languageJęzyk

Rozdział 8 Śmiech

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Punkt widzenia Meadow

O trzeciej po południu w końcu docieram na terytorium Renegatów i zatrzymuję się przed bramą.

Chwytam dokument z siedzenia pasażera, gdy do mojego SUV-a podchodzi Wojownik. Opuszczam szybę i podaję mu kartkę, a on po chwili machnięciem ręki przepuszcza mnie przez bramę.

Kręta droga prowadzi mnie w głąb terytorium. Z każdą chwilą mijam mężczyzn i kobiety w mundurach Renegatów. Wszyscy są zajęci – trenują, uczą się lub patrolują teren, a z każdym przebytym kilometrem w stronę Domu Stada rośnie we mnie podekscytowanie.

"Kurwa, to wygląda raczej jak Pałac" – mamroczę do Rebel, obie obserwujemy, jak budynek wyłania się w pełnej krasie zza drzew.

"Jak masz na imię?" – słyszę za sobą pytanie. Powoli się odwracam i staję twarzą w twarz z facetem o wzroście metra dziewięćdziesięciu trzech. Omiatam wzrokiem jego twarz, a w momencie, gdy nasze spojrzenia się spotykają, wiem, że właśnie poznałam drugiego Zmiennokształtnego Niedźwiedzia w swoim życiu.

"Meadow Hunter" – mówię, próbując zrozumieć, skąd wiem, jakim jest Zmiennokształtnym, i po raz kolejny ja i Rebel nie znajdujemy na to odpowiedzi.

"Starsza Chelsea już na ciebie czeka. Zaparkuję twojego SUV-a i zaniosę torby do twojego pokoju" – stwierdza, nie spuszczając wzroku ze schodów prowadzących do głównych drzwi.

Wręczam mu kluczyki, zbliżając się do dolnego stopnia, i skupiam spojrzenie na kobiecie, która na mnie czeka. "Witaj, Meadow. Mam nadzieję, że podróż upłynęła ci spokojnie" – mówi, wyciągając do mnie dłoń. Łapię ją bez wahania.

Spoglądam jej w oczy i szepczę: "Ryś". To oczywiście ją zaskakuje, po czym kobieta przenosi wzrok na faceta stojącego za mną. "On jest Niedźwiedziem" – odpowiadam na jej niewypowiedziane pytanie, a mężczyzna parska śmiechem.

"Gdy tylko Starszy Morton wróci z podróży, będziesz mu się z tego tłumaczyć. Nigdy nie mieliśmy ucznia, który bez rygorystycznego szkolenia potrafiłby odróżniać zmiennokształtnych, a wątpię, by ktokolwiek w twoim Stadzie odbył takie treningi" – komentuje Starsza Chelsea, prowadząc mnie do środka.

"Jak w ogóle nazywamy to miejsce?" – pytam, rozglądając się dookoła. "Pałac czy Dom Stada?"

Dowiaduję się, że nazywane jest Rezydencją Starszyzny, mimo że architektonicznie ukradziono projekt Pałacu wybudowanego niegdyś przez Ludzi.

Starsza Chelsea wręcza mi mapę. Już wiem, że będę musiała ją przestudiować, żeby się nie zgubić. Wskazuje pomieszczenia widoczne z poziomu lobby: po mojej prawej stronie jest główny salon, wystarczająco przestronny, by pomieścić większość członków Stada Renegatów.

Po mojej lewej znajduje się potężna jadalnia. Dwa korytarze po obu stronach schodów prowadzą do biur należących do Starszyzny. Gdybym poszła którymkolwiek z nich, ostatecznie trafiłabym do kuchni.

"Kolacja zostanie podana za dwie godziny. Zaprowadzę cię do twojego pokoju. Weź prysznic, przebierz się, rozpakuj. Rób, na co tylko masz ochotę, i spotkajmy się tutaj na dole za dwie godziny" – mówi Starsza Chelsea, zanim odprowadza mnie do mojego pokoju.

Po wskazaniu mi odpowiednich drzwi, Starsza Chelsea zostawia mnie, bym sama zorganizowała sobie czas na kolejne dwie godziny.

