Carissa klęczała w gabinecie z pochyloną głową.
Salvador przypomniał sobie ród Sinclairów. Świadomość, że Carissa była teraz jedyną, która ocalała, wzbudziła w nim litość.
– Wstań i mów – rozkazał.
Carissa skłoniła się głęboko ze splecionymi dłońmi. – Wasza Królewska Mość, wiem, że to zuchwałość z mojej strony, by zabiegać dziś o audiencję. Ale pragnę również błagać o twoją łaskę.
– Wydałem już edykt. Nie mogę go cofnąć – powiedział Salvador.
Carissa potrząsnęła lekko głową. – Wasza Królewska Mość, błagam cię o wydanie kolejnego edyktu. Chcę rozwieść się z generałem Warrenem.
Młody król był zaskoczony. – Co? Chcesz rozwodu?
Salvador myślał, że przyszła prosić o unieważnienie edyktu małżeńskiego. Nigdy nie spodziewał się prośby o rozwód.
Powstrzymując łzy, Carissa błagała: – Wasza Królewska Mość, generał Warren i generał Yates zabiegali o edykt małżeński swoimi osiągnięciami wojennymi.
– Dziś mija rocznica śmierci mojego ojca i braci. Pragnę ubiegać się o edykt pozwalający mi na rozwód z mężem w oparciu o zasługi wojenne mojej zmarłej rodziny. Błagam cię, Wasza Królewska Mość.
– Carisso, czy wiesz, z czym przyjdzie ci się zmierzyć po rozwodzie? – zapytał Salvador ze złożonym wyrazem twarzy.
Carissa od dawna nie słyszała, by Salvador zwracał się do niej po imieniu.
Kiedy był jeszcze księciem koronnym, od czasu do czasu odwiedzał Posiadłość Northwatch. Zawsze znajdował jakieś ciekawe drobne prezenty, którymi ją obdarowywał. Odkąd Carissa wyjechała później do Meadow Ridge, by uczyć się pod okiem swojego mistrza, nigdy więcej się nie widzieli.
– Wiem – potwierdziła.
Na olśniewającej twarzy Carissy zagościł cień uśmiechu. Ale bez względu na to, jak na to spojrzeć, uśmiech ten wydawał się zabarwiony ironią.
– Z pewnością znasz powiedzenie, że prawdziwy dżentelmen docenia i pomaga innym spełniać ich dążenia, prawda? Chociaż nie jestem dżentelmenem, nie chcę stawać na drodze generałowi Warrenowi i generał Yates do bycia razem – dodała Carissa.
– Carisso, w Posiadłości Northwatch nikt nie pozostał. Naprawdę zamierzasz tam wrócić? Czy myślałaś o swojej przyszłości? – zapytał Salvador.
– Wróciłam dziś do posiadłości, by odwiedzić tablice pamiątkowe mojej rodziny. Widząc, jak domostwo popadło w ruinę, zapragnęłam znów w nim zamieszkać. Adoptuję syna ze względu na ojca, aby wciąż był ktoś, kto będzie czcił jego pamięć – wyjaśniła Carissa.
Salvador myślał, że działała pod wpływem impulsu; nie spodziewał się po niej takiej rozwagi.
– Jesteś prawowitą żoną Barretta. Aurora nie może podważyć twojej pozycji. Naprawdę nie potrzebujesz rozwodu.
Carissa podniosła wzrok z pełnymi łez oczami, w których malowała się niezłomna determinacja. – Wasza Królewska Mość, to pozbawione znaczenia. Nie chcę tak marnować sobie życia. Jestem jedyną ocalałą z rodziny markiza Northwatch. Mój ojciec i bracia przez całe życie żyli honorowo i odważnie. Nie chcę zadowolić się życiem w przeciętności.
– Wiem, że darzysz Barretta uczuciem. Jesteś gotowa z niego zrezygnować? – zapytał Salvador.
Uczuciem? Niezupełnie.
Carissa po prostu podziwiała wojskowych, a jej matka pragnęła, by wyszła za mąż i wiodła ustabilizowane życie. Właśnie dlatego zgodziła się na to małżeństwo.
Carissa uśmiechnęła się. W tej chwili wyglądała jak silna kobieta, która zdoła rozkwitnąć nawet w najtrudniejszych okolicznościach.
– Jeśli on potrafi ze mnie zrezygnować, ja potrafię zrezygnować z niego – oświadczyła.
Pod jej delikatną powierzchownością krył się nieugięty charakter.
To wprawiło Salvadora w osłupienie. Nigdy wcześniej nie spotkał takiej kobiety.
Poczuł ukłucie dezorientacji, przypominając sobie beztroską małą dziewczynkę, która uśmiechała się przez cały dzień. Teraz była mężatką i wkrótce miała zostać porzucona.
Dla świata rozwód wciąż oznaczał porzucenie. Było to szczególnie prawdziwe w sytuacji Carissy, jako że Barrett publicznie ubiegał się o edykt małżeński.
Bycie kobietą już samo w sobie było trudne, a ona miała mieć jeszcze gorzej.
Jak wynegocjuje przyszłe małżeństwa? W jej rodzinie nie pozostał nikt, kto mógłby zrobić to za nią.
Myśląc o tym, Salvador przypomniał sobie zasługi Hectora, zwłaszcza to, jak ocalili siebie nawzajem na polu bitwy, i jego serce zmiękło wobec Carissy.
– Dobrze, zgadzam się. Możesz już odejść. Za kilka dni edykt rozwodowy zostanie przesłany do rezydencji generała – powiedział Salvador.
Carissa odetchnęła z ulgą i pochyliła głowę. – Dziękuję za twoją łaskę, Wasza Królewska Mość!
Gdy Salvador na nią patrzył, nagle przypomniał sobie czasy, gdy była małą dziewczynką, a jego serce zmiękło jeszcze bardziej.
– Carisso, jeśli ktokolwiek będzie cię w przyszłości źle traktował, przyjdź do pałacu i spotkaj się ze mną.
– Dziękuję, Wasza Królewska Mość! – Carissa skłoniła się raz jeszcze.






