languageJęzyk

Rozdział 2 Wszystko za nic

Autor: Aeliana Thorne 4 kwi 2026

To, dokąd Arthur zamierzał zabrać Jennifer, nie było już zmartwieniem Chloe. Jej cały świat skurczył się do jednej osoby – Roberta. Musiała odkryć prawdę kryjącą się za jadowitymi oskarżeniami Jennifer.

Jej myśli powędrowały z powrotem do tamtej pamiętnej nocy sprzed lat. Charles zadzwonił do niej w panice – Arthur upił się w hotelu i trzeba było go odebrać. Jedno pociągnęło za sobą drugie we mgle tamtego wieczoru i skończyło się na tym, że spletli się ze sobą w intymnym zbliżeniu. Ta jedna noc zaowocowała narodzinami Roberta.

Charles pękał z radości. Osobiście zaaranżował ich małżeństwo, prawnie wiążąc ją z Arthurem.

Rodzina Myersów była niezwykle bogata, a Arthur, jako dyrektor generalny Grupy Myers, był traktowany jak korporacyjna arystokracja. Ciągle podróżował, rzadko bywał w domu, więc nigdy nie zrodziła się między nimi żadna głębsza relacja. Aby nie komplikować mu życia zawodowego, zgodziła się na potajemne małżeństwo, przelewając całą swoją energię w bycie posłuszną żoną i matką.

Robiła to wszystko z głęboko zakorzenionego poczucia wdzięczności. To dzięki Charlesowi przyjęto ją z powrotem do rodziny Lewisów, a jej matka mogła w końcu spocząć w spokoju z należytą godnością. Czuła, że zawdzięcza mu wszystko.

Teraz, wpatrując się w wyniki testu na ojcostwo DNA Roberta i Arthura, Chloe wydała z siebie pusty, gorzki śmiech.

Prawda była niezaprzeczalna.

Robert naprawdę nie był synem Arthura.

A więc... całe jej małżeństwo z Arthurem było farsą od samego początku.

Sześć lat jej życia, poświęconych temu mężczyźnie i tej rodzinie – to wszystko nie miało najmniejszego znaczenia.

Robert przyjrzał się liczbom na raporcie, a następnie przechylił małą główkę i spojrzał na Chloe. "Mamusiu, wygląda na to, że moim tatusiem jest ktoś inny!".

Chloe poczuła, jak zalewa ją kolejna fala milczenia.

Test potwierdził okrutne drwiny Jennifer – Robert nie był dzieckiem Arthura, co oznaczało, że jego biologicznym ojcem był zupełnie inny mężczyzna.

Ale kto?

Kim był mężczyzna z hotelu tamtej nocy, sześć lat temu? Jej najraźniejszym wspomnieniem było przebudzenie się następnego ranka u boku śpiącego, skacowanego Arthura.

Czy przez cały ten czas była oszukiwana? Czy to w ogóle nie był Arthur?

Czy Charles o tym wiedział?

Desperacko pragnęła skonfrontować się z nim osobiście, ale trzy miesiące temu niefortunnie spadł ze schodów, uderzając się w głowę. Wciąż pozostawał w głębokiej śpiączce w szpitalu.

Pamiętała z przerażającą wyrazistością – za trzy miesiące Charles umrze z powodu niewydolności narządów. A władza Arthura w rodzinie tylko by się ugruntowała.

Charles był jedyną osobą w całej rodzinie Myersów, która kiedykolwiek szczerze się o nią troszczyła.

A co do reszty...

Co za kompletny i wierutny żart.

Chloe zacisnęła dłonie na raporcie z testu, aż jej knykcie zbielały, walcząc o wyrównanie oddechu.

Robert, wyczuwając jej niepokój, podniósł wzrok i wyszeptał: "Mamusiu, co teraz zrobimy?".

Chloe spojrzała w dół na szczerą, zmartwioną twarz syna, a jej głos złagodniał. "Rozwiodę się z Arthurem".

Tym razem nie pozwoli temu ślepemu, pozbawionemu serca mężczyźnie na odstawianie przed nią kolejnych szopek. Nie pozwoli, by jakaś intrygantka grająca niewinną ofiarę krzywdziła ludzi, których kochała. Skończyła z udawaniem. Nadszedł czas, by odzyskać swoje życie.

Słysząc to, Robert natychmiast zaczął bić brawo.

"Nareszcie, mamusiu! Zawsze uważałem, że zasługujesz na kogoś lepszego. On nie jest jedynym facetem na świecie. Nie musisz tkwić przy kimś, kto jest tak oziębły. Nawet gdyby był moim tatą, powiedziałbym: rzuć go! Nie mówiąc już o tym, że wcale nim nie jest!".

Chloe nie mogła powstrzymać uśmiechu na niespodziewanie dojrzałe słowa Roberta.

"Dokładnie!".

Uśmiech Roberta poszerzył się. "A więc, mamusiu, spróbujemy dowiedzieć się, kim jest mój prawdziwy tata?".

"Oczywiście". Głos Chloe był stanowczy, podszyty nowym, lodowatym chłodem. "Musimy".

"Kiedy go znajdziemy, sprawimy, że będzie moim tatusiem?" – zapytał Robert, a w jego oczach błysnęła ciekawość.

"Kiedy go znajdziemy" – Chloe zacisnęła palce na raporcie, a w jej spojrzeniu pojawił się niebezpieczny błysk – "najpierw się z nim policzę".

