Gabinet jego ojca, z licznymi regałami i tysiącami książek wyściełającymi ściany z drewnianą boazerią oraz ciemnym umeblowaniem przypominającym stuletni klub dżentelmenów, był prawdopodobnie najbardziej poważnym pomieszczeniem w domu. Ale był to również jedno z ulubionych miejsc Dominica.
Pamiętał te rzadkie chwile, kiedy on, Winona i Harper spędzali tu czas, tłocząc się na podłodze podczas czytania lub zabawy zabawkami, szczęśliwi, że ojciec jest w domu i chcąc być jak najbliżej niego, bo nigdy nie wiedzieli, kiedy znowu go zobaczą. Arthur wiecznie był poza miastem, poza krajem, goniąc za jednym grubym klientem po drugim. Opuścił tak wiele ważnych dni. Prawdopodobnie dlatego większość z nich skończyła jako migawki ustawione na kominku.
Dominic i jego siostry nigdy nie mieli mu tego za złe. Kiedy Arthur był obecny, był najlepszym ojcem na świecie, a kiedy go nie było, rozpieszczał ich niemożliwie drogimi prezentami sprowadzanymi z całego świata, by zrekompensować swoją nieobecność.
— Dziękuję, że zaszczyciłeś mnie swoją obecnością, synu — cierpki głos Arthura wyrwał Dominica z rozmyślań.
Ojciec wyłączył MacBooka i wstał zza biurka.
— Cześć kochanie — wymruczał, siadając obok Louise i całując ją w policzek. — Wszystko w porządku?
Louise uśmiechnęła się, rumieniąc się uroczo niczym uczennica na pierwszej randce, gdy trzymali się za ręce.
Dominic patrzył na nich z nostalgią i westchnął. Zawsze sprawiali, że czuł się jak piąte koło u wozu. Większość rodziców jego znajomych była po rozwodzie; wiedział, jakim jest szczęściarzem, mając rodziców, którzy po ponad trzydziestu latach od ślubu wciąż są w sobie zakochani. Ich oddanie było inspirujące i modlił się, by sam znalazł coś równie trwałego i znaczącego.
Pani Hennessey, gospodyni, zapukała raz w uchylone drzwi i weszła z uśmiechem, niosąc tacę z popołudniowym poczęstunkiem.
Dominic z radością nalał sobie filiżankę kawy i chwycił garść makaroników.
Jego matka przeprosiła ich, przypominając sobie, że musi sprawdzić catering na poniedziałkową kolację z członkami zarządu. Jeśli Arthur postawi na swoim, będzie to pierwsze oficjalne wystąpienie Dominica w roli prezesa.
— Poniedziałkowe spotkanie zarządu — zaczął Arthur, gdy zostali sami, i przez ponad godzinę Dominic słuchał jego wywodów o tym, jak ważne są dobre relacje z zarządem. Silne, zdrowe więzi miały wzmocnić jego pozycję w firmie.
— Nie muszę ci przypominać o twoich kuzynach — kontynuował Arthur. — Zrobią wszystko, by podkopać twoją pozycję, a w chwili, gdy wyczują jakąkolwiek słabość, zaatakują. Nie możesz stracić czujności!
Dominic się nie zgadzał. Owszem, Justin i Miles byli ambitni i nie stronili od wysokich stanowisk w firmie. Ale osiągnęli wiele na własny rachunek.
Nigdy nie przyznałby tego ojcu, ale uważał, że bracia zasługują na szansę jako prezesi. Przelali krew, pot i łzy w Sterling Logistics – Miles jako młodszy dyrektor kreatywny, a Justin jako księgowy. Jeśli Dominic miał przejąć stery, planował uczynić z kuzynów swoich sojuszników. Nigdy nie potrafił zrozumieć, jak Arthur mógł tak bardzo odsunąć swojego młodszego brata, że Shepherd, ojciec Justina i Milesa, musiał zrezygnować z jakiegokolwiek zaangażowania w firmę.
