Wzrok Carmen zapłonął czerwienią, a w jej umyśle przemknął obraz utykającej Riley, której niegdyś bystre uszy stępiały, skazane na ciszę. Czuła się tak, jakby sto igieł o srebrnych czubkach wbiło się prosto w jej serce.
Wzięła ostry wdech, zmuszając swojego wilka do powrotu pod kontrolę. Jej głos przypominał pękanie lodu na zamarzniętej rzece.
– Myślisz, że twoje słowa cokolwiek teraz zmienią? Gdy






