Pot wymieszany z krwią spływał po twarzy Carissy i na tym mrozie szybko zamieniał się w lód. Ciepło nie zdążyło jeszcze wyparować, a chłód już przenikał ją do szpiku kości.
– Carisso... – Bun dyszał ciężko, a na jego rzęsach osadził się szron. – Nie powinniśmy im pomóc? Mamy tu tak po prostu zostać i strzec magazynu z zaopatrzeniem?
– Rozkazy to rozkazy. Kazano nam strzec magazynu, więc go strzeże






