Paryż powinien wydawać się snem.
Zamiast tego czuła się, jakby wchodziła na terytorium wroga bez broni.
Lottie poprawiła postawę, wysiadając z prywatnego odrzutowca, starając się zignorować ściskający ją żołądek.
Nie była przyzwyczajona do takiego luksusu – przynajmniej jeszcze nie.
Odrzutowiec był elegancki, niemożliwie cichy, z pluszowymi skórzanymi siedzeniami i szampanem serwowanym przed startem. Insygnia Sterling Enterprises były wszyte we wszystko – od serwetek po jedwabne poduszki w kabinie. – „Taki luksus” – pomyślała.
A jednak, pomimo tej ekstrawagancji, Nathaniel Sterling był zimny jak zawsze.
Ani jednego zbędnego słowa.
Ani jednego spojrzenia w jej stronę.
Jakby wczorajsza rozmowa w ogóle się nie wydarzyła.
Ścisnęła mocniej torebkę, gdy zbliżali się do czekającego samochodu. Czarny Bentley, lśniący w paryskim słońcu, z umundurowanym kierowcą trzymającym już otwarte drzwi.
Nate wsiadł pierwszy, emanując opanowaniem. Lottie podążyła za nim, lekko przesuwając się na pluszowym skórzanym siedzeniu, gdy samochód ruszył z pasa startowego.
Cisza rozciągała się między nimi.
Odkaszlnęła. – Więc… prosto do hotelu?
Nathaniel nie oderwał wzroku od telefonu. – Prosto do biura.
Lottie zmarszczyła brwi. – Myślałam, że przynajmniej się zameldujemy.
Wystukał odpowiedź na ekranie, zupełnie oderwany od rzeczywistości. – Jesteśmy tu w interesach, panno Hayes. Nie dla przyjemności ani wakacji.
Ugryzła się w policzek, zirytowana.
Dobrze.
Jeśli chciał być taki, ona też mogła się do tego dostosować.
Złożyła ręce na kolanach, wpatrując się w okno, gdy panorama Paryża przemykała za nim.
Zanim dotarli do paryskiej siedziby Sterling Enterprises, Lottie czuła się zduszona ciszą Nate’a.
Ale w środku nastrój się zmienił.
Francuscy pracownicy go uwielbiali.
Gdy tylko weszli, personel stanął na baczność, obdarzając go uśmiechami i gorliwymi pozdrowieniami.
– Monsieur Sterling, bienvenue!
Nathaniel skinął im uprzejmie głową, ale jego zwykły lodowaty dystans pozostał.
Lottie spotkała się jednak z ciekawskimi spojrzeniami.
Kobieta w śnieżnobiałej marynarce wystąpiła naprzód, a jej przenikliwe spojrzenie przeskanowało Lottie. – To musi być panna Hayes.
Lottie wyciągnęła rękę. – Tak. Charlotte Hayes. Sekretarka pana Sterlinga.
Uścisk dłoni kobiety był stanowczy. – Marianne Fontaine. Szefowa działu rachunków międzynarodowych. – Spojrzała na Nathaniela, a subtelny uśmieszek wygiął jej usta. – A już myślałam, że Sterling nigdy nie przyprowadzi towarzystwa.
Głos Nate’a był płaski. – Jest tu w sprawach zawodowych.
Marianne zamruczała z rozbawieniem, a następnie odwróciła się do Lottie. – W każdym razie, miło mi.
Lottie uśmiechnęła się uprzejmie, ale coś w tym znaczącym spojrzeniu Marianne ją zaniepokoiło.
Godzinę później Lottie siedziała w samym środku negocjacji wysokiej stawki.
Umowa była kluczowa – wielomilionowy kontrakt z konkurencyjnym konglomeratem technologicznym.
Po drugiej stronie stołu siedział Jacques Laurent, dyrektor generalny.
Wysoki, z siwymi włosami i niezaprzeczalnym urokiem, emanował pewnością siebie człowieka, który jest przyzwyczajony do tego, że wszystko idzie po jego myśli.
I, jak się okazało, do flirtowania.
Jego bystre zielone oczy wędrowały w stronę Lottie przy każdej nadarzającej się okazji.
– Mademoiselle Hayes, muszę powiedzieć, że to przyjemność mieć taką piękność przy tym stole.
Lottie zesztywniała.
Nathaniel nie zareagował.
