Jennifer wydała z siebie cichy, triumfalny śmiech, który stawał się coraz głośniejszy, wypełniając mroczną przestrzeń upiornym rezonansem.
Mężczyzna próbował się podnieść, ale siły gwałtownie uchodziły z jego ciała. Kiedy spróbował przemówić, z jego ust wyrwało się tylko napięte sapnięcie. Wtedy zdał sobie sprawę – wpadł w pułapkę Jennifer.
– Kiedy... ty...? – wykrztusił, z trudem opierając się o






