languageJęzyk

4|Plan B

Autor: Sigrid Eriksson13 maj 2026

Elena ucięła sobie podejrzanie długą drzemkę podczas trzydziestominutowej jazdy z Cypress Heights do swojego mieszkania w Cedar Glen, artystycznej dzielnicy we wschodniej części Riverwood, budząc się gwałtownie, gdy samochód podskoczył na dziurze w jezdni.

Ziewnęła i przeciągnęła się, wyglądając przez okno, czując się dziwnie zakłopotana tym, że odpłynęła w samochodzie Ubera. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętała, było pytanie kierowcy, czy klimatyzacja jest odpowiednio ustawiona.

Nie mogła zdecydować, czy była odważna, czy po prostu głupia, zasypiając na tylnym siedzeniu obcego samochodu, zwłaszcza gdy miała na sobie jedynie męską koszulę i płaszcz.

Poprawiła się na siedzeniu i skromnie skrzyżowała nogi, modląc się, by nieświadomie nie rozchyliła ich we śnie. Chodzenie bez bielizny nie było tak wyzwalające, jak sądziła. Czuła się bezbronna i, cóż, naga.

Teraz, gdy miała czas, by zdystansować się od wczorajszych fatalnych decyzji, musiała rozwikłać zagadkę zaginionej bielizny. Nie było jej w trenczu, jak się spodziewała, i na pewno nie było jej w pokoju Dominica, kiedy wychodziła.

Czy schował ją celowo? Czy był jakimś dziwakiem, który kradnie kobiecą bieliznę i trzyma ją jako pamiątkę po wszystkich swoich podbojach?

Im dłużej o tym myślała, tym bardziej Elena była przekonana, że ta ogromna garderoba, którą zauważyła po lewej stronie pokoju Dominica, tuż obok drzwi z mrożonego szkła prowadzących do łazienki, była wypełniona tysiącami kobiecych majtek we wszystkich kształtach, kolorach i rozmiarach.

Ile ich nazbierał przez te wszystkie lata? I co ją opętało, by z wszystkich zboczeńców w Velvet wybrać akurat jego?

"Boże!" – jęknęła w dłonie, a jej brązowe włosy opadły kaskadą na twarz.

"Wszystko w porządku?" – zapytał Jace, wiercąc w niej dziurę wzrokiem przez lusterko wsteczne.

Elena potrząsnęła głową. Nic nie było w porządku. Po zeszłej nocy już nigdy nie będzie.

"Już prawie jesteśmy" – Jace sprawdził czas przyjazdu na telefonie i posłał jej krzepiący uśmiech, zupełnie błędnie interpretując powód jej udręki.

Nie spieszyło jej się do domu, wiedząc, że czeka ją tam „hiszpańska inkwizycja”. Było to nieuniknione, sądząc po tym, jak wrzał czat grupowy, ale zamierzała odwlekać to tak długo, jak się da.

"Proszę mnie wysadzić tam na rogu" – powiedziała do kierowcy, wskazując na ruchliwe skrzyżowanie przed nimi.

Odwrócił się, a na jego twarzy malowała się troska. "Na pewno?"

Tak, była pewna. Potrzebowała węglowodanów. Dużo węglowodanów. I może tabletki „dzień po”. Z planem B nigdy nie można było spudłować.

"Proszę nie zapomnieć o pięciu gwiazdkach!" – zawołał za nią Jace, gdy wysiadała z Toyoty Quest.

Czy zasłużył na pięć gwiazdek? – zastanawiała się Elena, przechodząc przez ulicę i kierując się do piekarni na rogu 5. Ulicy i Alei Głównej.

Było tuż po ósmej rano, ale okolica już tętniła życiem. Ludzie załatwiali sobotnie sprawunki, a uliczni sprzedawcy pchali wózki, szykując się na wielki zarobek na pchlim targu na dachu Opery Narodowej.

Jako dzielnica artystyczna, ta strona Riverwood nie cierpiała na brak galerii, modnych kawiarni i ogrodów na dachach. Wszystko, czego pragnęło artystyczne, niszowe serce – od wieczorów poetyckich po wystawy i prywatne pokazy kulinarne – można było znaleźć tutaj.

Elena przesuwała się w kolejce, już wyobrażając sobie, jak czekoladowe croissanty rozpływają się w jej ustach.

Nie pamiętała, kto to zasugerował, ale ponieważ wszystkie pasjonowały się sztuką i miały dyplomy z wyróżnieniem, by to potwierdzić, przeprowadzka do Cedar Glen wydawała się wtedy sensowna. Wszystkie marzyły o wielkiej karierze. Jednak po trzech latach wciąż czekały na swój wielki przełom.

Ona wciąż nie dorobiła się fortuny jako ilustratorka książek dla dzieci.

Marzenia aktorskie Lauren jeszcze nie nabrały rozpędu, ale jej vlogi sprawiły, że stała się rozpoznawalna. Więc to już coś.

Jedyne felietony, jakie pisała Sasha, ukazywały się w „Cedar Glen Daily”, dumnie brzmiącym biuletynie udającym bezpłatną gazetę lokalną.

Jako cukiernik, Callie wciąż próbowała wymyślić przepis na deser, który wywróci świat kulinarny do góry nogami.

Ale mimo tych drobnych opóźnień w realizacji marzeń, wszystkie były tutaj szczęśliwe. Opuszczenie luksusowego penthouse’u rodziców w samym sercu Riverwood i zamieszkanie z przyjaciółkami było najlepszą decyzją, jaką Elena kiedykolwiek podjęła. Gdyby wciąż mieszkała pod ich dachem, czekałoby ją coś gorszego niż hiszpańska inkwizycja. Jej rodzice wciąż nie mogli przeboleć rozczarowania z powodu jej zerwanych zaręczyn; przygoda na jedną noc wpędziłaby ich do grobu.

W końcu dotarła do lady, ale westchnęła z zawodem, widząc, że wszystko poza muffinkami z otrębami zostało wyprzedane. Nie chciała muffinek z otrębami, ale była w dołku. A zasada mówi, że kiedy ma się doła, trzeba się obżerać aż do utraty przytomności.

Kupiła dwanaście sztuk i zjadła dwie, idąc trzy przecznice w przeciwnym kierunku, z dala od swojego mieszkania, do niepozornej apteki na Slant Street.

Facet za ladą był miły. Nie zadawał zbyt wielu pytań i nie patrzył na nią oceniająco, dyskretnie podając jej skromnie wyglądające pudełeczko. Mimo że byli sami, Derek – tak brzmiało imię na jego identyfikatorze – cichym głosem, jakby starzejące się, łuszczące się ściany miały uszy, wyjaśnił jej, jak przyjąć tabletkę.

"Musi ją pani przyjąć w jednej dawce, najlepiej w ciągu dwudziestu czterech godzin dla najlepszych efektów" – powiedział z powagą, a jego mszystozielone oczy rozszerzyły się z niepokoju o nią.

"Dzięki" – mruknęła Elena, wyciągając kartę płatniczą, a Derek nabił transakcję na kasę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki