Moje usta rozciągają się w uśmiechu.
– Muszę rozbroić pani ludzi – jego głos jest niski, prowokujący.
Mruknęłam, machając ręką, by dać mu na to zgodę. Ruszyłam do przodu, ale Ivan wysunął ramię, zagradzając mi drogę.
Odkaszlnęłam, a mój uprzejmy uśmiech spełzł na niczym. Spojrzenie, którym go obrzucam, sprawia, że szybko opuszcza ramię.
Człowiek Valentiny, Maxim, odsuwa się na bok, pozwala






