Jaka była ostateczna forma zdrady?
To proste. Sytuacja, w której osoba, którą najbardziej kochałaś i której najbardziej ufałaś… była tą samą, która cię raniła.
Właśnie teraz tego doświadczałam, a zdrada wyszła od mężczyzny, którego kochałam.
Mój chłopak, z którym byłam od czterech lat, chciał mnie odrzucić — dla kobiety, którą dopiero co poznał. Wczoraj.
Stałam tam, sparaliżowana, w oszołomieniu słuchając, co mówi. Słyszałam słowa, ale zdawały się do mnie nie docierać.
Bo nic z tego nie miało sensu. Nie mogłam zrozumieć, co do mnie mówi… a może po prostu nie chciałam.
— Elaro, musisz zrozumieć — powiedział, a jego głos był opanowany, jakby to wszystko wcale mnie nie niszczyło. — Wiem, że obiecałem naznaczyć cię jako moją partnerkę, kiedy weźmiemy ślub, ale to było, zanim wczoraj poznałem Vanessę. Ona jest moją prawdziwą mate, moją przeznaczoną, i nie mogę zignorować więzi, która nas łączy. Nie mogę jej odrzucić. Więc… naprawdę mi przykro, ale muszę z tobą zerwać.
Zanim zdążyłam się powstrzymać, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Wzięłam gwałtowny, urywany oddech — moja pierś zacisnęła się, jakbym się dusiła. Nie mogłam oddychać.
Zane odnalazł swoją przeznaczoną.
A ona była tuż obok, w jego ramionach, podczas gdy on ze mną zrywał.
Dzień, którego zawsze się obawiałam, w końcu nadszedł — dzień, w którym zostałam odtrącona i porzucona przez mężczyznę, którego kochałam.
Ale co było w tym najsmutniejsze? Wiedziałam, że ten dzień wcześniej czy później nadejdzie.
Mimo to łudziłam się. Powtarzałam sobie, by mu ufać, by wierzyć w jego słowa, nawet wiedząc, jak potężna jest więź przeznaczenia.
Przecież obiecał, że nawet jeśli odnajdzie swoją mate, nadal będzie mnie kochał. Że mnie nie zostawi.
Jednak nie minął nawet dzień, a on złamał tę obietnicę, niszcząc wszystko, co budowaliśmy przez cztery lata.
To było niemal zabawne.
Paznokcie wbijały mi się w skórę, gdy zmuszałam się, by nie płakać. Podniosłam głowę, przenosząc wzrok na piękną rudowłosą kobietę w jego ramionach. Patrzyła na mnie z litością — jak na rannego psa.
Ale lekki grymas jej ust zdradził mi wszystko. Cieszyła się tym, patrzyła, jak się rozpadam.
Zanim zdążyłam zareagować, mój wzrok opadł na jej szyję — tam, gdzie widniał ślad po jego ugryzieniu.
W tej chwili poczułam, jak moje serce pęka na milion kawałków.
On już spędził z nią noc i naznaczył ją jako swoją partnerkę.
— Elaro… — zawołał Zane, robiąc krok w moją stronę. Wyciągnął ręce do moich dłoni, a w jego oczach malowało się poczucie winy, ale i determinacja.
— Wiem, że teraz cierpisz, ale wiesz, że odrzucenie mojej przeznaczonej wpłynęłoby na mojego wilka, a ja nie mogę…
— Nie obchodzi mnie więź przeznaczenia, kochanie — przerwałam mu z gorzkim śmiechem, powtarzając słowa, które on zawsze mi mówił. Kolejne łzy spływały mi po twarzy, bez względu na to, jak bardzo starałam się je powstrzymać.
— Nie obchodzi mnie, czy ta więź na mnie wpływa. Nasza miłość to coś więcej niż jakaś mistyczna siła. Nigdy bym cię nie zostawiła. Chcę, żebyśmy byli razem… żebyśmy się razem zestarzeli i mieli małe szczenięta podobne do nas!
Mój głos podnosił się z każdym słowem, każde wspomnienie rozdzierało mi pierś, a on szeroko otworzył oczy.
— Więc nie martw się. Nie myśl o tym — szepnęłam teraz, a mój głos drżał, gdy szloch zaczął się przez niego przebijać. — Nigdy bym cię nie zdradziła…
— Elaro… — szepnął, ale wyrwałam ręce z jego uścisku.
