languageJęzyk

Rozdział 2 Odrodzenie, Isabelle Jenkins

Autor: Aeliana Thorne 4 kwi 2026

Miasto Norward.

W skromnej sali szpitala uniwersyteckiego.

„Moja córka doznała wstrząśnienia mózgu w wyniku upadku, a wasza szkoła jest skłonna zapłacić tylko tyle? Co jeśli wystąpią u niej długotrwałe powikłania i nie będzie mogła kontynuować nauki? Jej życie legnie w gruzach. Kto weźmie za to odpowiedzialność?! Mówię pani, jeśli nie zapłacicie dzisiaj przynajmniej piętnastu tysięcy dolarów, spotkamy się na komisariacie. Dopilnuję, by wszyscy dowiedzieli się, jak wasza szkoła radzi sobie w takich sytuacjach i żebyście nie mogli dalej funkcjonować.”

„Pani Jenkins, czy mogłaby pani zachować rozsądek? Pani córka nie jest małym dzieckiem, które wymaga ciągłego nadzoru nauczycieli. Poza tym, spadła ze schodów z powodu swojej nadwagi. Odpowiedzialność leży całkowicie po jej stronie. Szkoła zrobiła wszystko, co w jej mocy, opłacając połowę kosztów leczenia.”

„Wyniki w nauce pani córki są fatalne. Jest na szarym końcu klasy i brakuje jej jakiejkolwiek motywacji do poprawy. Co więcej, negatywnie wpływa na naukę innych uczniów. Skarżyli mi się nie raz. Kilka dni temu zaczęła nawet randkować i przyniosła śniadanie pewnemu chłopakowi, poważnie szkodząc reputacji szkoły. Rodzice tego ucznia już u mnie interweniowali.”

Opierając dłonie na biodrach, Eleanor Dawson powiedziała zgryźliwie: „Więc twierdzi pani, że szkoła nie chce zapłacić, tak?”

Kłótnia przybierała na sile.

Nagle przerwał im chłodny głos: „Zamknijcie się wszyscy!”

Eleanor i jej mąż, wychowawca oraz dyrektor zamilkli, spoglądając na otyłą dziewczynę leżącą na szpitalnym łóżku.

Krwawy Cień usiadła na łóżku i rozmasowała pulsujące skronie. Wątła rama skrzypiała przy jej każdym ruchu.

Intensywny ból promieniował z tyłu głowy na całe jej ciało, zmuszając ją do zmarszczenia brwi i powolnego odzyskiwania ostrości zmysłów.

Nagle Krwawy Cień coś wyczuła. Jej ruchy masujące gwałtownie ustały. W następnej chwili szeroko otworzyła oczy.

Nie umarła?

Szybko zlustrowała wzrokiem salę. Jej spojrzenie padło na cztery przeciętnie wyglądające osoby stojące w nogach łóżka.

„Kim jesteście?”

Oczy Krwawego Cienia zwęziły się, gdy przemówiła. To nie był jej głos. Natychmiast dotknęła swojego gardła, po czym zauważyła grube ramię, które uniosła.

Mocno zmarszczyła brwi.

O co tu chodzi?

Cała czwórka zamarła w odpowiedzi na jej pytanie.

Eleanor natychmiast rzuciła się na wychowawcę i wznowiła awanturę. Powiedziała: „Spójrzcie, co stało się z moją córką. Wasza szkoła płaci tylko marne grosze za leczenie. Jesteście po prostu nieludzcy i bez serca!”

Wychowawca, mężczyzna po czterdziestce w czarnych okularach, był całkowicie zdezorientowany. Odparł: „Pani Jenkins, proszę się uspokoić.”

„Isabelle, to ja, twój tata. Nie poznajesz mnie?”

„Isabelle, nie strasz mnie. Czy ty wciąż nie jesteś w pełni rozbudzona? Przyjrzyj się dobrze, kim jesteśmy.”

Jednak dziewczyna wpatrywała się tylko w swoje opasłe ramię.