Niezależnie od tego, czy była to celowa pułapka, czy też kolosalny, tragiczny wypadek, była zdeterminowana wyrównać rachunki z mężczyzną sprzed sześciu lat. Nawet gdyby nie żył, dopilnuje, by jego prochy zostały rozrzucone na cztery wiatry.

*****

Konwój czarnych SUV-ów odjechał bezszelestnie z lotniska.

"Panie Rosewood, oto wstępne informacje na temat wszystkich prominentnych rodzin w Capaville. Odkąd rozeszła się wieść o ekspansji Grupy Cosmos w tym regionie, wszystkie walczą o szansę na nawiązanie z panem współpracy". Bruce Brooks wręczył grubą teczkę mężczyźnie siedzącemu na tylnym siedzeniu.

Eugene Rosewood siedział pochłonięty raportami finansowymi na swoim tablecie. Od platynowych spinek do mankietów po nienagannie skrojony garnitur, każdy szczegół emanował aurą potężnej władzy.

"Panie Rosewood, na podstawie naszej wstępnej oceny Grupa Myers wydaje się być najpoważniejszym lokalnym kandydatem. Jeśli musimy wybrać tutaj partnera, oni wydają się najodpowiedniejsi. Ich dyrektor generalny, Arthur Myers, wyjątkowo usilnie zabiegał o spotkanie. Prawdopodobnie wkrótce dowie się o pańskim przybyciu".

"Hmm". Tylko tyle odpowiedział mężczyzna.

Bruce zrozumiał znaczenie kryjące się za tą jedną sylabą i nie dopytywał dalej.

Nagle rozległ się dzwonek telefonu, rozbijając ciszę. Bruce spojrzał na identyfikator dzwoniącego i natychmiast odebrał.

"O co chodzi?" – Wyraz twarzy Bruce'a spoważniał. "Zrozumiałem".

Odwrócił się z powrotem do mężczyzny na siedzeniu za nim. "Proszę pana, baza donosi, że 'Pan Caesar' ponownie próbował włamać się do naszej wewnętrznej bazy danych".

Pan Caesar – enigmatyczny haker znany w podziemiu jako Duch w Maszynie.

Trzy miesiące wcześniej Pan Caesar przeniknął na prywatne konto Cienia i wyprowadził sto milionów dolarów. Zamiast zgarnąć pieniądze dla siebie, anonimowo przekazał całą sumę agencjom niosącym pomoc ofiarom katastrof, publicznie przypisując tę darowiznę "Cieniowi".

To był bezczelny akt kpiny, bezpośrednie rzucenie wyzwania ich autorytetowi.

Jako jedna z najpotężniejszych sił w przestępczym podziemiu, Cień nie mógł puścić płazem takiej zniewagi.

Ich system w Dark Webie miał być ponoć nie do spenetrowania. Jak to możliwe, że udało się to jakiemuś zbuntowanemu hakerowi? Dług musiał zostać wyrównany.

Cień wyznaczył za głowę Pana Caesara wysoką nagrodę, ale po trzech miesiącach nadal nie było żadnych solidnych tropów.

Teraz, gdy Pan Caesar ponownie wypłynął na powierzchnię, zainteresowanie Eugene'a zostało niezaprzeczalnie rozbudzone.

"Udało wam się namierzyć sygnał?". Wzrok Eugene'a był zimny jak lód.

"Próbujemy. Połączenie trwało zaledwie kilka sekund. Po ostatnim incydencie zaktualizowaliśmy system i wzmocniliśmy nasze protokoły bezpieczeństwa, w tym zaimplementowaliśmy moduł służący do namierzania zwrotnego. Ale Pan Caesar jest... wyjątkowo bystry. Wykrył ślad niemal natychmiast i zerwał połączenie". Głos Bruce'a był napięty.

"Ustaliliśmy jednak jedną rzecz – tym razem Pan Caesar próbował uzyskać dostęp do naszej Genetycznej Bazy Danych".

Na wzmiankę o Genetycznej Bazie Danych, w oczach Eugene'a przemknął mroczny cień.

Dane genetyczne przechowywane na ich serwerach w Dark Webie należały do wpływowych osobistości z całego świata. Udane włamanie nie tylko zniszczyłoby reputację Dark Webu pod względem bezpieczeństwa, ale także zrujnowałoby pozycję Cienia.

"Zintensyfikujcie poszukiwania. Nie obchodzą mnie koszty ani metody – znajdźcie go". Głos Eugene'a był tak lodowaty, że zdawał się zamrażać powietrze w samochodzie.

"Tak jest, panie Rosewood". Bruce nie odważył się spojrzeć mu w oczy. Szybko przekazał rozkazy i rozłączył się.

*****

W Posiadłości Myersów Robert siedział w skupieniu przed komputerem, a jego małe palce śmigały po klawiaturze. Strumienie danych migające na ekranie byłyby dla większości niezrozumiałą plątaniną, ale dla niego była to dziecięca igraszka.

Odkąd Chloe wiedziała, że Arthur nie jest jego biologicznym ojcem, Robert wziął na siebie zadanie potajemnego zbadania tożsamości swojego prawdziwego taty.

A dla takiego geniusza jak on... włamanie się do najbardziej wszechstronnej Genetycznej Bazy Danych było najszybszą i najbardziej bezpośrednią drogą do odpowiedzi, których szukali.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 Wszystko za nic - Rozwiodłam się z oszustem, wyszłam za miliardera. | StoriesNook