languageJęzyk

Rozdział 5 Wszyscy są śmieciami

Autor: Aeliana Thorne 4 kwi 2026

Niedługo potem Chloe zeszła po schodach z Robertem u boku, a każde z nich ciągnęło za sobą po jednej walizce.

Spakowali tylko najpotrzebniejsze rzeczy – przedmioty, które naprawdę należały do nich. Cokolwiek kupionego przez Arthura lub rodzinę Myersów pozostało nietknięte. Dla Chloe rzeczy te wydawały się skażone, skażone przez samo powiązanie z nimi. Dokładnie tak jak sam Arthur.

Gospodyni, Sarah Hyland, wpatrywała się z niedowierzaniem w bagaże. "Pani Myers? Robercie? Co to wszystko ma znaczyć?".

Chloe na krótko odwzajemniła jej spojrzenie. "Sarah, proszę zgromadzić wszystkie rzeczy, które należą do Roberta i do mnie".

"Oczywiście, pani Myers. Od razu to zorganizuję" – odpowiedziała czym prędzej Sarah.

"Nie zorganizować, Sarah" – poprawiła ją Chloe, a jej głos był zimny, gdy przyglądała się żarliwej twarzy gospodyni. "Chcę, żeby każdy, choćby najmniejszy ślad po nas został usunięty z tego domu. To wszystko to teraz śmieci – wyrzuć to".

"Pani Myers, co się stało?" – zapytała Sarah z coraz bardziej zaniepokojonym wyrazem twarzy.

"Sarah, ja i Arthur bierzemy rozwód. Ten dom nie ma już z nami nic wspólnego. Trzymaj się". Po tych ostatnich słowach Chloe podniosła torbę, ujęła rączkę Roberta i wyszła.

Wcześniej załatwiła już samochód. Kiedy wyszli na zewnątrz, dźwięk silnika na biegu jałowym potwierdził, że kierowca przybył na miejsce.

"Pani Myers... czy pan Myers wie, że pani wyjeżdża?" – głos Sarah podążył za nimi, ale Chloe nie obejrzała się za siebie. Po prostu opuściła Posiadłość Myersów po raz ostatni.

Rozsiadając się w samochodzie, Chloe wzięła głęboki, oczyszczający oddech.

To było niezwykle wyzwalające uczucie – w końcu pozbyć się tych wszystkich śmieci.

"Mamusiu, myślisz, że ten palant jest teraz zajęty przymilaniem się do swojej ukochanej perełki?". Robert zapatrzył się przez okno i westchnął dramatycznie. "I to nagłe zasłabnięcie tego dzieciaka Jenartha? Założę się, że to wszystko ukartowane! Szkoda, że niektórzy ludzie mają ujemne IQ – są całkowicie ślepi i nieświadomi".

Chloe nie mogła powstrzymać uśmiechu na widok ciętego języka syna. "Śmieci zawsze lądują ze śmieciami. Miejmy nadzieję, że pozostaną wplątani w siebie na zawsze!".

Arthurze, to był twój wybór. Obyś zawsze wierzył, że twoja ukochana perełka jest idealna.

Co za żart!

*****

Kiedy Arthur przybył do Starlight Hotel, lekarz przeprowadzał właśnie gruntowne badanie Jenartha. Chłopiec, który wcześniej był nieprzytomny, właśnie się obudził i mówił do lekarza słabym, drżącym głosem.

"Doktorze... czy ja umrę?". Słowa Jenartha były ledwie szeptem, przerywanym przez łzy, jednak wypowiedzianym odważnie.

"Jenarth, nie mów tak! Nic ci nie będzie. Nic ci się nie stanie. Jesteś moim drogocennym skarbem, musisz ze mną zostać. Wszystko będzie dobrze, musi być dobrze". Jennifer klęczała przy łóżku, jej twarz była zalana łzami, a makijaż zrujnowany.

Na ten widok serce Arthura ścisnęło się z bólu. Podszedł pospiesznie do łóżka, a jego wzrok utkwiony był w Jenarcie.

"Jenarth, jak się czujesz?".

Jenarth z trudem podniósł wzrok. Gdy tylko zobaczył Arthura, jego oczy rozbłysły. "Tatusiu Arthurze! Przyszedłeś się ze mną zobaczyć!".

Lekarz delikatnie go powstrzymał. "Proszę, nie ruszaj się. Badanie jeszcze się nie skończyło".

"Ależ panie doktorze, już czuję się dobrze! Na widok tatusia Arthura cały ból zniknął!" – wykrzyknął Jenarth, a jego głos nagle stał się silniejszy, na policzki zaś wróciły kolory.

Lekarz był zaskoczony – jeszcze przed chwilą chłopiec był blady. Westchnął w duchu myśląc, jak bardzo chwyta za serce widok dziecka tak bardzo starającego się być dzielnym i uroczym w obecności rodziców.

