Punkt widzenia Myki
Cieszę się, że Luna Leona uparła się, by z nami pojechać. Gdyby tego nie zrobiła, wątpię, by jakikolwiek członek dowództwa Hanka lub ich Szczenięta wciąż oddychali.
Zaczęło się od ich żądania wpuszczenia do gabinetu Hanka, by zabrać osobiste rzeczy. Alfa Lincoln odrzucił tę prośbę, co zaowocowało istną, gównianą awanturą. Luna Leona próbowała załagodzić sytuację, sugerując, że była Luna mogłaby wejść za nimi do biura i zabrać wszystko, co należało do rodziny Hanka.
"Za kogo ty się, kurwa, uważasz? To gabinet mojego Partnera i wejdę tam tylko z moim Synem, z nikim innym" – powiedziała do Luny Leony, a Kenyon, Likan naszego Alfy, przepchnął się do przodu, by ustawić tę kobietę do pionu.
Resztę dnia spędziliśmy, przeglądając wszystkie dokumenty na jego biurku, ale nie znaleźliśmy w nich niczego ważnego. Myślałam, że natrafimy na mnóstwo papierów wymagających uporządkowania – całe biurko było nimi zawalone, a jednak żaden z nich nie był istotnym dokumentem Stada.
Osiągnęliśmy punkt wrzenia w porze kolacji, gdy była Luna usiadła na miejscu, które już do niej nie należało, a kiedy usłyszeliśmy, jak rozkazuje Omedze, miarka się przebrała.
"Wynoś się, kurwa, z Domu Stada. Nie obchodzi mnie, gdzie spędzisz noc, ale jeśli jeszcze raz zobaczę dziś twoją twarz, zabiję cię" – Alfa Lincoln warknął jej prosto w twarz, a ona wybiegła z jadalni ze swoim Synem tuż za plecami.
Beta Rhys to była inna historia, wkurzał mnie niemiłosiernie samym patrzeniem na mnie. Coś w nim cholernie irytowało Thyriusa, ale do tej pory nie zrobił ani nie powiedział niczego, co uzasadniałoby wygnanie z Domu Stada przez Alfę Lincolna.
Po kolacji wróciliśmy do gabinetu Alfy. Upewniłam się, że drzwi za nami są zamknięte na klucz, a wszystkie rozmowy prowadziliśmy poprzez więź telepatyczną. Nie ufaliśmy żadnemu z nich i nie zamierzaliśmy ryzykować.
Gamma Layton zadbał o to, by oba najwyższe piętra Domu Stada były puste, ponieważ potrzebowaliśmy miejsca, by się zatrzymać. Na półpiętrze każdego z nich rozstawiono Elitarnych Wojowników, by pełnili wartę. Zaledwie dziesięć minut po tym, jak znów zniknęliśmy w gabinecie Alfy, jeden z nich połączył się telepatycznie z Alfą Lincolnem.
Była Luna uznała, że to świetny pomysł, by wkurzyć nas jeszcze bardziej i zjawiła się z Betą, by odzyskać piętro Alfy. Tato i Gamma Layton zostali wysłani na górę, by się z nią uporać, podczas gdy reszta z nas przeglądała pozostałe papiery w dawnym biurku Alfy Hanka.
Zanim poszliśmy spać, ledwo trzymałam się na nogach. Wiedziałam, że przed nami długa droga, jeśli chodzi o Stado Złotego Księżyca.
Budzi mnie pukanie. Wychodzę z pokoju i widzę Lunę Leonę zmierzającą w stronę hałasu. Dźwięk prowadzi nas do drzwi na drugim końcu piętra Alfy – drzwi, które są zamknięte na klucz.
"Zamknąłem je wczoraj w nocy, nie chciałem, żeby ktokolwiek przyszedł tu nocą i was sprzątnął" – mówi Gamma Layton z uśmieszkiem na twarzy, przekręcając klucz.
Po drugiej stronie stoi Omega. "Alfo, lepiej zejdź na parter. Mia znów wszystkimi pomiata, a ci, którzy wytknęli jej, że nie jest już naszą Luną, wylądowali w lochach. Beta Rhys kazał Rory'emu, Riverowi i Rufusowi powstrzymać nas przed wejściem tutaj, ale zapomniał o klatce schodowej dla Omeg" – mówi, mając spuszczoną głowę.
Alfa Lincoln rozkazuje swoim Elitarnym Wojownikom przez więź telepatyczną zjawić się w Domu Stada. Wiem, że wsadzi tę przeklętą Lunę do lochu, a Beta Rhys prawdopodobnie dotrzyma jej towarzystwa.
"RÓBCIE, CO WAM KAŻĘ, JESTEM LUNĄ" – słyszę ryk Mii, gdy docieram na szczyt ostatnich schodów prowadzących na parter.
Frontowe drzwi się otwierają i nasi Elitarni Wojownicy chwytają Mię oraz Betę Rhysa, odciągając ich do lochów. "Odbędzie się zebranie Stada, gdy tylko przybędzie Starszy Morton. Każdy, kto spróbuje podważyć mój autorytet, dostanie bilet w jedną stronę do lochów" – słyszę słowa Alfy Lincolna, podczas gdy Luna Leona zajmuje się gaszeniem pożarów w kuchni.
Zanim podano śniadanie, w Domu Stada znów zapanował spokój, a ja siadam, by nacieszyć się jedzeniem. "Gdzie są Omegi?" – słyszę szept Luny Leony. Rozglądając się po sali, dostrzegam, że obecni są tylko Wojownicy i wysoko postawieni członkowie Stada.
"Rory, gdzie są pozostali członkowie Stada?" – pytam go, widząc, że wszyscy wokół chcą usłyszeć jego odpowiedź.
"Ojciec wyraził się jasno, że każdy, kto nie wnosi wkładu w Stado, musi sam o siebie zadbać, a Omegi i Sigmy nie zapracowują tutaj na swoje utrzymanie" – odpowiada, po czym wpycha do ust pełną łyżkę jajecznicy.
Alfa Lincoln powoli wstaje z miejsca, nie spuszczając wzroku z Rory'ego. Chłopak zdaje się nie rozumieć, że ktoś właśnie po niego idzie, ale inni w jadalni to wiedzą. Dopiero gdy Alfa Lincoln góruje nad nim, Rory spogląda w moją stronę i wyczuwam w nim strach.
"Kto przygotował śniadanie?" – pytam go.
"Omegi. Od tego przecież są" – odpowiada mi, a przez chwilę brakuje mi słów.
"Chcesz mi powiedzieć, że Omegi przygotowały twoje śniadanie, ale nie zapracowują na swoje utrzymanie w Stadzie. Chcesz mi powiedzieć, że Sigmy, które zajmują się uprawami, nie dokładają tu swojej cegiełki" – pyta go Luna Leona, a on jedynie potakuje.
"Począwszy od dziś, Omegi i Sigmy będą jadać z nami każdy posiłek. Każdy, kto się z tym nie zgadza, może radzić sobie sam" – mówi Alfa Lincoln na tyle głośno, by wszyscy usłyszeli, a garstka członków Stada nawet się uśmiecha.
"Ale tak to działało w naszym Stadzie od wielu lat" – odzywa się Stella. "Omegi i Sigmy powinny być oddzielone od silniejszych członków Stada, tak mówił nasz Alfa."
"JA JESTEM WASZYM ALFĄ. TO JA USTALAM ZASADY I NIKT INNY" – ryczy Alfa Lincoln na całą jadalnię, a prawie wszyscy odsłaniają szyje na znak uległości.






