Nie było czasu na słowa. W następnym uderzeniu serca usta Eugene'a opadły gwałtownie na jej wargi.
Może jej usta kryły w sobie ślad chłodu, a może to on płonął zbyt gwałtownie. Ten słaby ziąb zdawał się przynosić mu chwilę ulgi.
Jego pocałunek był jak burza – zaciekły i obezwładniający, nie dający jej cienia szansy na to, by go odepchnąć. Całował ją głęboko, bezwstydnie, bez żadnych zahamowań.
Chl






