"Nie, w porządku. Sama pojadę. Nie zajmie mi to dużo czasu. Do zobaczenia w biurze, okej?" – mówię i uśmiecham się do niego. Patrzy mi w twarz i mruga zdezorientowany. Wyciągam dłoń z jego uścisku i idę do drzwi. Otwieram je i wychodzę z apartamentu. Wzdycham z ulgą, gdy za mną nie idzie, i pędzę do samochodu, żeby wyjechać jak najszybciej. Nawet nie czekam na windę; zbiegam po schodach.
Pół godzi






