Członkowie rodziny Warrenów wymienili zdziwione spojrzenia. Nikt nie spodziewał się, że zazwyczaj ugodowa Carissa tym razem będzie tak stanowczo bronić swoich racji.
Sprzeciwiła się nawet Rebece, głowie rodziny!
— Zmięknie. Nie ma innego wyboru — powiedziała chłodno Rebeka.
To była prawda.
Ponieważ ród Carissy zginął, nie miała na kogo liczyć, poza rodziną Warrenów. Poza tym, wciąż była prawowitą żoną Barretta i wcale nie było tak, że ją źle traktowano.
-
Wcześnie następnego ranka Carissa i Lulu wróciły do Posiadłości Northwatch.
Posiadłość była posępna i zasłana opadłymi liśćmi. Po zaledwie pół roku zaniedbań dziedziniec zarósł chwastami, które były wyższe od człowieka. Gdy Carissa przekroczyła próg majątku, jej serce przeszył ból.
Sześć miesięcy temu załamała się, gdy usłyszała o zmasakrowaniu jej rodziny. Płakała na widok pozbawionych życia ciał swojej babki i matki — trupów zimnych i wypranych z wszelkiego ciepła. Krew zbroczyła każdy zakątek domostwa.
Tablice pamiątkowe dla jej przodków i matki zostały umieszczone w kaplicy rodowej. Carissa i Lulu przygotowały kwiaty, by złożyć je na tablicach, a ich łzy płynęły nieustannie.
Carissa uklękła przed pomnikami swoich rodziców. Choć jej oczy były spuchnięte od łez, było w nich widać stanowczość.
— Ojcze, matko, jeśli słyszycie mnie z niebios, wybaczcie swojej córce to, co za chwilę uczyni. To nie tak, że nie pragnę spokojnego życia u boku męża i z gromadką dzieci, ale Barrett nie jest człowiekiem, któremu mogę powierzyć swój los. Bądźcie spokojni, obiecuję, że obie z Lulu będziemy dobrze żyć.
Lulu klęczała u jej boku, szlochając niepohamowanie.
Kiedy skończyły, wsiadły do powozu i ruszyły prosto do pałacu. Gdy dotarły na miejsce, było już południe.
W palącym słońcu jesieni Carissa i Lulu stały niczym posągi przed pałacowymi bramami. Czekały pełną godzinę, ale nikt po nie nie wyszedł.
Zrozpaczona Lulu powiedziała: — Pani, król może cię nie przyjąć. Może myśli, że przyszłaś tu, aby sprzeciwić się jego edyktowi w sprawie małżeństwa. Wczoraj wieczorem nic nie jadłaś, a dzisiaj ominęłaś śniadanie. Dasz sobie radę? Mam pójść zdobyć dla ciebie coś do jedzenia?
— Nie jestem głodna.
Jedynym, co czuła Carissa, była niezachwiana determinacja, by rozwiązać swoje małżeństwo i wrócić do domu.
— Proszę, nie bierz tego na siebie. Nie warto dla tego ryzykować zdrowia. Może lepiej po prostu dać sobie z tym spokój? W końcu wciąż jesteś prawowitą żoną i panią rodziny Warrenów. Nawet jeśli generał Yates ma być prawowitą żoną, w najlepszym wypadku będzie po prostu wywyższoną nałożnicą. Może po prostu to wytrzymamy? — błagała Lulu.
Spojrzenie Carissy było chłodne. — Lulu, jeśli masz zamiar w ten sposób prawić, lepiej wcale nie zabieraj głosu.
Lulu westchnęła, czując się zagubiona i nie wiedząc, co jeszcze może zrobić. Miała nadzieję, że powrót Barretta zapewni Carissie chociaż trochę spokoju. Lecz sytuacja uległa tylko pogorszeniu.
-
W gabinecie pałacu Derek Walker zdążył już trzykrotnie donieść królowi o przybyciu Carissy.
— Wasza Królewska Mość, pani Warren wciąż czeka przed pałacowymi bramami — powtórzył.
Król, Salvador Valois, odłożył dokument, który właśnie czytał, i potarł skronie. — Nie mogę się z nią spotkać. Edykt został wydany i nie mogę go cofnąć. Powiedz jej, by wróciła do domu.
— Strażnicy próbowali ją przekonać, jednak stanowczo odmówiła. Stoi tam nieruchomo od ponad godziny.
Salvador poczuł ukłucie winy. — Barrett zażądał tego małżeństwa w nagrodę za służbę w wojsku. Wcale nie chciałem się zgodzić, lecz odmowa okryłaby hańbą zarówno jego, jak i generał Yates. Ponieśli istotne zasługi.
— Skoro mowa o osiągnięciach wojskowych, to markiz Northwatch oraz zasługi generała Sullivana znacząco przewyższają wszystkie inne — zripostował Derek.
Salvador przypomniał sobie markiza Northwatch, Hectora Sinclaira. Z czasów, gdy Salvador jako książę koronny niedawno zaciągnął się do armii, to właśnie Hector był jego opiekunem. Carissa była w tamtych czasach znaną mu twarzą, pomimo faktu, że była jedynie kruchym dzieckiem. Wciąż pamiętał jej jasną karnację i ujmujący wygląd.
Salvador utorował sobie drogę do tronu we krwi, usłaną wieloma trupami. Rozumiał zmagania wojskowych oficerów. Kiedy Barrett zażądał małżeństwa jako nagrody, Salvador wahał się, ale w końcu wyraził zgodę.
Oprócz jego brata, który był znany na polach bitew pod przydomkiem Piekielny Monarcha, królestwo nie miało innych zdolnych dowódców. W niedawnej wojnie z Westhaven trzeci syn Dominica Sullivana stracił ramię. Siódmy syn zginął, jednak ów fakt został utrzymany w tajemnicy.
Lecz Derek miał rację. Biorąc pod uwagę wojenne zasługi, Barrett oraz Aurora mieli się nijak do Hectora.
— Dobrze, wpuść ją. Jeśli wyrazi zgodę na to małżeństwo, dam jej wszystko, czegokolwiek zażąda. Nadom jej nawet szlachecki tytuł albo oficjalną rangę — oświadczył Salvador.
Derek odetchnął z ulgą. — Jak zawsze roztropnie, Wasza Królewska Mość!






