Isabelle nie odpowiedziała.
„Znowu rozwiązałaś to zadanie.” Ethan wciąż nie potrafił w to uwierzyć. Przepisał na kartkę kolejne, jeszcze trudniejsze zadanie, by wystawić Isabelle na próbę.
Przeskanowała wzrokiem pytanie, zamilkła i nawet nie drgnęła, by sięgnąć po długopis.
Widząc taką reakcję, Ethan uśmiechnął się drwiąco. Pomyślał, że wcześniej musiała ukradkiem zobaczyć jego brudnopis i po prostu wyszukać odpowiedź w internecie.
Ależ to była strata czasu!
Bądź co bądź, to i tak zaskakujące, że z jej inteligencją potrafiła zapamiętać tak skomplikowany proces rozwiązywania.
Gdy Ethan już miał odesłać ją do jej pokoju, ponieważ sam musiał wrócić do odrabiania lekcji, Isabelle odezwała się swobodnie: „Równanie powierzchni to z=x²+y².”
Ethan zamarł. „Co powiedziałaś?”
Isabelle odparła: „To jest poprawna odpowiedź.”
Ethan na dłuższą chwilę zaniemówił. Z dozą sceptycyzmu wpisał treść zadania w internecie. Kiedy zobaczył, że wynik jest dokładnie taki sam, jak podała Isabelle, oniemiał z wrażenia. Spojrzał na proces rozwiązania, który w sieci zajmował dwie i pół strony, a następnie przeniósł wzrok na swoją siostrę, którą ich matka i Layla przez ponad dekadę nazywały kompletną idiotką, jakby patrzył na prawdziwego dziwoląga.
Ona naprawdę rozwiązała to wszystko w pamięci.
Co za fenomen!
„Masz tu jeszcze jakieś problemy, których nie potrafisz rozgryźć?” Isabelle spojrzała na jego zszokowaną twarz, uznając tę sytuację za dość zabawną.
W całej tej dysfunkcyjnej rodzinie tylko ten młodszy brat budził w niej jakąkolwiek sympatię.
Po długiej chwili Ethan wciąż nie otrząsnął się z szoku; to wszystko wydawało mu się zbyt abstrakcyjne. Zapytał w końcu racjonalnie: „Potrafisz to zrobić... Więc dlaczego zawsze tak fatalnie wypadałaś na egzaminach?”
„Byłam po prostu zbyt leniwa, żeby się wysilić.” Isabelle od niechcenia wymyśliła pierwszą lepszą wymówkę.
„Więc kiedy przestaniesz być leniwa? Zamierzasz być zbyt leniwa, żeby w ogóle podejść do egzaminów wstępnych na studia?”
„Oczywiście, że nie.” Pomyślała o swojej dawnej chwale, kiedy jako Krwawy Cień była traktowana jak bóstwo i stała się legendarnym mitem. Od kiedy to ona miała być kimś żałosnym i znosić tak pełne pogardy spojrzenia od innych?
Bez względu na to, kim była teraz i jak wyglądała, ci ludzie powinni móc jedynie patrzeć na nią z absolutnym podziwem i być jej w pełni posłuszni.
Mogła stać tylko na samym szczycie i spoglądać na resztę z góry.
Fakt, że jego siostra, wytykana jako głupiec przez ponad dziesięć lat, celowo ukrywała tak wybitną inteligencję, sprawił, że Ethan przez jakiś czas nie potrafił się z tym oswoić. Jednak, sam nie wiedząc skąd brała się ta nowa ufność, z niecierpliwością czekał na to, co pokaże, gdy ostatecznie przestanie być „leniwa”.
„O czym tak myślisz?”
Ethan pokręcił lekko głową, wyciągnął ze swojej kieszeni cukierka i podał jej go w dłoni. Powiedział: „Nie zjadłaś za dużo na kolację. Później na pewno zgłodniejesz. Proszę.”
Krwawy Cień była przez całe życie przyzwyczajona do absolutnej samotności i braku bezinteresownych gestów. Spojrzała na cukierka w jego dłoni i przez chwilę stała nieruchomo.
Wzięła go po dwóch sekundach wahania.
„Powinnaś spróbować trochę schudnąć. Nie wiesz, jak bezlitośnie ci ludzie o tobie gadają. Nie czujesz się z tym źle, kiedy musisz tego słuchać?”
Isabelle spojrzała na słodycz w dłoni i nie mogła powstrzymać delikatnego uczucia sympatii do tego chłopca, którego dostała w prezencie od losu wraz z nowym wcieleniem.
„Kiedyś byłam zbyt leniwa, żeby się z nimi szarpać. Ale skoro są tak bezczelni i zuchwali, nie mam absolutnie żadnego powodu, by nadal być uprzejmą. Wyrównam rachunki ze wszystkimi, którzy się nade mną kiedykolwiek znęcali” – powiedziała lodowato spokojnym tonem Isabelle.
