Z perspektywy trzecioosobowej
Riley tak naprawdę nie zasnęła.
Cicho wyślizgnęła się spod kołdry, a jej bose stopy bezszelestnie dotknęły drewnianej podłogi. Przemierzając słabo oświetloną sypialnię, zbliżyła się do okna i odsłoniła zasłonę na tyle, by spojrzeć na smagany burzą dziedziniec w dole.
Na zewnątrz Kael Vale krążył i krzyczał niczym samotny wilk, doprowadzony do szaleństwa przez żal i wś