Po prostu przewrócił stronę kontraktu, a jego wyraz twarzy był nieczytelny.
Jacques odchylił się, obserwując ją. – Powiedz mi, panno Hayes, czy trudno jest pracować dla takiego człowieka jak Sterling? Nie wydaje się on… wyrozumiałym typem.
Lottie uśmiechnęła się, starając się utrzymać równy ton głosu. – Radzę sobie całkiem dobrze, panie Laurent.
Jacques uśmiechnął się szeroko. – Ach, silna kobieta. To mi się podoba.
Nathaniel w końcu podniósł wzrok.
Jego spojrzenie było lodowate.
– Jesteśmy tu, żeby omówić interesy, Laurent. Nie osobiste preferencje.
Jacques zachichotał, zupełnie niewzruszony. – Ale interesy zawsze są osobiste, prawda?
Szczęka Nathaniela zacisnęła się.
Lottie poczuła zmianę w powietrzu.
Nate nie był tylko zirytowany – był na krawędzi.
A to było interesujące.
Przez resztę spotkania Jacques ledwo ukrywał swoje rozbawienie, a Nate ledwo ukrywał swoje podrażnienie.
Zanim skończyli, kontrakt nadal nie był podpisany, a nastrój Nate’a był śmiertelnie niebezpieczny.
Lottie podążyła za nim z sali konferencyjnej, czując, jak napięcie emanuje z niego falami.
Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, odetchnęła. – On był po prostu uprzejmy.
Kroki Nathaniela nie zwolniły. – Był dupkiem.
Lottie powstrzymała uśmiech. – Brzmisz jak zazdrośnik.
To go zatrzymało.
Odwrócił się do niej, a jego wyraz twarzy był nieczytelny. – Nigdy nie jestem zazdrosny.
Jej oddech uwiązł w gardle.
Przez ułamek sekundy w jego spojrzeniu było coś niebezpiecznego.
A potem, równie szybko, zniknęło.
– Mamy rezerwację na kolację.
Lottie zamrugała. – My?
Nathaniel poprawił mankiety swojego garnituru. – To kolacja biznesowa. Nie spóźnij się.
I z tym odszedł.
Napięcie sięga zenitu.
Restauracja była kameralna, oświetlenie przyćmione, a powietrze gęste od zapachu wina i tlącego się napięcia.
Lottie siedziała naprzeciwko Nathaniela, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak inaczej tutaj wygląda.
Żadnego biura. Żadnej sali konferencyjnej.
Tylko mężczyzna w znakomicie skrojonym garniturze, sączący whisky, obserwujący ją z cichą intensywnością, która powodowała skręcanie się jej żołądka.
Odkaszlnęła. – Więc… jaka jest strategia na jutro?
Nathaniel zakręcił bursztynowym płynem w szklance. – Strategia?
Zmarszczyła brwi. – Wiesz. Żeby dopiąć umowę?
Uśmiechnął się z przekąsem. – Pracuję nad tym.
Przyjrzała mu się. – Nie lubisz, jak się ciebie wyzywa, prawda?
Jego oczy pociemniały. – Nie.
Coś w sposobie, w jaki to powiedział, przeszyło ją dreszczem.
Lottie poruszyła się na krześle. – Wiesz, jak na człowieka, który szczyci się kontrolą, wydawałeś się dziś dość wytrącony z równowagi.
Jego wzrok natychmiast spoczął na niej. – Uważaj, panno Hayes.
Jej serce zabiło mocniej.
Ale odmówiła odwrócenia wzroku. – Bo co?
Powietrze między nimi się zmieniło.
Nathaniel pochylił się do przodu, opierając łokcie na stole. – Bo odpowiedź może ci się nie spodobać.
Lottie przełknęła ślinę.
Coś się tu działo. Coś niebezpiecznego. Coś nieuniknionego.
I nie była pewna, czy jest na to gotowa.
W hotelu Lottie przebrała się w jedwabną koszulę nocną, a myśli wirowały jej w głowie.
Nathaniel był dziś dziwny.
Bardziej intensywny. Bardziej nieczytelny.
Wypuściła powietrze, gasząc lampkę.
Wtedy – pukanie do drzwi.
Jej serce zamarło.
Zawahała się, a następnie podeszła i otworzyła je.
Nathaniel tam stał.
Krawat poluzowany, spojrzenie nieczytelne.
– Musimy porozmawiać.