Te dłonie, które niegdyś kochałam, teraz mnie parzyły. Teraz budziły we mnie obrzydzenie.
— A jednak wystarczyła jedna noc, byś wyrzucił do kosza wszystko, co mówiłeś mi przez cztery lata, Zane! — ryknęłam, unosząc pięść i uderzając go w pierś.
— Cztery pieprzone lata, a ty zapomniałeś każde słowo, byle tylko przespać się z kimś innym i ją naznaczyć?!
Z każdym wyrzucanym słowem moje pięści uderzały w jego pierś, ale on się nie odzywał — nie kłócił się.
Tylko spuścił wzrok z poczuciem winy, pozwalając mi się uderzać raz za razem.
— Dlaczego, Zane… Dlaczego za każdym razem musiałeś mnie zapewniać? Dlaczego kazałeś mi sobie ufać, skoro i tak zamierzałeś mnie zdradzić? Dlaczego? Dlaczego?!
Odepchnęłam go, upadając na ziemię i wybuchając jeszcze głośniejszym płaczem, a łzy zamazywały wszystko wokół mnie.
Dlaczego mi to zrobił?
Po śmierci mojego ojca… po tym, co stało się z moją matką…
On był jedyną osobą, która naprawdę przy mnie była.
A teraz?
Teraz nie mogłam się nawet zmusić, by go znienawidzić.
To było najgorsze.
Nawet nie byłam na niego wściekła.
Byłam po prostu… zraniona.
— Proszę, nie bądź smutna, Elaro — wtrącił się piskliwy kobiecy głos, a po chwili usłyszałam stukot obcasów zbliżających się do mnie.
— Wiem, że masz prawo tak się czuć, ale to naprawdę nie wina Zane'a, rozumiesz? Wiesz przecież, jak silna jest więź przeznaczenia, prawda? Kiedy Zane i ja się spotkaliśmy, nie mogliśmy nad tym zapanować — po prostu musieliśmy się połączyć. Nie dało się tego powstrzymać.
Zamilkła na chwilę, po czym dodała słodkim tonem:
— Ale domyślam się, że tego nie zrozumiesz… skoro nie masz wilka.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nią gniewnie przez łzy, zaciskając dłonie w pięści.
Wiedziałam, kim jest. Nazywała się Vanessa. Kiedyś była moją przyjaciółką, zanim tamtego dnia moje życie legło w gruzach. Zanim mój ojciec, który był Betą poprzedniego Alfy, zmarł.
Mój ojciec był Betą watahy Blackspire, ale kiedy trzy lata temu on i Alfa wyruszyli na wojnę przeciwko włóczęgom, nigdy nie wrócili tacy sami.
Nie — nie wrócili żywi.
Powrócili jako zwłoki.
I jakby tej straty było mało, moja matka tego samego dnia próbowała odebrać sobie życie, używając tojadu — trucizny zabójczej dla wilkołaków.
Nie umarła wtedy, ale od tamtej pory pozostaje w śpiączce, jej życie wisi na włosku, a żaden szpital nie jest w stanie jej pomóc. Od tamtego czasu wydałam cały nasz rodzinny majątek na znachorów, mając nadzieję, że któryś z nich ją wyleczy.
Gdy skończyły się pieniądze i nikt nie chciał pomóc, pojawił się Zane. Pomógł nam, bo nasze rodziny zawsze były blisko, gdy mój ojciec żył, a Zane i ja byliśmy parą.
Wszystko, co wydarzyło się tamtego dnia — śmierć, śpiączka, złamane serce — sprawiło, że stałam się „bezwilcza”.
Bo tamten dzień był dniem moich osiemnastych urodzin.
Dniem, w którym mój wilk powinien był się przebudzić.
I według jednego ze znachorów, u których byłam… żal i rozpacz zerwały moją więź z nią.
Nigdy nie usłyszałam jej głosu. Nigdy się nie przemieniłam. Ona nigdy nie przyszła.
— Wiesz, to właściwie zabawne, że myślałaś, że możesz być z moją drugą połówką — prychnęła Vanessa z kpiną w głosie. — Nawet jeśli on jest Betą najpotężniejszej watahy… a ty nie masz wilka. To chyba twoja wina, że byłaś tak naiwna.