Ethan pomyślał po prostu, że uderzyła się w głowę i opowiada jakieś niestworzone bzdury.
„Wracam do siebie.” Przed wyjściem Isabelle rzuciła jeszcze okiem na kontuzjowaną lewą nogę Ethana.
Z pewnością mogłaby wyleczyć jego stopę.
Leżąc na swoim łóżku i jedząc cukierka, marszczyła brwi na widok gęstych pajęczyn spowijających belki sufitowe i niezliczonych drobin kurzu wirujących w powietrzu.
Krwawy Cień nigdy nie sypiała w tak obskurnym otoczeniu, z pominięciem kilku trudniejszych misji terenowych. Choć żyła z zabijania, zawsze prowadziła niewyobrażalnie luksusowe życie, znacznie bardziej ekstrawaganckie niż światowa elita i najwyższej rangi potentaci.
W jej głowie wciąż rozbrzmiewał skrzekliwy głos Eleanor, nieustannie trajkoczącej o pieniądzach.
Krwawy Cień zdobyła sławę za młodu, a wraz z nią nieograniczone fundusze, władzę i potężne wpływy. Z pieniędzmi, które zgromadziła, mogłaby bez problemu rywalizować finansowo z niejednym państwem.
Niestety, jej genialna dusza była teraz uwięziona w tym obcym ciele. Nie mogła użyć żadnej ze swoich dawnych tożsamości, sięgnąć po wypracowaną władzę, ani wypłacić z kont choćby jednego centa.
To jednak nie miało znaczenia. Z łatwością mogła zdobyć te wszystkie rzeczy na nowo, gdyby tylko zechciała.
Isabelle błyskawicznie zaadaptowała się do nowych realiów i tożsamości. Po dwóch dniach odpoczynku i rekonwalescencji w domu, była w pełni gotowa na powrót do szkoły.
Gdy tylko nastał świt, wyszła z domu na poranny bieg.
Krwawy Cień potrafiła tolerować prawie wszystko w tym nowym życiu, z absolutnym wyjątkiem nadmiaru tłuszczu na swoim ciele, którego po prostu nie mogła znieść.
Nie wspominając już o codziennych niedogodnościach, w takim stanie nawet najmniejsze zagrożenie fizyczne byłoby trudne do odparcia. Musiała jak najszybciej odzyskać optymalną formę fizyczną.
Zalana potem i wyczerpana do granic, Isabelle wróciła do domu.
Szybko wzięła chłodny prysznic, przebrała się w swój szkolny mundurek i wyszła na zewnątrz.
Gdy tylko przekroczyła próg drzwi, zobaczyła Ethana, który stał już przed domem z plecakiem zarzuconym na ramiona.
Według wspomnień pierwotnej właścicielki ciała, był to pierwszy przypadek, kiedy Ethan celowo czekał na nią, by razem pójść do szkoły.
Również po raz pierwszy wydawał się w jej obecności nieco zakłopotany i rzucił niezgrabnie: „Chodźmy.” Po czym od razu ruszył przodem.
Przez te dwa dni, kiedy Isabelle odpoczywała, Ethan kilkakrotnie zakradał się do jej pokoju z nowymi zadaniami matematycznymi. Po wielokrotnym byciu naocznym świadkiem jej niezwykłych zdolności, ostatecznie całkowicie uwierzył w jej słowa. Ona po prostu była wyjątkowo leniwa!
Dla Isabelle te szkolne problemy były banalnie proste, o ile tylko zechciała poświęcić im ułamek uwagi.
Co więcej, w ogóle nie musiała przy nich używać rąk. Jedno spojrzenie na liczby wystarczyło, by natychmiast znała końcowy wynik. Jak sama zresztą ujęła: „Pisanie »rozwiązania« to tylko mój sposób na to, by ich zbytnio nie zawstydzać. Takie trywialne zadania to po prostu strata mojego czasu i atramentu.”
Ethan jeszcze kilka razy zastanawiał się w duchu, czy ta nowa osoba aby na pewno jest jego dawną siostrą.
Czy ludzkość znała w historii przypadek, w którym ktoś uderzył się w głowę i nagle stał się geniuszem?
Niekoniecznie z powodu upadku, ale słyszał kiedyś o pewnym „boskim” osobniku za granicą, który przez kilkadziesiąt lat udawał niemowę, byle tylko uniknąć interakcji społecznych i zrzędliwej żony.
Wydawało się, że jego odmieniona siostra idealnie wpisuje się w ten drugi typ zachowania.
Ethan był teraz całkowicie zafascynowany i pełen podziwu dla wybitnego intelektu Isabelle.
„Co dzisiaj jemy na śniadanie? Nie mam przy sobie żadnych pieniędzy” – zapytała po drodze Isabelle.
„Mama dała mi... nam siedemdziesiąt pięć centów. Będziemy mogli po drodze kupić jakieś bułki.” Ethan wygrzebał z kieszeni drobniaki i podał jej je, dodając: „Jeśli masz na to ochotę, możesz wziąć sobie coś innego.”
