„Vraxos! To Vraxos! To musi być on!”
Choć nawoływanie brzmiało, jakby dochodziło z daleka i było ledwie słyszalne, zdawało się rozbudzić we mnie wolę życia. Kopnąłem szpony zaciskające się na moich nogach i szybko skierowałem się ku powierzchni.
W momencie, gdy się wynurzyłem, szeroko otworzyłem usta, by zaczerpnąć potężny łyk powietrza, po czym zacząłem gwałtownie kaszleć. Kiedy odgarnąłem mokre






