Mężczyzna podniósł się z miejsca, wypuszczając z siebie wyczerpane westchnienie.
Był przesiąknięty krwią. Swoją krwią oraz krwią dwóch smoków, z którymi właśnie stoczył walkę. Smoki nie były martwe. Jeden leżał powalony na ziemi, a miecz przyszpilał jego skrzydło; drugi, zagoniony w kąt, wściekle warczał, próbując ukryć okaleczoną nogę. Ciało Rycerza Wojny pokryte było czarną łuską, która mozolnie






