languageJęzyk

ROZDZIAŁ 4

Autor: 99016 cze 2025

Lottie spędziła cały dzień, unikając Nathaniela.

Zostawała na spotkaniach dłużej niż to było konieczne, pozwalała, by poczta głosowa przejmowała połączenia w jej telefonie i nie chciała nawet rzucić okiem w jego stronę, gdy przechodził obok.

Ale nie była na tyle naiwna, by myśleć, że tego nie zauważył.

Nathaniel Sterling zawsze zauważał.

A teraz, stojąc pośrodku ekskluzywnej Gali Blackwood, czuła, jak jego przeszywające spojrzenie przecina tłum, wypalając się w niej jak kabel pod napięciem.

Przełknęła z trudem ślinę, zaciskając palce na nóżce kieliszka do szampana.

Gala była olśniewającym wydarzeniem – złote żyrandole, orkiestra na żywo grająca coś eleganckiego i porywającego, mężczyźni w dopasowanych garniturach, kobiety w błyszczących sukniach.

Ale nie mogła się po prostu na tym skupić.

Nie wtedy, gdy go wyczuwała.

Obserwującego.

Czekającego.

Polującego.

Jej puls znowu przyspieszył.

Powinna go unikać za wszelką cenę.

Powinna zostać po drugiej stronie sali balowej, wdawać się w uprzejme, bezsensowne rozmowy i udawać, że zeszłej nocy – pocałunek, który ją zrujnował – nigdy się nie wydarzył.

Ale wtedy –

Silna dłoń owinęła się wokół jej nadgarstka, zanim zdążyła podjąć decyzję.

Po jej skórze przebiegł dreszcz gorąca.

Odwróciła się –

I wstrzymała oddech.

Nathaniel stał przed nią, górując nad nią, imponujący, w czarnym smokingu.

Jego wyraz twarzy był nieczytelny, ale jego uścisk na jej nadgarstku był mocny. Nieustępliwy.

Jego głos zabrzmiał niskim, cichym rozkazem. "Chodź."

Zamrugała. "Nate, ja…"

Nie pozwolił jej skończyć.

Jego uścisk się zacieśnił, prowadząc ją przez tłum z bezwysiłkową dominacją.

Ludzie odwracali się, żeby popatrzeć.

Zawsze patrzyli na Nathaniela Sterlinga.

Ale w tej chwili nie poświęcał im ani jednego spojrzenia.

Ponieważ skupiał się całkowicie na niej.

A potem –

Byli na parkiecie.

W momencie, gdy jego dłoń znalazła się na jej talii, Lottie wiedziała, że ma kłopoty.

Orkiestra zagrała coś powolnego i zmysłowego, a Nathaniel przyciągnął ją blisko, zbyt blisko, jego palce wciskały się w jej dolną część pleców – Czuła jego penisa.

Jej puls oszalał.

Położyła lekko dłoń na jego ramieniu, próbując – i nie potrafiąc – stworzyć nawet centymetra przestrzeni między nimi.

Jego spojrzenie wwiercało się w jej.

"Unikałaś mnie". Jego usta musnęły małżowinę jej ucha, gdy mówił, wysyłając gwałtowny dreszcz przez jej ciało.

Przełknęła ślinę, zaciskając palce na jego smokingu. "I to ci się nie podoba, prawda?"

"Nie." Jego uścisk się zacieśnił. "Nie podoba mi się."

Te słowa nie były tylko stwierdzeniem.

Były ostrzeżeniem.

Poprowadził ją w powolnym, intymnym walcu z niemożliwą łatwością, jego ruchy były płynne i kontrolowane.

Lottie z trudem łapała oddech.

Każde przesunięcie jego dłoni, każdy ruch jego ciała przeciwko jej, wysyłało białe, gorące napięcie, owijające się wokół jej kręgosłupa.

To było niebezpieczne.

To było igranie z ogniem.

A jednak –

Nie mogła się odsunąć.

Podniosła wzrok, patrząc mu prosto w oczy.

Jego oczy pociemniały.

A potem –

"Jeśli mnie chcesz", szepnęła, serce jej waliło, "weź mnie. Ale nigdy nie udawaj, że to nic nie znaczy".

Jego szczęka zadrżała.

Coś pękło.

I w następnej chwili –

Zderzyli się ze sobą.

Drzwi do apartamentu zamknęły się z trzaskiem.

Lottie nie miała czasu na myślenie, na przetworzenie.

