– Gdzie on jest? – warczy, rozglądając się dookoła, gdy wkracza przez frontowe drzwi, a ja staję przed nim, opierając dłonie na jego klatce piersiowej. Gniewne, zielone oczy Cole'a spotykają się z moimi i wpatrujemy się w siebie nienawistnie.
– Wyszedł, Cole – mówię mu ze złością i odpycham go od siebie. – Ty też możesz sobie iść. – Cole kręci głową i ponownie robi krok w moją stronę. Wyciągam szy






