languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Astrid van den Berg29 cze 2026

02 | Zerwać wszelkie więzi

Wszystko nabrało sensu.

Teraz, gdy o tym pomyślałam, wszystko stało się jasne. Te nocne spotkania z trojaczkami Alfa, które zdarzały się częściej niż powinny; nieznajome damskie perfumy, które czasem od niego wyczuwałam, gdy wracał do domu… a nawet ta przeklęta plama czerwonej szminki na jego koszuli, którą widziałam w zeszłym tygodniu.

Z moich ust wyrwał się pełen niedowierzania prych, a ja zachichotałam gorzko pod nosem.

Były znaki. Tak wiele znaków. Ale ja wolałam je ignorować. Wmawiałam sobie, że Zane wystarczająco pomógł mnie i mojej rodzinie, że zapewniał mnie o swojej lojalności i że nie zrobiłby czegoś takiego.

Ale to były tylko mrzonki głupca.

Powinnam była słuchać tego natrętnego głosu w mojej głowie. Ale tego nie zrobiłam.

A teraz…

— A-więc przez cały ten czas… przez ostatni miesiąc zdradzałeś mnie z nią? Odnalazłeś swoją przeznaczoną i ukrywałeś to przede mną? To właśnie chcesz mi powiedzieć? — zapytałam, a mój głos drżał, gdy wpatrywałam się w Zane'a.

Spuścił głowę ze wstydu, odmawiając spotkania się ze mną wzrokiem, wyglądając na całkowicie zmieszanego.

— Ja… ja nie wiedziałem, że ona jest w ciąży, przysięgam, że nie wiedziałem…

— Ale teraz już wiesz — przerwała mu ostro Vanessa. — Więc co zamierzasz zrobić? Zerwać z nią wszelkie kontakty… czy stracić nasze dziecko?

Oboje odwróciliśmy się w stronę Vanessy w tym samym momencie. Stała z rękami na biodrach, piorunując Zane'a wzrokiem, a jej pomalowane na czerwono usta wykrzywiały się w głębokim grymasie.

Moja pierś zacisnęła się, gdy patrzyłam, jak daleko jest w stanie się posunąć, by zmusić Zane'a do całkowitego odcięcia się ode mnie. Nie byłam nawet pewna, co jej zrobiłam.

Choć nigdy nie byłyśmy blisko, kiedyś uważałam ją za koleżankę, kilka razy spędzałyśmy razem czas. Ale wszystko zmieniło się po tym, co spotkało moją rodzinę.

Wszystkie moje tak zwane przyjaciółki, w tym Vanessa, wyraźnie się ode mnie odsunęły.

Według nich nie należałam już do ich sfery społecznej.

Ale to?

To wykraczało poza wszystko, co mogłam sobie wyobrazić.

Posunąć się do szantażowania Zane'a, by przestał płacić za szpital mojej matki, mając pełną świadomość, że bez tego ona umrze… tego nie potrafiłam pojąć.

Co ja jej zrobiłam?

Czym sobie na to zasłużyłam?

Łzy płynęły swobodnie po moich policzkach, gorące i nieubłagane, gdy spuściłam głowę, wiedząc już, jak to się skończy.

Nie było mowy, by Zane nadal mi pomagał, gdy w grę wchodziło jego nienarodzone dziecko.

— Vanessa — zawołał Zane bez tchu i patrzyłam, jak robi krok w jej stronę, wyciągając dłoń, a jego oczy błagały, jakby desperacko nie chciał dokonywać tego wyboru.

— Proszę, bądź rozsądna. Ciocia to jedyna osoba, jaka została Elarze na tym świecie. Rachunki ze szpitala są wysokie, ona sama sobie nie poradzi. Jeśli zostanie z tym sama, ciocia umrze. Obiecuję, że całkowicie zerwę z nią kontakt… ale nie każ mi robić tego.

Usta Vanessy wykrzywiły się w warknięciu, gdy szarpnięciem wyrwała rękę i spojrzała na niego z wściekłością.

— A co to ma wspólnego ze mną? Dlaczego to ja zawsze muszę być tą wyrozumiałą? Dlaczego miałoby mnie obchodzić, co się z nią stanie? — Jej głos drżał z furii, gdy wskazała na mnie palcem, a jej oczy płonęły nienawiścią i zazdrością.

— Nie mogę uwierzyć, że przez cały miesiąc pozwalałam ci mnie ukrywać, bo nie chciałeś ranić jej cennych uczuć — prychnęła gorzko. — Ciągle powtarzałeś, że to nie jest odpowiedni moment, żeby jej powiedzieć, że stan zdrowia jej matki się pogarsza, ale dość tego. Jestem twoją mate. Nigdy nie będę tą drugą. Wybór należy do ciebie, Zane. Albo zerwiesz z nią wszelkie kontakty… albo nawzajem się odrzucimy.

Zane wyglądał na nieco zaskoczonego, jakby nie zdawał sobie sprawy, że ona tak się czuła.

— A-ale… — wykrztusił, próbując znaleźć odpowiednie słowa, ale zanim zdążył dokończyć, wzięłam drżący wdech i mu przerwałam.

— Proszę… — szepnęłam, a mój głos był ledwo słyszalny.