Oczywiście, Isabelle doskonale wiedziała, że te pieniądze na śniadanie od matki absolutnie jej nie obejmowały.
Nie przejęła się tym i odparła spokojnie: „Kupmy bułki.”
„Byłaś dzisiaj rano biegać?” – zapytał z ciekawością Ethan.
„Tak. Chcę szybko schudnąć.”
„Będziesz wyglądać naprawdę ładnie, jak trochę zrzucisz” – stwierdził szczerze Ethan. Następnie odwrócił głowę, czując, że lekko się zawstydził.
Isabelle spojrzała na jego zaczerwienione uszy i uśmiechnęła się pod nosem.
Ten jej mały, nowy braciszek był w gruncie rzeczy całkiem uroczy.
Po przekroczeniu szkolnej bramy rozdzielili się i poszli w stronę swoich odpowiednich sal lekcyjnych.
Tętniąca młodzieńczym życiem i gwarem szkoła była dla Isabelle czymś całkowicie nowym i egzotycznym. Przez całe życie funkcjonowała przecież w cieniu, żyjąc na krawędzi śmierci.
Gdy tylko weszła do klasy, w hałaśliwym dotąd pomieszczeniu zapadła dziwna, nienaturalna cisza. Absolutnie wszystkie spojrzenia natychmiast skierowały się na nią.
Zaraz potem przez salę przetoczyła się fala szeptów.
„Patrzcie, kto przyszedł, nasza pulchna gwiazda. Wcale nie wygląda, jakby jej się stało coś poważnego.”
„A wiecie w ogóle, jak upadła? Tak się spociła z nerwów na widok tego popularnego kolesia, że minęła stopień i zjechała ze schodów na własnej twarzy.”
„Ta, też tam byłam. Huk był taki, że przez chwilę myślałam, że to trzęsienie ziemi. Haha...”
„Na jej miejscu spaliłabym się ze wstydu i więcej w tej szkole nie pokazała.”
„Hej, patrzcie, ona na nas patrzy. Po tym upadku zrobiła się jakaś odważniejsza. Odsłoniła grzywkę i jeszcze śmie łapać z nami kontakt wzrokowy.”
„Dajcie spokój. Ta grubaska ma właściwie całkiem ładne rysy twarzy. Nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi.”
„Weź mnie nie obrzydzaj.”
Złośliwe szepty szybko przerodziły się w głośne dyskusje i otwarte kpiny.
Isabelle chłodno zlustrowała całe pomieszczenie.
Ci wszyscy ludzie w przeszłości w mniejszym lub większym stopniu bezkarnie znęcali się nad poprzednią właścicielką jej ciała.
Isabelle, pomszczę cię!
Zajęła miejsce w swojej ławce. W jej oczach zagościł mroźny chłód, gdy obserwowała blat doszczętnie pomazany wulgarnymi, złośliwymi bazgrołami. Po raz kolejny podniosła wzrok na swoich oprawców.
Ci, którzy napotkali jej ostre spojrzenie, nagle milkli, onieśmieleni bijącą od niej aurą. Poczuli niewytłumaczalny, przeszywający chłód na karku, jakby nagle zaczęło brakować im w płucach powietrza.
Wszyscy wymienili między sobą zdezorientowane spojrzenia, podświadomie wyczuwając, że dzisiejsza szkolna ofiara zachowuje się niezwykle dziwnie. Była kimś absolutnie innym niż jej zazwyczaj tchórzliwa, wiecznie zgarbiona wersja.
Rozpoczęły się poranne zajęcia.
Isabelle wyciągnęła swój podręcznik, który był przez kogoś złośliwie podarty, ale nie robiła z tego powodu żadnego zamieszania.
Gdy poranne czytanie zakończyło się bez najmniejszych incydentów, wstała od ławki, by pójść do łazienki.
Będąc w toalecie, usłyszała stłumione szelesty dobiegające zza drzwi kabiny. Kiedy spróbowała je otworzyć, odkryła, że zostały celowo zablokowane z zewnątrz.
Wyobrażając sobie jej żałosny widok, uwięzionej niczym zwierzę w klatce, uczniowie na zewnątrz nie mogli powstrzymać głośnego śmiechu.
„Ta grubaska nigdy nie wyciąga wniosków. Ośmieliła się skorzystać ze szkolnej toalety. Musi się wcale nie bać, że ją tu znowu zamkną.”
„Szybko, przynieś wiadro z wodą!”
„Woda już tu jest.”
Dwie osoby uniosły ciężkie wiadro z wodą, przygotowując się, by chlusnąć nią górą do kabiny i przemoczyć Isabelle do suchej nitki. Właśnie kiedy miały wylać całą zawartość...
Drzwi zostały nagle wyłamane od środka potężnym, brutalnym kopnięciem.






