languageJęzyk

ROZDZIAŁ 2

Autor: 99016 cze 2025

Paryż powinien wydawać się snem.

Zamiast tego czuła się, jakby wchodziła na terytorium wroga bez broni.

Lottie poprawiła postawę, wysiadając z prywatnego odrzutowca, starając się zignorować ściskający ją żołądek.

Nie była przyzwyczajona do takiego luksusu – przynajmniej jeszcze nie.

Odrzutowiec był elegancki, niemożliwie cichy, z pluszowymi skórzanymi siedzeniami i szampanem serwowanym przed startem. Insygnia Sterling Enterprises były wszyte we wszystko – od serwetek po jedwabne poduszki w kabinie. – „Taki luksus” – pomyślała.

A jednak, pomimo tej ekstrawagancji, Nathaniel Sterling był zimny jak zawsze.

Ani jednego zbędnego słowa.

Ani jednego spojrzenia w jej stronę.

Jakby wczorajsza rozmowa w ogóle się nie wydarzyła.

Ścisnęła mocniej torebkę, gdy zbliżali się do czekającego samochodu. Czarny Bentley, lśniący w paryskim słońcu, z umundurowanym kierowcą trzymającym już otwarte drzwi.

Nate wsiadł pierwszy, emanując opanowaniem. Lottie podążyła za nim, lekko przesuwając się na pluszowym skórzanym siedzeniu, gdy samochód ruszył z pasa startowego.

Cisza rozciągała się między nimi.

Odkaszlnęła. – Więc… prosto do hotelu?

Nathaniel nie oderwał wzroku od telefonu. – Prosto do biura.

Lottie zmarszczyła brwi. – Myślałam, że przynajmniej się zameldujemy.

Wystukał odpowiedź na ekranie, zupełnie oderwany od rzeczywistości. – Jesteśmy tu w interesach, panno Hayes. Nie dla przyjemności ani wakacji.

Ugryzła się w policzek, zirytowana.

Dobrze.

Jeśli chciał być taki, ona też mogła się do tego dostosować.

Złożyła ręce na kolanach, wpatrując się w okno, gdy panorama Paryża przemykała za nim.

Zanim dotarli do paryskiej siedziby Sterling Enterprises, Lottie czuła się zduszona ciszą Nate’a.

Ale w środku nastrój się zmienił.

Francuscy pracownicy go uwielbiali.

Gdy tylko weszli, personel stanął na baczność, obdarzając go uśmiechami i gorliwymi pozdrowieniami.

– Monsieur Sterling, bienvenue!

Nathaniel skinął im uprzejmie głową, ale jego zwykły lodowaty dystans pozostał.

Lottie spotkała się jednak z ciekawskimi spojrzeniami.

Kobieta w śnieżnobiałej marynarce wystąpiła naprzód, a jej przenikliwe spojrzenie przeskanowało Lottie. – To musi być panna Hayes.

Lottie wyciągnęła rękę. – Tak. Charlotte Hayes. Sekretarka pana Sterlinga.

Uścisk dłoni kobiety był stanowczy. – Marianne Fontaine. Szefowa działu rachunków międzynarodowych. – Spojrzała na Nathaniela, a subtelny uśmieszek wygiął jej usta. – A już myślałam, że Sterling nigdy nie przyprowadzi towarzystwa.

Głos Nate’a był płaski. – Jest tu w sprawach zawodowych.

Marianne zamruczała z rozbawieniem, a następnie odwróciła się do Lottie. – W każdym razie, miło mi.

Lottie uśmiechnęła się uprzejmie, ale coś w tym znaczącym spojrzeniu Marianne ją zaniepokoiło.

Godzinę później Lottie siedziała w samym środku negocjacji wysokiej stawki.

Umowa była kluczowa – wielomilionowy kontrakt z konkurencyjnym konglomeratem technologicznym.

Po drugiej stronie stołu siedział Jacques Laurent, dyrektor generalny.

Wysoki, z siwymi włosami i niezaprzeczalnym urokiem, emanował pewnością siebie człowieka, który jest przyzwyczajony do tego, że wszystko idzie po jego myśli.

I, jak się okazało, do flirtowania.

Jego bystre zielone oczy wędrowały w stronę Lottie przy każdej nadarzającej się okazji.

– Mademoiselle Hayes, muszę powiedzieć, że to przyjemność mieć taką piękność przy tym stole.

Lottie zesztywniała.

Nathaniel nie zareagował.