W tym samym momencie w telewizji podano komunikat: „Samotna wyspa w Brookhaven eksplodowała dziś o 7:10 rano...”

Krwawy Cień spojrzała na ekran.

Zanim zdążyła zareagować, nagle zalała ją fala wspomnień, które do niej nie należały, sprawiając, że skrzywiła się z dyskomfortu.

Eleanor wciąż kłóciła się z wychowawcą o pieniądze, podczas gdy jej mąż i dyrektor wyrażali zaniepokojenie.

Jej głowa pulsowała bólem. Nie mogła tego dłużej znieść i warknęła: „Wszyscy, proszę stąd wyjść!”

„Przestań hałasować. Isabelle dopiero co się obudziła. Daj jej odpocząć. Jeśli jest coś do omówienia, porozmawiajmy na zewnątrz.” Ojciec Isabelle w końcu wstał i wyprosił nieustannie głośną Eleanor z sali.

W pomieszczeniu w końcu zapadła cisza. Krwawy Cień zachowywała niezwykły spokój, wyczuwając w powietrzu delikatny zapach środka dezynfekującego.

Krzykliwy głos Eleanor wciąż niósł się echem po korytarzu.

Krwawy Cień weszła do łazienki i spędziła ponad dziesięć minut, wpatrując się w swoją obcą twarz w lustrze. Jej rysy były dość wyraźne. Chociaż jej ciało było grube, twarz nie wydawała się zbyt pulchna, a skóra była jasna i promienna.

Gdyby schudła, wyglądałaby całkiem nieźle.

„Isabelle.”

Po chwili dziewczyna wypowiedziała to imię przed lustrem.

Wydawało się ono w jakiś sposób z nią związane.

Odrodzenie duszy?

Nie było to dla niej trudne do zaakceptowania, jako że w swoim życiu była już świadkiem wielu dziwnych rzeczy.

Po zaledwie dziesięciu minutach stania, jej ciało było już wyraźnie przeciążone. Nogi drżały, nie tylko z powodu urazu głowy, ale także z braku jakiejkolwiek aktywności fizycznej, co skutkowało ogólnym osłabieniem.

Krwawy Cień zastanawiała się, jak temu ciału udało się być jednocześnie tak masywnym i tak kruchym.

Jaka szkoda. Jej dawne ciało, twarde jak żelazny mur, zostało rozerwane na strzępy. Po latach intensywnych treningów ostatecznie stało się karmą dla ryb w oceanie.

Zamykając oczy, Krwawy Cień wzięła głęboki oddech. Kiedy je ponownie otworzyła, w pełni zaakceptowała swoje nowe ciało i tożsamość.

Isabelle.

Brzmiało dobrze. O wiele bardziej ludzko niż Krwawy Cień.

Wróciła do sali. Na korytarzu zapanowała już cisza. Do środka wszedł lekarz, trzymając w ręku kartę zdrowia, by ją zbadać. „Ty jesteś Isabelle?”

Uniosła swoje bystre oczy i odpowiedziała: „Tak, to ja.”

Miasto Taragon, Rezydencja Harrisów.

W gabinecie, urządzonym w dyskretny, lecz niezwykle luksusowy sposób, mężczyzna siedział za biurkiem z dokumentem przed sobą.

„Jaka szkoda” – wymamrotał.

Jego głos był głęboki i magnetyczny, zabarwiony żalem.

Chwilę później znów westchnął. „Takie marnotrawstwo geniuszu.” Tym razem jego ubolewanie było bardziej bezpośrednie.

Jego wzrok padł na dokument. Widniało na nim imię „Krwawy Cień”.

Większość informacji o tej nieuchwytnej i wybitnej zabójczyni, której płeć dla wielu pozostawała zagadką, leżała teraz przed tym mężczyzną.

Isabelle spędziła noc w szpitalu, a następnego dnia jej matka, Eleanor, stanowczo poganiała ją, by wcześnie wrócić do domu.

„Szybko przebierz się i wracajmy. Szkoła zaoferowała nam tylko marne grosze odszkodowania, a nie stać nas na opłacenie twoich rachunków za pobyt.”

