Budzę się kilka godzin później. Moje ciało napina się, gdy czuję, jak samolot zmienia kurs, pochylając się… w dół? Tak mi się wydaje. Oddech grzęźnie mi w piersi, a ja gwałtownie podnoszę głowę, by spojrzeć na Finniana Sullivana, który już na mnie patrzy.
— Spokojnie, mała — mruczy, gładząc mnie delikatnie po plecach. — Lądujemy, nie rozbijamy się. Nie masz się czym martwić.
— Skąd wiesz, jaka to






