Chwyciłam jednego z marynarzy za nogę i odciągnęłam go pod okap. W ten sposób był przynajmniej dalej od linii ognia.
Nagle usłyszałam czyjś zawodzący głos: „Panno Kaelen! Proszę mi pomóc! Mam zawał! Czuję, że zaraz umrę…”
Rozpoznałam ten głos – to był Henry. Pospiesznie zaczęłam szukać go wzrokiem wśród grupy marynarzy.
Znalazłam go skulonego, z wyrazem ogromnego bólu na twarzy.
„Czekaj na mnie!”






