko poczerwieniała z ekscytacji.
Po tym początkowym zaskoczeniu, spojrzał na Isabelle z całkowitym niedowierzaniem i zapytał: „Jak to zrobiłaś?”
Było to pierwsze zdanie, jakie jej tak zwany brat kiedykolwiek do niej bezpośrednio wypowiedział.
„Czyż tego prostego równania nie potrafi rozwiązać każdy, kto ma ręce?” odparła szczerze Isabelle.
Ethan odpowiedział: „To zadanie na poziomie uniwersyteckim, które znalazłem w sieci.”
Był w drugiej klasie liceum, dokładnie rok niżej od Isabelle i Layli.
Isabelle wzruszyła ramionami. „I co z tego?”
Ethan z głęboką podejrzliwością przyglądał się niezwykle bystrej dzisiaj Isabelle i rzekł: „Zazwyczaj dostawałaś pięć lub dziesięć punktów. Najwięcej zdobyłaś dwadzieścia pięć. Oprócz zakreślania ABCD w pytaniach wielokrotnego wyboru, potrafiłaś na karcie egzaminacyjnej napisać tylko jedno słowo: »rozwiązania«.”
Przy jej dotychczasowym poziomie inteligencji, w jaki sposób mogłaby poradzić sobie z czymś takim?
Odiedziczywszy wspomnienia poprzedniej właścicielki, Krwawy Cień doskonale wiedziała, jak skrajnie ograniczona w nauce potrafiła być pierwotna Isabelle.
Prychnęła bez cienia wahania: „Pisanie »rozwiązania« to tylko mój sposób na to, by ich zbytnio nie zawstydzać. Takie trywialne zadania to po prostu strata mojego czasu i atramentu.”
Ethan nie mógł uwierzyć własnym uszom i zapytał: „Więc przez cały ten czas... tylko udawałaś?”






