Ronanowi Duskcliffowi nigdy w życiu nie odmówiono nigdzie wstępu.
A jednak tu był, stał na skraju sali balowej Grand Hotelu Mooncrest, zablokowany przez wywyższającego się Betę z podkładką i stanowczo zbyt wielkim mniemaniem o sobie.
Jego twarz pociemniała jak burzowe niebo. Mięśnie szczęki drgały mu niebezpiecznie.
To nie była zwyczajna noc. To były osiemdziesiąte urodziny Matriarchini Stormridge