Patrzyłam, jak Zane sięga po jej dłoń, kręcąc lekko głową, jakby próbował ją powstrzymać.
Tak. Zane był obecnym Betą trzech braci trojaczków, Alf watahy Blackspire.
Po śmierci poprzedniego Alfy i Bety, władzę przejęli trzej synowie Alfy, a ponieważ mój ojciec nie miał syna, stanowisko Bety przeszło na rodzinę Zane'a.
— Co? Dlaczego wciąż starasz się być dla niej miły, Zane? — warknęła Vanessa, piorunując go wzrokiem. — Czy nie mówiłeś, że nigdy jej nie kochałeś? Że tylko ci było jej żal? Nie podoba mi się bycie „tą drugą”, skoro ewidentnie jestem twoją mate.
Zane wyglądał na zmieszanego, zerknął na mnie, po czym szybko odwrócił wzrok, jakby nie mógł spojrzeć mi w oczy.
Z moich ust wyrwał się gorzki prych, a dolną wargę przygryzłam tak mocno, że poczułam krew.
— Vanessa, przestań… — zawołał Zane, ale ona tylko prychnęła i skrzyżowała ramiona na piersi.
— Nic mnie to już nie obchodzi. Nie będę cię słuchać. Obiecałeś, że zerwiesz z nią wszelkie kontakty i zaczniesz od tego, że przestaniesz płacić rachunki za szpital jej matki.
Świat wokół mnie zdawał się zatrzymać, gdy w szoku spojrzałam na Zane'a.
Nawet przy tym wszystkim, co się działo… nie mógł tego zrobić.
Zane mógł ze mną zerwać.
Mógł mnie zdradzić.
Ale nie mógł, nie przestałby płacić za szpital mojej matki.
Bo nawet jeśli szpital nie mógł jej wyleczyć, to była jedyna przyczyna, dla której ona wciąż oddychała.
A jeśli on przestanie… wtedy moja matka naprawdę umrze.
Zane patrzył na Vanessę z niedowierzaniem, po czym się skrzywił.
— Vanessa, nie mogę tego zrobić cioci. Jeśli to zrobię, Elara nie będzie miała z czego zapłacić i ona tego nie przeżyje — powiedział, a ja po raz pierwszy dzisiaj odetchnęłam z ulgą.
Przez chwilę widziałam w nim mężczyznę, w którym się zakochałam.
Człowieka, który przysiągł mnie chronić.
Ale ta ulga była krótkotrwała.
Vanessa spojrzała na Zane'a z furią i prychnęła.
— No dobrze, świetnie. Skoro tego nie zrobisz, to odrzućmy się nawzajem. A to odrzucenie zabije dziecko, które noszę!
Zamarłam.
Jej słowa uderzyły we mnie jak policzek i zdaje się, że nie byłam jedyną oszołomioną osobą, bo oczy Zane'a rozszerzyły się, a on cofnął się o krok.
— C-czy ty właśnie powiedziałaś… dziecko? — wykrztusił.
Spojrzałam na pełną satysfakcji twarz Vanessy, a słowa opuściły moje usta w niemal transie.
— J-jeśli jesteś w ciąży, to znaczy…
Ale ona, jakby już wiedziała, co chcę powiedzieć, uniosła podbródek i uśmiechnęła się drwiąco.
— Tak, Elaro. Wczoraj to nie był pierwszy raz, kiedy się spotkaliśmy i zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Znamy się od miesiąca, ale Zane nie chciał ci mówić, bo nie chciał cię zranić. Ale jestem w ciąży z jego dzieckiem. Więc… co możemy z tym zrobić?
Pokręciłam głową, zaciskając powieki, nie chcąc w to wierzyć.
— Kłamiesz… kłamiesz… — szepnęłam bez tchu.
Potem odwróciłam się do Zane'a, modląc się, by zaprzeczył.
By powiedział mi, że to nieprawda.
Ale Zane nie spojrzał mi w oczy.
Spuścił głowę, a na jego twarzy malowały się poczucie winy i wstyd.
Ciche westchnienie wyrwało się z moich piersi, gdy patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
To nie było kłamstwo.
Zane naprawdę zdradził mnie w najgorszy możliwy sposób.