— Czy ty w ogóle słuchasz? — zażądał Arthur. — Ten Justin to kłamliwa żmija…
— Tato, proszę — Dominic potrząsnął głową. Nie chciał się z nim o to spierać. Ta „kłamliwa żmija” i jego brat byli nie tylko jego kuzynami, ale i najlepszymi przyjaciółmi. Zabrali go wczoraj do Velvet, by go pocieszyć. Byli przy nim podczas wszystkich zwycięstw i porażek w turniejach. To oni namówili go do zdobycia licencji wyścigowej, a nawet zapłacili za wszystkie kursy, gdy Arthur zamroził jego konta bankowe w nadziei, że syn się podda i dołączy do rodzinnego biznesu. Bez ich wsparcia Dominic wiedział, że nigdy nie wywalczyłby sobie miejsca w zespole wyścigowym Riverwood-Metropolitan.
— Rozumiem — dodał Dominic, dopijając zimną już kawę. Nie był w stanie dokończyć nawet połowy makaronika, bo był cholernie słodki.
— Nie sądzę, żebyś rozumiał — Arthur wziął głęboki oddech, co było znakiem, że szybko traci cierpliwość.
Aby go uspokoić, Dominic skinął głową i oparł się w fotelu, krzyżując nogi. Przemowa staruszka nie była niczym, czego wcześniej by nie słyszał; w końcu Arthur mówił o tym od czasu, gdy Dominic był na tyle duży, by czytać i rozumieć „Business Insidera”. Tym razem jednak było inaczej. Nie miał już dziewięciu lat. Kiedy w poniedziałek wejdzie do siedziby Sterling Logistics, będzie najmłodszym prezesem i członkiem zarządu w historii firmy.
Choć Dominic tego nienawidził i chciałby móc coś z tym zrobić, jako najstarsze dziecko i jedyny syn, przejęcie wartej miliardy rodzinnej operacji stało się jego przeznaczeniem w chwili narodzin.
Wszystkich trzech poprzednich Arthurów Dominiców Sterlingów prowadziło firmę logistyczną przez najtrudniejsze zapaści ekonomiczne. Wprowadzili tysiące innowacji, by uczynić ze Sterling Logistics potężnego giganta, jakim jest dzisiaj, i ugruntować swoją pozycję w branży. W końcu nadszedł czas, by Dominic przejął stery nad grupą.
Ale to nie samo przywództwo było dla niego problemem. Chodziło o cenę, jaką musiałby zapłacić. Rezygnację z wolności i porzucenie marzeń. To była strata, z którą nie potrafił się pogodzić, strata, która pchnęła go wczoraj do Velvet w beznadziejnej próbie zatrzymania życia, jakie znał.
— Ale umówiliśmy się, że dasz mi czas — przypomniał mu Dominic, gdy stało się jasne, że wyczerpali już wszystkie punkty dyskusji. — Kocham to, co robię, i nie jestem gotowy z tego zrezygnować.
Od czasu, gdy jego wujek Shepherd kupił mu pierwszy zabawkowy samochód naturalnej wielkości – musiał mieć wtedy ze pięć czy sześć lat – Dominic wiedział, że chce spędzić resztę życia za kółkiem, ścigając się dla najlepszego zespołu na świecie. Dążył do tego nieugięcie przez lata, mimo że ojciec sprzeciwiał mu się na każdym kroku. To była długa i ciężka droga, zwłaszcza bez wsparcia Arthura, ale wyrobił sobie nazwisko w świecie sportów motorowych i ostatnio wygrał kultowy wyścig 9-godzinny na torze Grand Prix Riverwood-Metropolitan.
— Czy myślisz, że ja byłem gotowy, kiedy przejmowałem firmę po moim ojcu? — Jego ojciec gwałtownie uniósł głowę, a w jego oczach zapłonęła fura. — Myślisz, że tego chciałem? Uwierz mi, nie pragnąłem niczego bardziej, niż wieść szczęśliwe życie z twoją matką i wami dzieciakami, ale było osiemset osób, które mnie potrzebowały, których byt ode mnie zależał. Czy ci się to podoba, czy nie, Dominic, masz obowiązki!