Dłonie Nathaniela były na niej – mocne, wymagające, zaborcze.

Przyparł ją do ściany, jego usta z impetem spadły na jej.

Zaszokowana wydała cichy jęk, który natychmiast pochłonął, ciało przycisnął mocno do jej.

To nie było jak zeszłej nocy.

To było desperackie. Bez przebaczenia. Roszczenie.

Jego dłonie zjechały w dół po jej bokach, marszcząc jedwab jej sukni.

Palce Lottie zadrżały, gdy chwyciła jego smoking, jej ciało wtapiało się w jego.

Boże, ona tego chciała.

Zbyt długo udawała.

Zbyt długo sobie odmawiała.

Jej głowa odchyliła się do tyłu, gdy jego usta zjechały w dół po jej szyi, niski warkot rozbrzmiewał w jego piersi.

"Powiedz mi, żebym przestał", wyszeptał w jej skórę.

Nie powiedziała.

Nie mogła.

Zamiast tego, jej palce wplątały się w jego włosy, przyciągając go z powrotem do kolejnego druzgocącego pocałunku.

I to była cała zgoda, której potrzebował.

Podniósł ją bez wysiłku, jej nogi owinęły się wokół jego talii, gdy niósł ją w kierunku sypialni –

Gdzie wszystko się zmieni.

Nathaniel był gotów ją pożreć.

Zrujnować ją całkowicie.

Ale wtedy –

Poczuł, jak drży.

Nie z przyjemności.

Ale z wahania, które wyglądało tak, jakby się czegoś bała.

Zamarł.

Jego usta ledwo musnęły jej, jego oddech był nierówny. "Lottie."

Zawahała się.

A potem – cicho, jak spowiedź:

"Ja nigdy… tego nie robiłam."

Cisza.

Uścisk Nathaniela na niej się zacieśnił.

Całe jego ciało zesztywniało.

"Nigdy?" Jego głos był ochrypły.

Skinęła głową, jej policzki płonęły. "Tak – Tak – Ni-gdy, – wyjąkała."

Lód w nim roztopił się w jednej chwili.

Jego palce obrysowały jej szczękę, powoli i z szacunkiem.

"Więc pozwól mi to zrobić dobrze."

Lottie wstrzymała oddech.

Ponieważ bezwzględny miliarder – mężczyzna znany ze swojej bezlitosnej dominacji, swojej brutalnej kontroli –

Nagle stał się niemożliwie czuły.

Jego pocałunki stały się powolne, jego dotyk ostrożny, prawie nieśmiały.

Pytał ją, co jej się podoba.

Czekał.

Pozwolił jej ustalać tempo.

A kiedy w końcu ją posiądzie, to nie będzie tylko pożądanie.

To będzie uwielbienie.

Rozbił się dla niej na kawałki.

A Lottie?

W końcu mu na to pozwoliła. Uhhh, poczuła przeszywający ból – Natychmiast się cofnęła.

"Przepraszam, za jakiś czas poczujesz się lepiej" – zapewnił ją.

Przez długi czas potem ją trzymał.

Jego palce kreśliły leniwe kółka na jej nagich plecach, jego usta muskały jej czoło.

Lottie wtuliła się w niego, czując coś głębszego niż tylko żądza.

Coś, czego nie była pewna, czy jest gotowa nazwać.

Ale wtedy –

Ciało Nathaniela napięło się.

Jego uścisk zelżał.

A kiedy uniosła głowę, zobaczyła to –

Przesunięcie.

Mury z powrotem się podniosły.

A potem, głosem pozbawionym emocji –

"To nigdy nie może się powtórzyć."

Lottie zamarła.

Jej serce gwałtownie opadło.

Zobaczyła wojnę w jego oczach.

Ale on już przegrał.

A potem –

Zadzwonił jego telefon.

Nathaniel sięgnął po niego, wciąż na nią patrząc, jego wyraz twarzy był nieczytelny.

Odebrał, głosem śmiertelnym.

"Lepiej, żeby to nie było o Lottie."

Chwila ciszy.

Potem –

Głos Victora Langstona dobiegł z głośnika, gładki, kpiący.

"Porozmawiajmy o interesach, Nate."

Krew Nathaniela zmroziła się.

"Chcesz umowy?" Głos Victora był przesycony rozbawieniem.

"Chcę dziewczynę."

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: ROZDZIAŁ 4 - Zimny jak lód Prezes | StoriesNook