To był rytuał.
Mający na celu znalezienie odpowiedniej wilczycy, która zostanie naznaczona przez trojaczki Alfa: Zandera, Kellana i Sorena.
Tak, tych trzech bezwzględnych mężczyzn, którzy praktycznie rządzili całym światem wilkołaków. Byli potężni i tak hipnotyzujący jak księżyc wiszący na niebie. Byli idealni… ale byli przeklęci.
Słyszałam opowieści o tych mężczyznach, o tym, jak sama bogini ich przeklęła. Mimo że zostali obdarowani potężnymi wilkami, nie byli takimi Alfami, jakich sobie wyobrażała.
Byli bezlitośni, zabijali bez wyrzutów sumienia. Ale tym, co naprawdę zniesmaczyło boginię, były ich cielesne żądze.
Mówiono, że Zander, Kellan i Soren pragnęli jednej rzeczy ponad wszystko — seksu.
Używali go, by zabijać czas, oddając się przyjemnościom bez opamiętania. Będąc fantazją niemal każdej wilczycy, niezliczone kobiety rzucały im się do stóp. A im było wszystko jedno, z kim sypiają, dopóki zaspokajało to ich potrzeby.
Ale dla bogini było to nieczyste.
Seks był święty, przeznaczony głównie dla partnerów, a nie traktowany jako przelotna uciecha.
I dlatego ich przeklęła. Jeśli nie odnajdą i nie naznaczą swojej przeznaczonej towarzyszki przed dwudziestymi szóstymi urodzinami, umrą.
Ale to nie była najokrutniejsza część.
Bogini dała im jedną wspólną towarzyszkę — kobietę, której żaden z nich nie mógł wyczuć. Nie dowiedzieliby się nawet, kim jest, dopóki by jej nie posiedli i nie naznaczyli.
To wyjaśniało, dlaczego właśnie szłam korytarzami domu watahy należącego do tych właśnie mężczyzn, a ich służący podążali za mną. Ich głosy cichły w tle, zagłuszane przez łomot mojego serca.
Dziś to ja zostałam wybrana, by spędzić noc z trojaczkami Alfa.
Nazywali to szczęściem — mówili, że nawet jeśli nie jestem ich towarzyszką, to już jedna noc z Zanderem, Kellanem i Sorenem była marzeniem każdej kobiety.
Każdej, tylko nie moim.
Nie chodziło o to, że ich uroda nie robiła na mnie wrażenia jak na innych — jak mogłaby nie robić, skoro wyglądali jak żyjący bogowie?
Ale powód, dla którego to robiłam… nie wynikał z mojej woli.
Robiłam to, bo nie miałam wyboru, bo jeśli chciałam utrzymać ją przy życiu, musiałam.
— Pamiętaj, czego cię nauczyliśmy, dziecko — powiedziała Teresa, główna ochmistrzyni, ze smutnym uśmiechem, gdy zatrzymałyśmy się przed wielkimi, złotymi drzwiami. Jej uśmiech był szeroki i wyćwiczony, jak u kogoś, kto robił to już wiele razy (co zresztą było prawdą).
— Nie kwestionuj tego, o co proszą cię Alfy. Nie wpatruj się w nich zbyt długo bez pozwolenia. Zwracaj się do nich osobno: Alfa Zanderze, Kellanie i Sorenierze. I pod żadnym pozorem nie próbuj nawiązywać z nimi rozmowy, chyba że otrzymasz na to pozwolenie.
Powtórzyłam jej instrukcje słowo w słowo, dokładnie tak, jak mnie nauczyła.
Kąciki jej ust uniosły się w uśmiechu, skinęła głową i sięgnęła do drzwi. Popychając je, wymruczała pod nosem:
— Życzę ci powodzenia, Elaro.
— Dziękuję za pomoc, Tereso — szepnęłam i posłałam jej słaby uśmiech.
W chwili, gdy drzwi się otworzyły, przełknęłam nerwowo ślinę i patrzyłam, jak służący odwracają się i odchodzą, nie rzucając mi ani jednego spojrzenia.
Przez krótką chwilę stałam bez ruchu, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, spowitą mrokiem. Biorąc głęboki oddech, przygotowałam się na to, co nieuniknione.
W każdym calu sprzedawałam swoje ciało. Więc powiedziałam sobie, że zamknę oczy i pozwolę, by szybko się to skończyło.
Taki był plan.
Ale gdy tylko weszłam do pokoju, drzwi zatrzasnęły się za mną — jednak to nie to sprawiło, że zamarłam w miejscu.
Powodem, dla którego mój oddech uwiązł w gardle, a ciało zadrżało, byli trzej mężczyźni stojący przede mną, których wzrok spoczął na mnie w sekundzie, gdy weszłam. Powodem była ich uroda.
O bogini.