Eleanor rzuciła Isabelle przyniesione ubrania, nieustannie narzekając na nędzną rekompensatę.

Oczy Isabelle pozostawały zimne, gdy siedziała nieruchomo na szpitalnym łóżku.

„Pospiesz się, na co czekasz? Zaraz muszę iść do pracy. Zrekompensujesz mi to, jeśli się spóźnię i potrącą mi z pensji?”

Ona zawsze mówi tylko o pieniądzach.

Krwawy Cień pomyślała o tym, jak nieoczekiwanie przejęła ciało Isabelle. Postanowiła na razie tolerować tę surową i skąpą kobietę.

Po wyjściu ze szpitala Eleanor zostawiła ją samą, wręczając jej trzydzieści centów na bilet autobusowy. Wcisnęła jej w dłoń klucze i odeszła do pracy.

Opierając się na pamięci poprzedniej właścicielki, Isabelle ruszyła do domu. Zanim weszła na teren osiedla, wpadła na przystojnego chłopaka.

Ten młodzieniec, ubrany w niebiesko-biały mundurek szkolny, emanował młodzieńczą energią, choć wydawał się nieco chudy i milczący.

Choć Eleanor była podła, posiadała niezwykłą urodę, co tylko potęgowało jej dumną i arogancką postawę.

Stojący przed nią chłopak odziedziczył geny Eleanor w pełnej krasie.

Kiedy zobaczył Isabelle, zatrzymał się na chwilę. Jego wzrok spoczął na bandażu owiniętym wokół jej głowy.

Isabelle również uważnie mu się przyjrzała.

Być może poprzednia Isabelle przyzwyczaiła się do bycia uległą i unikania kontaktu wzrokowego, więc jej obecne zachowanie sprawiło, że chłopak ze zdziwieniem zmarszczył brwi.

Podszedł do niej, a Isabelle od razu zauważyła, że lekko utyka na lewą nogę.

Ethan nie powiedział ani słowa, ale mijając ją, wcisnął jej w rękę pewien przedmiot, po czym ruszył w stronę szkoły ze swoim plecakiem.

Isabelle spojrzała na bułkę w swojej dłoni.

Jej młodszy brat najwyraźniej nie odziedziczył po matce surowej natury.

Wstrząśnienie mózgu to nie błahostka, a lekarz kategorycznie nie zgadzał się na wypisanie Isabelle. Jednak Eleanor była zbyt chciwa, by zapłacić za przedłużony pobyt w szpitalu. Zatem po powrocie do domu Isabelle nie robiła nic innego, jak tylko poszła prosto do łóżka i usnęła.

Spała aż do zapadnięcia zmroku.

„Tłusta świnio, ty naprawdę jesteś reinkarnacją wieprza. Całymi dniami tylko jesz i śpisz. Dlaczego po prostu nie zdechniesz?”

Kiedy Isabelle otworzyła oczy, zobaczyła Laylę stojącą przy jej łóżku, wpatrującą się w nią z obrzydzeniem i nienawiścią.

„Na co się gapisz? Wstawaj i jedz. Czy nawet do posiłku ktoś musi cię wołać? Nawet kaleka jest bardziej użyteczny od ciebie!” rzuciła Layla, odwracając się do wyjścia, nie chcąc spędzić w tym pokoju ani sekundy dłużej.

Z takim wyglądem i parszywym charakterem była wypisz wymaluj jak Eleanor.

Isabelle usiadła i uświadomiła sobie, że ta rodzina jest wręcz nienormalna, a w szczególności jej rzekoma młodsza siostra, Layla.

Isabelle, która przejęła wspomnienia poprzedniej właścicielki, doskonale zdawała sobie sprawę ze skali znęcania się, jakiego ta doświadczała ze strony tej „kochającej siostrzyczki”.

Była młoda, ale o podłym sercu. Naprawdę potrzebowała bolesnej nauczki!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 Odrodzenie, Isabelle Jenkins - Od Bezużytecznego Grubasa do Ukrytego Geniusza | StoriesNook