"Po prostu leż spokojnie i pozwól mi dokończyć badanie. Dokuczał ci żołądek – to prawdopodobnie wina czegoś, co zjadłeś, albo niewielka infekcja żołądkowa". Lekarz ostrożnie kontynuował swoją pracę.

"Mamusiu, tatuś Arthur przyszedł się ze mną zobaczyć! Jestem taki szczęśliwy!". Jenarth spojrzał na Jennifer z miną lekkiego pokrzywdzenia. "Ale ze mnie niezdara, przez co tatuś Arthur musiał przyjechać tak późno. Mamusiu, musisz mu podziękować w moim imieniu".

Jennifer ścisnęła go za rękę. "Nie płacz, Jenarth. Jestem tutaj".

Arthur był poruszony dojrzałością Jenartha. "Nie bój się, Jenarth. Jestem tu. Zostanę z tobą, dopóki całkowicie nie wyzdrowiejesz".

"Dziękuję ci, tatusiu Arthurze". Odpowiedź Jenartha była cicha i rozdzierająco urocza.

Wkrótce lekarz zakończył badanie. To nie było nic poważnego – ot, drobny problem żołądkowy, prawdopodobnie z przejedzenia lub spożycia czegoś niedobrego. Zostawił trochę leków na trawienie i środków przeciwzapalnych, po czym wyszedł.

Jenarth wyglądał na nieco winnego i wymamrotał: "Tatusiu Arthurze, przepraszam. To moja wina. Nie mogłem się oprzeć temu wszystkim pysznemu jedzeniu, i byłem tak podekscytowany spotkaniem z tobą, że zjadłem za dużo. Mój żołądek po prostu tego nie zniósł".

Arthur poczuł ukłucie odpowiedzialności. Jennifer mówiła mu, że podczas jej tras koncertowych za granicą, Jenarth zawsze jadł proste posiłki z nianią i zawsze marzył o wspaniałej uczcie z owocami morza.

Dlatego Arthur zabrał ich na owoce morza. Jenarth się przejadł i dostał bólu brzucha.

Przez te wszystkie lata Jennifer i Jenarth żyli za granicą. Z pewnością nie było im łatwo.

Teraz, kiedy wrócili do Capaville, nie pozwoli, by dłużej się męczyli.

"Zaaranżuję kogoś, kto od teraz się wami zaopiekuje. Będziecie mieli wszystko, czego potrzebujecie i to się więcej nie powtórzy" – pocieszał Jenartha Arthur. "Kiedy tu jestem, już nikt nigdy więcej was nie skrzywdzi".

"Tatusiu Arthurze, tak bardzo cię kocham!". Jenarth przytulił go mocno. "Chciałbym, żebyś naprawdę był moim tatą!".

Arthur na moment zesztywniał.

Jennifer szybko wtrąciła: "Przepraszam, Arthurze. Jenarth jest po prostu zbyt uczuciowy. Nigdy nie miał ojca, a jego największym marzeniem jest go mieć. Mówiłam mu, żeby cię tak nie nazywał. Przepraszam...".

Wyraz twarzy Arthura złagodniał. "W porządku. Jenarth to wspaniały chłopiec. Jeśli chce mnie tak nazywać, to proszę bardzo. Też go lubię".

"Tatusiu Arthurze! Czy możesz zostać ze mną na noc? Chcę, żebyś tu był. Jeśli znowu rozboli mnie brzuch, obawiam się, że mamusia wpadnie w panikę". Jenarth pochylił głowę, wyglądając na zdenerwowanego.

Widząc, jak bardzo chłopiec pragnie jego obecności, Arthur zgodził się bez wahania. "Dobrze, zostanę z tobą na noc. Nigdzie się nie wybieram".

"Dziękuję, Arthurze" – powiedziała cicho Jennifer.

Arthur zauważył, że oczy Jennifer zaczerwieniły się ze wzruszenia. Poczuł przypływ współczucia dla niej i już miał podać jej chusteczkę, gdy zadzwonił jego telefon.

Spojrzał na wyświetlacz – dzwonił telefon stacjonarny z jego domu. Zmarszczył brwi. Czyżby Chloe znowu stwarzała problemy?

Odebrał niechętnie, chcąc uniknąć kolejnych dramatów. "Chloe, Jenarth miał problemy z żołądkiem przez coś, co zjadł. Przyjechałem tylko po to, żeby...".

Zanim zdążył dokończyć, spanikowany głos Sarah przerwał mu w pół słowa: "Panie Myers! Pani Myers wyjechała razem z Robertem!"

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 Wszyscy są śmieciami - Rozwiodłam się z oszustem, wyszłam za miliardera. | StoriesNook