Kareen i Elizabeth prawie się uśmiechały, jakby krzyki Victorii były jakąś przyjemną melodią. Ophelia nie mogła w głębi duszy nie współczuć jej choć trochę. Sądząc po tym, jak jej wrzaski przeszywały im uszy, musiała cierpieć potworny ból...
Król wciąż miał otwarte usta, nadal przetwarzając to, co się właśnie wydarzyło, i wpatrując się w okno. W końcu odwrócił się do Arthura z gniewem.
– Arthurze,






