W Velvet tętniło życie, gdy Dominic dotarł tam wreszcie prawie godzinę później.
Wszędzie było pełno ludzi, ocierających się o siebie i depczących sobie po palcach. Dominic cieszył się, że jego kuzyni mają lożę VIP. Nie miał dziś siły na ten cały zgiełk.
„Dotarłeś!” – Justinowi czknęło się nad głośną muzyką; mówił już bełkotliwie, gdy wstał i uścisnął go, niemal go przewracając.
„Spokojnie, stary”.