Jak ktokolwiek mógł wyglądać tak zapierająco dech w piersiach? Mimo że widziałam ich już wcześniej, nadal byli absolutnie olśniewający.
Nie byli umięśnieni w ten pospolity sposób, jak większość mężczyzn. Nie, ich piękno było czymś zupełnie innym — wyrafinowanym, uderzającym.
Byli nieskazitelni, a jednocześnie pozbawieni kobiecych cech. Ich twarze były identyczne, wyrzeźbione tak idealnie, jakby bogini poświęciła mnóstwo czasu na stworzenie arcydzieła.
Jedyną zauważalną różnicą między nimi były włosy. Zander miał długie, czarne włosy, Soren brązowe, a Kellan miękki blond — więc wiedziałam, że to Kellan leży na łóżku, a jego usta wyginają się w rozbawionym uśmieszku, gdy tylko mnie zobaczył. Głowę opierał leniwie na dłoni, a kiedy mówił, wyglądał jak postać wyjęta prosto z jednej z tych bajek, które mama mi czytała — ten typ księcia, który zwala z nóg.
— O, ta jest inna. Nie jestem pewien dlaczego, ale pachnie smaczniej niż pozostałe, bracia. Coś mi mówi, że to nasza towarzyszka — zanucił, przesuwając językiem po dolnej wardze, a jego oczy błądziły po moim ciele, jakbym była posiłkiem, który zamierza pożreć.
— Czy nie mówiłeś tego samego o tej, którą pieprzyliśmy wczoraj? I przedwczoraj? — wtrącił chłodny, niewzruszony głos.
Przeniosłam wzrok na mężczyznę bez koszulki, siedzącego na kanapie. Miał wzrok utkwiony w książce i od niechcenia przewracał kartki.
Gdy się mu przyglądałam, przez głowę przemknęła mi myśl: jeśli Kellan wyglądał jak książę, to Soren był pięknym, błyskotliwym mężczyzną stworzonym po to, by cię zniszczyć.
— Ale masz rację co do tej… pachnie wybornie — wymruczał pod nosem, a jego oczy spoczęły na mnie.
Przez krótką chwilę dostrzegłam w nich błysk rozpoznania, ale zniknął on równie szybko, jak się pojawił. Zamknął książkę i oparł głowę na dłoni, mrużąc na mnie oczy z zaciekawieniem.
— Nieważne, czy ładnie pachnie, czy nie. Liczy się znalezienie naszej towarzyszki — odbił się echem inny głęboki głos, a mój wzrok powędrował do trzeciego trojaczka, siedzącego na parapecie i sączącego wino z kieliszka.
Alfa Zander.
Mroczny rycerz.
— Nie mamy się nimi cieszyć. — Przy ostatnim słowie jego oczy błysnęły jasną, upiorną bielą, gdy przechylił głowę, by na mnie spojrzeć.
Zanim zdążyłam zareagować, Kellan nagle znalazł się przede mną, sprawiając, że drgnęłam i o mało się nie potknęłam. Ale jego dłoń oplotła moją talię, przyciągając mnie bliżej, tak blisko, że z moich ust wyrwało się westchnienie, gdy dzieliły nas zaledwie centymetry.
Przyglądał mi się, studiował mnie, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku.
„Nie wpatruj się w nich zbyt długo bez pozwolenia”.
Ostrzeżenie służącej odbiło się echem w mojej głowie, sprawiając, że moje oczy rozszerzyły się, po czym szybko spuściłam wzrok.
— Spójrz w górę, mała wilczyco — zażądał Kellan, a ja natychmiast usłuchałam.
Tym razem obok Kellana stał Soren, wpatrując się we mnie uważnie mrużonymi oczami.
— Jak masz na imię, wilczyco? — zapytał Soren, obchodząc mnie dookoła. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, gdy przycisnął się do moich pleców, więżąc mnie między sobą a Kellanem.
„Zwracaj się do nich osobno: Alfa Kellanie, Sorenierze i Zanderze”.
— N-Nazywam się Elara, Alfa Sorenierze — wykrztusiłam, zaciskając pięści, gdy Soren pochylił się, odgarnął mi włosy i powoli wciągnął nosem zapach mojej szyi.
Zanim jednak zdążyłam to przetrawić, Kellan wyciągnął rękę i chwycił mnie za podbródek, zmuszając do spojrzenia mu w oczy. Rozbawiony uśmiech, który błąkał się na jego ustach, i upiorna biel jego oczu sprawiły, że żołądek mi zamarł.
— Elara — wymruczał, po czym zaśmiał się cicho, a jego wzrok padł na moje usta. I gdy tylko Soren odsunął się ode mnie, Kellan dodał:
— No cóż, Elaro. Klęknij przede mną. Zróbmy użytek z tych ślicznych ust.