Otwieram drzwi i staję jak wryta. Mówiła, że to jest pokój, a wygląda jak pieprzony apartament hotelowy. Po lewej stronie od wejścia stoi biurko z krzesłem i sąsiadującym regałem na książki, a po prawej znajduje się część wypoczynkowa z dwoma fotelami, kanapą i stolikiem kawowym.

Tuż przede mną widzę kolejne drzwi. Po chwili zamykam te od wejścia i podchodzę tam, by sprawdzić, co się za nimi kryje. Znajduję tam sypialnię, z której prowadzą dwa kolejne wejścia – jeśli miałabym zgadywać, powiedziałabym, że to łazienka i garderoba.

To wszystko wygląda dużo lepiej, niż mogłam się spodziewać. Mam ten cały apartament i łazienkę tylko dla siebie.

Wracam do frontowego pokoju i chwytam torby leżące obok kanapy. Wypakowanie wszystkiego zajmuje mi raptem trzydzieści minut, co pozostawia mi mnóstwo czasu, by wziąć prysznic i ubrać coś czystego.

Nie zawracam sobie głowy myciem włosów, zrobiłam to dziś rano po starciu z Wyrzutkami. Przebieram się w jasnoniebieskie rurki i koszulkę z napisem: "na moją obronę: zostawiono mnie bez nadzoru", to prezent od Tysona.

Moje rude włosy dzisiaj zbytnio ze mną nie współpracują, więc szybko zaplatam je w warkocz na plecach.

Starsza Chelsea już czeka na mnie na dole schodów, a jej oczy zaczynają błyszczeć, gdy czyta tekst na mojej koszulce. "Będę o tym pamiętać, Meadow" – stwierdza, prowadząc mnie do jadalni. "Starszy Morton wróci po kolacji i chciałby z tobą zamienić kilka słów."

Nie robi to na mnie większego wrażenia, wiedziałam, że będę musiała spotkać się ze Starszyzną, by odpowiedzieć na pytania i określić, czego chcę się uczyć.

Podążam za Starszą Chelsea do kolejki przed szwedzkim stołem. Idący w naszym kierunku chłopak zamiera w pół kroku. "Co jest, kurwa" – mamrocze, a jego wzrok jest wlepiony w moją klatkę piersiową.

"Oczy mam wyżej, paniczu" – warczę, a on powoli unosi głowę, by napotkać moje spojrzenie. "Czyli nawet Lampart potrafi być niegrzeczny" – rzucam, po czym omijam go szerokim łukiem i zajmuję swoje miejsce w kolejce po jedzenie.

Moje oczy i myśli są skupione na pożywieniu leżącym przede mną, co oznacza, że całkowicie przeoczyłam fakt, iż cała jadalnia nagle ucichła, a wszyscy wokół gapią się na mnie. Chwytam talerz, ale szybko spoglądam raz na niego, a raz na nieskończoną ilość potraw.

"W czymś ci pomóc?" – pyta pani po drugiej stronie bufetu, a ja patrzę na mój talerz, na nią, a potem na te wszystkie dania wyeksponowane tuż przede mną. "Zbyt mały, kochana?" – pyta z kpiącym uśmiechem.

"Zdecydowanie za mały. Jak dziewczyna ma niby podjąć decyzję, mając przed sobą tyle swoich ulubionych potraw?" – pytam ze sztucznym jęknięciem.

Obie ponownie spoglądamy na mój talerz i w tym samym momencie kręcimy głowami. "Może potrzebujesz krzesła?" – pyta męski głos zza moich pleców. Podnoszę wzrok na stojącą przede mną kobietę, szeroko się uśmiechając, co wywołuje u niej niepohamowany wybuch śmiechu.

"Jeśli to nie jest zbyt wielki problem" – odpowiadam. Odwracam się, a gdy tylko mężczyzna odczytuje napis na mojej koszulce, od razu zwija się ze śmiechu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 Śmiech - Uciekająca Partnerka Bliźniaków Beta | StoriesNook