Po prostu przewrócił stronę kontraktu, a jego wyraz twarzy był nieczytelny.

Jacques odchylił się, obserwując ją. – Powiedz mi, panno Hayes, czy trudno jest pracować dla takiego człowieka jak Sterling? Nie wydaje się on… wyrozumiałym typem.

Lottie uśmiechnęła się, starając się utrzymać równy ton głosu. – Radzę sobie całkiem dobrze, panie Laurent.

Jacques uśmiechnął się szeroko. – Ach, silna kobieta. To mi się podoba.

Nathaniel w końcu podniósł wzrok.

Jego spojrzenie było lodowate.

– Jesteśmy tu, żeby omówić interesy, Laurent. Nie osobiste preferencje.

Jacques zachichotał, zupełnie niewzruszony. – Ale interesy zawsze są osobiste, prawda?

Szczęka Nathaniela zacisnęła się.

Lottie poczuła zmianę w powietrzu.

Nate nie był tylko zirytowany – był na krawędzi.

A to było interesujące.

Przez resztę spotkania Jacques ledwo ukrywał swoje rozbawienie, a Nate ledwo ukrywał swoje podrażnienie.

Zanim skończyli, kontrakt nadal nie był podpisany, a nastrój Nate’a był śmiertelnie niebezpieczny.

Lottie podążyła za nim z sali konferencyjnej, czując, jak napięcie emanuje z niego falami.

Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, odetchnęła. – On był po prostu uprzejmy.

Kroki Nathaniela nie zwolniły. – Był dupkiem.

Lottie powstrzymała uśmiech. – Brzmisz jak zazdrośnik.

To go zatrzymało.

Odwrócił się do niej, a jego wyraz twarzy był nieczytelny. – Nigdy nie jestem zazdrosny.

Jej oddech uwiązł w gardle.

Przez ułamek sekundy w jego spojrzeniu było coś niebezpiecznego.

A potem, równie szybko, zniknęło.

– Mamy rezerwację na kolację.

Lottie zamrugała. – My?

Nathaniel poprawił mankiety swojego garnituru. – To kolacja biznesowa. Nie spóźnij się.

I z tym odszedł.

Napięcie sięga zenitu.

Restauracja była kameralna, oświetlenie przyćmione, a powietrze gęste od zapachu wina i tlącego się napięcia.

Lottie siedziała naprzeciwko Nathaniela, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak inaczej tutaj wygląda.

Żadnego biura. Żadnej sali konferencyjnej.

Tylko mężczyzna w znakomicie skrojonym garniturze, sączący whisky, obserwujący ją z cichą intensywnością, która powodowała skręcanie się jej żołądka.

Odkaszlnęła. – Więc… jaka jest strategia na jutro?

Nathaniel zakręcił bursztynowym płynem w szklance. – Strategia?

Zmarszczyła brwi. – Wiesz. Żeby dopiąć umowę?

Uśmiechnął się z przekąsem. – Pracuję nad tym.

Przyjrzała mu się. – Nie lubisz, jak się ciebie wyzywa, prawda?

Jego oczy pociemniały. – Nie.

Coś w sposobie, w jaki to powiedział, przeszyło ją dreszczem.

Lottie poruszyła się na krześle. – Wiesz, jak na człowieka, który szczyci się kontrolą, wydawałeś się dziś dość wytrącony z równowagi.

Jego wzrok natychmiast spoczął na niej. – Uważaj, panno Hayes.

Jej serce zabiło mocniej.

Ale odmówiła odwrócenia wzroku. – Bo co?

Powietrze między nimi się zmieniło.

Nathaniel pochylił się do przodu, opierając łokcie na stole. – Bo odpowiedź może ci się nie spodobać.

Lottie przełknęła ślinę.

Coś się tu działo. Coś niebezpiecznego. Coś nieuniknionego.

I nie była pewna, czy jest na to gotowa.

W hotelu Lottie przebrała się w jedwabną koszulę nocną, a myśli wirowały jej w głowie.

Nathaniel był dziś dziwny.

Bardziej intensywny. Bardziej nieczytelny.

Wypuściła powietrze, gasząc lampkę.

Wtedy – pukanie do drzwi.

Jej serce zamarło.

Zawahała się, a następnie podeszła i otworzyła je.

Nathaniel tam stał.

Krawat poluzowany, spojrzenie nieczytelne.

– Musimy porozmawiać.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: ROZDZIAŁ 2 - Zimny jak lód Prezes | StoriesNook