Obudziłam się, zanim zadzwonił budzik. Dokładnie o 7:55. Wyplątuję się z uścisku Enzo, który nadal głęboko śpi.
Rozmawialiśmy do późna w nocy, dzieląc butelkę wina na kanapie, a kiedy w końcu położyliśmy się do łóżka, nie zasnęliśmy od razu.
Wyłączam alarm w telefonie ustawiony na za trzy minuty, bardzo się starając i zawodząc w próbach starcia tego głupiego uśmiechu z ust, kiedy myślę o zeszłoroc






