languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: 99016 cze 2025

Pukanie wciąż odbijało się echem w jej uszach.

Lottie zawahała się.

Jej puls dudnił, gdy wpatrywała się w drzwi, po cichu mając nadzieję, że to sobie wyobraziła.

Ale wtedy – kolejne pukanie. Pewniejsze. Bardziej niecierpliwe.

Przełknęła ślinę, nagle czując, że jej jedwabna koszula nocna jest zbyt cienka, zbyt odkrywająca.

Biorąc uspokajający oddech, otworzyła drzwi.

Nathaniel stał tam.

Jego krawat był poluzowany, śnieżnobiała koszula rozpięta pod szyją, rękawy podwinięte na tyle, by odsłonić napięcie jego przedramion.

A jego spojrzenie – mroczne, nieczytelne, niebezpieczne.

Przez długą chwilę żadne z nich się nie odezwało.

Jego szczęka była napięta, palce zwinięte w pięści po bokach, jakby ledwo powstrzymywał coś w sobie.

Palce Lottie zacisnęły się na framudze drzwi. – Nate…

– Wpuść mnie. – Jego głos był niski, szorstki.

Jej oddech uwiązł w gardle.

Wszystko w tym było złe.

Nie powinno go tu być.

Był pijany jak bela.

Powinna mu kazać odejść.

Powinna zamknąć drzwi.

Ale tego nie zrobiła.

Odsunęła się na bok.

Nathaniel wszedł do środka.

Zbyt Blisko zdecydowanie zbyt Niebezpiecznie

Podszedł na środek pokoju, ręce w kieszeniach, ramiona napięte.

Lottie zamknęła drzwi, jej palce ociągały się na klamce, serce waliło jak młotem, prawie ogłuszająco.

Odwróciła się, by spojrzeć mu w twarz. – O co w tym wszystkim chodzi?

Chwila martwej ciszy.

Potem – "Laurent."

Zmarszczyła brwi. – No i co z nim?

Spojrzenie Nathaniela stało się ostre. – Tak bardzo podobało ci się jego zainteresowanie.

Lottie zamrugała. – Co?

– Sposób, w jaki na ciebie patrzył. Sposób, w jaki pozwalałaś mu z tobą flirtować. – Jego szczęka zacisnęła się. – Nie podoba mi się to.

Wpatrywała się w niego.

Potem, zanim zdążyła się powstrzymać, wydała z siebie krótki, zduszony śmiech.

– Nie podoba ci się to? – Skrzyżowała ręce. – Brzmisz jak pijany.

Jego milczenie było obciążające.

Jej puls przyspieszył.

– Dlaczego cię to obchodzi? – naciskała.

Nathaniel zrobił krok bliżej. – Ponieważ pracujesz dla mnie i tylko dla mnie.

Jej żołądek się ścisnął. – To na pewno nie jest odpowiedź.

Jego oczy zamigotały, coś surowego i powściągliwego przemknęło po jego twarzy.

Kolejny krok.

Teraz był zbyt blisko – wystarczająco blisko, by poczuć ciepło jego ciała, ostry zapach jego wody kolońskiej.

– Nie powinnaś pozwalać, by mężczyźni tacy jak on cię dotykali, bez żadnego powodu. – Jego głos był niski, prawie zaborczy.

Oddech Lottie uwiązł w gardle.

– A ty powinieneś?

Cisza się przeciągała, gęsta i dusząca.

Jego wzrok powędrował do jej ust.

A potem – jego palce dotknęły jej nadgarstka.

Ledwie. Tylko muśnięcie.

Ostrzeżenie. Test.

Ciało Lottie zesztywniało, jej skóra płonęła intensywnie w miejscu, w którym ją dotknął.

Jej głos zabrzmiał niepewnie. – Proszę… Proszę… Przestań! Przekraczasz granicę.

Spojrzenie Nathaniela było mroczne, nieczytelne. – Naprawdę?

Jej oddech uwiązł w gardle.

A potem – pocałował ją.

To nie było delikatne.

To było mocne. Bardzo Wymagające. Jak roszczenie.

Jego dłoń wsunęła się w jej Długie włosy, odchylając jej głowę do tyłu, gdy jego usta zderzyły się z jej wargami.

Lottie jęknęła w jego usta, fala gorąca eksplodowała intensywnie w jej ciele.

Powinna się odsunąć i działać szybko. Powinna to natychmiast przerwać.

Ale tego nie zrobiła, to znaczy, nie mogła.

Jej palce zacisnęły się na jego koszuli, trzymając się go mocno, jakby puszczenie go wprawiło ją w ruch spiralny.

Nathaniel warknął, głęboko i nisko, jego uścisk zacieśnił się, gdy przyciągnął ją bliżej – tak, że przylegała do jego ciała.

Jego druga dłoń musnęła jej talię, opuszki palców drażniły jedwab jej koszuli nocnej.

Boże.

To nie był tylko pocałunek.

To było tak pożerające i rozkoszne.

Tak bardzo ją pochłaniało.

Nie była pewna, czy jej się to podoba, ale jej uczucia szalały w tej chwili.

Co on jej zrobił?

Jego usta poruszały się na jej wargach z surowym, stłumionym głodem, jakby walczył z tym zbyt długo i w końcu poddał się temu palącemu pragnieniu.

A Lottie – Lottie płonęła żywcem.

Każda część jej ciała krzyczała o więcej i więcej.

Jej ciało wtapiało się w niego, jej oddech był drżący, gdy jego dłoń zsunęła się niżej – zbyt blisko, za dużo.

Zajęczała.

Nathaniel jęknął, głęboko i pierwotnie, jakby ten cichy dźwięk zniszczył ostatnią nić jego kontroli – Ach – jęknął, tak bardzo cię kocham.

Nie była pewna, czy dobrze usłyszała!

Jego zęby musnęły jej dolną wargę, ciche żądanie.

Lottie westchnęła, rozchylając usta.

A potem – rzeczywistość uderzyła z powrotem.

Odsunęła się gwałtownie, jej pierś unosiła się i opadała. – Nate…

Nie poruszył się.

Nie cofnął się – nawet na sekundę.

Jego oddech był szorstki, jego dłonie wciąż na niej – jedna obejmowała jej talię, druga zaplątana w jej włosy.

Jego wzrok spoczął na jej ustach.

Rozważał ponowny pocałunek.

Lottie zmusiła się, by mówić. – My… Nie możemy.

Szczęka Nathaniela drgnęła. Jego dłonie zacisnęły się – a potem, powoli, puścił.

Jego głos był mroczny. – Masz rację.

Lottie przełknęła ślinę, jej puls szalał.

Ledwo miała sekundę, by złapać oddech, zanim cofnął się o krok, przeczesując ręką swoje potargane włosy.

Potem, gdy myślała, że odejdzie, odwrócił się do niej.

Jego głos był cichy, zabójczy.

– Idź spać, Lottie. – Jego spojrzenie wypaliło się w niej. – Zanim zapomnę, dlaczego nie powinienem cię dotykać.

Potem, bez słowa, odwrócił się i wyszedł.

Zostawiając ją tam stojącą.

Wstrząśniętą. Pragnącą. Zrujnowaną.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Zimny jak lód Prezes | StoriesNook