Z perspektywy Riley
Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, opadłam na łóżko z długim, zmęczonym westchnieniem.
Księżycu na niebie, jak ja tęskniłam za dotykiem prawdziwego materaca.
Gdybym nie została skradziona po urodzeniu, gdyby los chociaż raz zagrał uczciwie, przez ostatnie dwadzieścia trzy lata budziłabym się w takim łóżku każdego ranka. Nie na betonie. Nie na drewnie. Nie na spleśniałych kocach