— Nie prosiłem o nie! — Dominic nie zamierzał ustąpić i ich sobotnie popołudniowe spotkanie, które powinno być szybką, polubowną dwudziestominutową pogawędką, wymknęło się spod kontroli, gdy zaczęli na siebie krzyczeć i ciskać gromy.
Arthur głównie wrzeszczał. Dominic natomiast sięgnął po whisky z gzymsu kominka i głównie pił.
Arthur miał dość rozwiązłego stylu życia Dominica i jego egzystencji pełnej hulanek; był nieustannie rozczarowany skandalami, o których musiał czytać co tydzień.
— Czy możesz chociaż raz sprawić, bym był dumny, i zasłużyć na okładkę „Business Insidera”? Czy to takie trudne?
— Czy ty możesz chociaż raz być dumny z moich osiągnięć? Właśnie odniosłem siódme zwycięstwo w turnieju. Byłem na okładce „Velocity Mag”, czy to się nie liczy?
Oczywiście, że się nie liczyło. Arthur uważał, że nadszedł czas, by syn porzucił swoje „hobby” i zaczął zarabiać na życie jak wszyscy inni.
— Praca od dziewiątej do piątej mnie zabije! Nie jestem do tego stworzony!
Narożny gabinet z niesamowitym widokiem 360 stopni nie był dla niego. Umarłby, może nie fizycznie, ale jego duch zostałby złamany, gdyby musiał spędzić resztę życia za biurkiem.
Nic nie mogło się równać z czystym uderzeniem adrenaliny, które czuł za każdym razem, gdy wkładał kombinezon, zatrzaskiwał kask i zajmował miejsce za kierownicą. Albo z tym radosnym uczuciem, gdy wyciskał z Porsche 911 GT absolutne maksimum i wychodził z tego w jednym kawałku. Nawet seks, nawet góry pieniędzy na kontach, nawet trzymanie pucharu, gdy wiwatowały mu tysiące ludzi. To było niezrównane uczucie, którego nie potrafiłby stracić.
— Cóż, ta praca od dziewiątej do piątej, której tak nienawidzisz, zapłaciła za twoją elitarną edukację! Czas zrobić pożytek z tego dyplomu MBA!
Dominic zaparł się, odmawiając wciągnięcia w coś, na co nie był gotowy.
Gdyby jego ojciec miał bardziej przekonujący powód swojej nagłej emerytury, nie miałby problemu z zastąpieniem go.
Ale Arthur chciał skupić się bardziej na rodzinie, którą zaniedbywał przez ponad dwadzieścia lat, i być może podróżować po świecie, tak jak zawsze marzył.
Dominic cieszył się jego szczęściem; żałował tylko, że odbywa się to kosztem jego własnych marzeń.
— To się dzieje. Wszystkie dokumenty zostały przetworzone, zarząd wyraził zgodę. Twoje pierwsze spotkanie jest o szóstej rano. Pani Grier zadzwoni do ciebie ze szczegółami! — Słowa Arthura były ostateczne, nic, co powiedział Dominic, nie mogło zmienić jego decyzji.
Pokonany Dominic wstał, chwycił kluczyki do samochodu i portfel ze stolika kawowego i ruszył do drzwi.
— Nigdy ci tego nie wybaczę! — rzucił przez ramię, szybko wychodząc z gabinetu.
Dominic był tak wściekły, że wiedział, iż jeśli zostanie wśród ludzi, gotów jest kogoś skrzywdzić. Wskoczył do samochodu i pognał na tor wyścigowy na południe od dzielnicy biznesowej Riverwood-Metropolitan, gdzie spędził kilka dobrych godzin, pokonując okrążenie za okrążeniem, spalając paliwo szybciej niż własną wściekłość.
Telefon, który na zawsze zmienił życie Dominica, zadzwonił znacznie później, kiedy złość już z niego wyparowała i był gotów spróbować spojrzeć na sprawy z perspektywy ojca.