Oboje odwrócili się do mnie w tym samym czasie, ale ja utkwiłam wzrok w Vanessie. Gdy patrzyła na mnie ze zdziwieniem, powoli zaczęłam pełznąć w jej stronę, zatrzymując się tuż przed nią, co całkowicie ją zaskoczyło.

W tamtej chwili świat zdawał się okrutnym żartem, gdy powoli splotłam dłonie i uniosłam je przed sobą.

Tak, miałam zamiar błagać kobietę, która od miesiąca sypiała z moim chłopakiem. Miałam zamiar wyrzucić ostatnie resztki godności i błagać.

Od moich osiemnastych urodzin życie było jedynie pasmem udręk, ale bez względu na to, co się działo, nie mogłam stracić matki. Ona była jedyną rzeczą, która trzymała mnie przy życiu.

Więc… błagałam.

— Proszę, Vanessa… nie rób mi tego. Wiem, że jesteś zła, ale obiecuję, że zerwę wszelkie kontakty z Zane'em. Tylko… proszę, nie pozwól mu przestać płacić.

Zwłaszcza nie teraz — teraz, gdy moja matka wkrótce potrzebowała operacji. Nawet jeśli jej nie wyleczy, utrzyma ją przy życiu wystarczająco długo, bym mogła znaleźć znachora na tyle zdolnego, by jej pomógł. A z moją pracą w restauracji nie było mowy, bym zdołała zebrać tyle pieniędzy na czas.

— P-proszę, po raz ostatni… moja mama potrzebuje tej operacji — błagałam, a mój głos się łamał. — On nie musi mi dawać tych pieniędzy za darmo — przysięgam, że oddam mu je tak szybko, jak będę mogła. Więc… proszę, nie rób tego.

Widziałam, jak Zane odwraca wzrok od tej sceny, zaciskając dłonie w pięści.

Vanessa zmrużyła oczy, ale jej wyraz twarzy zmienił się w mgnieniu oka. Kącik jej ust drgnął w rozbawionym uśmieszku, gdy jej wzrok spoczął na mnie.

W jej oczach malowała się radość, gdy patrzyła na mój płacz. Powoli wykrzywiła usta w kpiącym uśmiechu i podeszła do mnie, kładąc ręce na biodrach i patrząc na mnie z góry.

— Ojej, to naprawdę smutne i współczuję ci, Elaro — powiedziała przesłodzonym głosem. — Ale to nie ja podejmuję tę decyzję. Ten wybór należy do Zane'a.

Odwróciła się do Zane'a, który wciąż miał spuszczoną głowę.

— Prawda, kochanie? Więc, co wybierzesz?

Jej ton był pewny siebie, gdy pytała Zane'a, gładząc się po brzuchu, wyraźnie wiedząc już, jaka będzie jego odpowiedź.

I gdy Zane wypuścił z siebie westchnienie frustracji, a jego pięści powoli się rozluźniły, wiedziałam — już podjął decyzję.

Świeże łzy zamazały mi obraz, gdy uniosłam dłoń do twarzy, a moim ciałem wstrząsnął szloch.

— Elaro… — szepnął. — Naprawdę mi przykro, ale to moje dziecko. Nie mogę…

— Oczywiście, że nie możesz — przerwałam mu z gorzkim śmiechem. — Oczywiście, że nie możesz odrzucić swojej przeznaczonej, gdy jest w ciąży.

Powoli podniosłam się z ziemi, choć moje nogi wydawały się zbyt słabe, by mnie utrzymać.

Każdy inny na jego miejscu dokonałby takiego samego wyboru. Nie spodziewałam się niczego innego, byłoby samolubstwem z mojej strony mieć nadzieję na coś innego.

Wzięłam głęboki, drżący oddech i otarłam łzy, zanim spojrzałam mu w oczy. Jego znajome niebieskie oczy spotkały moje, a w nich zobaczyłam to wyraźnie — litość.

Teraz to do mnie dotarło, to było spojrzenie, którym zawsze mnie darzył. Kiedy tragedia dotknęła moją rodzinę… kiedy zaczął pomagać w opłacaniu rachunków za szpital mojej matki… kiedy szeptał te słowa —

„Kocham cię”.

„Nigdy cię nie zostawię”.

„Wystarczasz mi”.

— To zawsze było to samo spojrzenie.

Spojrzenie pełne litości.

Zane nigdy mnie nie kochał. Nie… on mi współczuł.

A ja byłam głupcem, który wiedział o tym głęboko w środku, ale wciąż wolał mu wierzyć.

— Elaro… — szepnął, ale podniosłam rękę i otarłam łzy, kręcąc głową, by go uciszyć.

— Nic nie mów… proszę. — Cofnęłam się o krok. — Nawet jeśli ostatecznie tylko mnie zraniłeś, wciąż jestem wdzięczna za pomoc przez te wszystkie lata. Więc… dziękuję ci, Zane. I gratuluję tego, że zostaniesz ojcem.

To było wszystko, na co było mnie stać, zanim odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia, nie oglądając się za siebie.

— Elaro… — usłyszałam jeszcze jego szept.

Ale nie pobiegł za mną.

Nawet gdy wyszłam prosto w ulewny deszcz spadający z nieba.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki