Z perspektywy Dylan.
To był bardzo dziwny dzień, to całe pieczenie ciasta z mamą Lewisa. Naprawdę dobrze się bawiłam i dowiedziałam się, że wcale nie jestem aż tak fatalną kucharką. Oczywiście pomogła mi osoba, która czerpała z tego radość. Samej sobie nie powierzyłabym zadania upieczenia pełnego ciasta, znając moje szczęście, spaliłabym je na węgiel.
Siedziałam obecnie za biurkiem w gabinecie G






