languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Emilyyyyy15 cze 2026

Dzisiejsze spotkania i sprawunki toczyły się w pędzie, a zanim nadszedł czas spotkania z Desmondem, Ari była wykończona. Piła właśnie trzecią kawę, a jej stopy pulsowały z bólu w ciasnych szpilkach.

Mimo to udało jej się dotrzeć na spotkanie z Desmondem nieco wcześniej. Usiadła przed jego biurkiem i westchnęła, w końcu dając odpocząć obolałym stopom.

— Ciężki dzień? — spytał z uśmiechem Desmond zza biurka.

Ari uśmiechnęła się do niego. — Musiałam kupić mu kolejny telefon — powiedziała dyrektorowi finansowemu, wskazując na małą torebkę, którą miała ze sobą.

Desmond zaśmiał się cicho. — Nie jestem zdziwiony. Widziałem te jego tyrady na Pinnacle wczoraj wieczorem i domyśliłem się, że skończy się to jak zawsze. — Pokręcił głową z kolejnym śmiechem.

— Mówiłam mu, żeby tam więcej nie wchodził. Nie wiem, dlaczego po prostu nie słucha — powiedziała ze zmęczonym westchnieniem.

— Może dlatego, że nie ma ochoty słuchać — stwierdził beznamiętnie Callum z progu gabinetu Desmonda.

Ari posłała mu surowe spojrzenie. — Po co zadawać sobie trud zatrudniania specjalistki od PR-u jako asystentki, skoro nie zamierza pan słuchać jej opinii na temat tego, jak radzić sobie z opinią publiczną? — zapytała ostrożnie.

Callum usiadł na krześle obok niej. Wyglądał na całkowicie znudzonego, a ona po raz kolejny zastanawiała się, jak człowiek taki jak on i człowiek taki jak Desmond zdołali stworzyć Vane Corp przed laty.

— Mówiłem ci wcześniej i powtórzę raz jeszcze. Nie pozwolę, by moje życie było kwestionowane przez tych internetowych gnojków — powiedział stanowczo. Sięgnął po torebkę z nowym telefonem, a ona podała mu ją bez słowa.

Desmond westchnął głośno. — Właśnie dlatego akcje spadają, Callum. Twoje zachowanie nigdy nie było wzorowe, ale staje się coraz bardziej nieprzewidywalne. Postrzeganie ciebie przez opinię publiczną przekłada się bezpośrednio na sprzedaż i zabezpieczanie potencjalnych umów z innymi firmami — wyjaśnił, marszcząc brwi. — Akcje spadły niemal dwukrotnie bardziej niż w ciągu ostatnich kilku lat. I stało się to w ciągu zaledwie kilku ostatnich miesięcy — zakończył łagodnie Desmond.

Spojrzała na Calluma z niezadowoleniem. — Ma rację. Pana podejście zarówno do prasy, jak i do ludzi w sieci, jest pozbawione jakiegokolwiek człowieczeństwa. To godzi w fundamenty Vane Security, którymi jest pomoc w śledztwach policyjnych i bezpieczeństwo domowe — przypomniała szefowi.

Callum parsknął i ucisnął nasadę nosa. — Więc co chcecie, żebym zrobił? — zapytał niecierpliwie oboje.

Ari spojrzała wyczekująco na Desmonda. Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, co robić. Rozmowy z Callumem i przypominanie mu, dlaczego kłótnie z nastolatkami w internecie czy rzucanie aparatem fotografa to zły pomysł, nigdy nie działały. Ari nie była pewna, czy cokolwiek jest w stanie do niego dotrzeć.

— Tracimy pracowników w zastraszającym tempie. W ich środowisku pracy nie ma już życia — dodała dla lepszego efektu. To była prawda, w firmie nie było już ducha ani dumy. To, co niegdyś było tętniącą życiem, rozwijającą się firmą, teraz było bezbarwną i powoli gasnącą iskrą.

Coś musiało się zmienić. I to szybko.

— Mam propozycję — zaczął ostrożnie Desmond. Ari i Callum spojrzeli na niego z zaciekawieniem, a on odchrząknął. — Myślę... Cóż, Callum, myślę, że powinieneś wejść z kimś w związek. To musi być ktoś o odpowiedniej osobowości. Ktoś, kogo mógłbyś otwarcie pokazać światu i kto poradzi sobie z nieuniknionym blaskiem fleszy. Potrzebujesz kogoś charyzmatycznego, kto będzie błyszczeć, gdy ty sam zdecydujesz się na narzekanie — mówił dalej monotonnym głosem.

Nie mogła powiedzieć, by była całkowicie zaskoczona propozycją Desmonda. Callum był w końcu trzydziestodwuletnim kawalerem. Rozumiała, że publiczność może przyciągnąć wizja pozornie niedostępnej, twardej osoby randkującej z kimś mniej wymagającym.

Jeśli istniał jakikolwiek sposób, by pokazać ludzką twarz Calluma opinii publicznej, musiał to zrobić. Musiał spróbować. Inaczej Vane Corp zostanie zrównane z ziemią.

— Uważam, że to fantastyczny pomysł — zgodziła się gorliwie. — Jeśli może pan wydać się choć trochę bardziej... przystępny lub ludzki na poziomie osobistym, musimy to pokazać — dodała. — A to oznacza posiadanie dziewczyny.

— Żony — powiedział nagle Desmond.

Ari odwróciła się do Desmonda, podczas gdy Callum zmarszczył brwi tak mocno, że jego twarz wyglądała na powykręcaną i pełną napięcia.

— Chodzi mi o kogoś, z kim mógłbyś się umówić na fikcyjne małżeństwo. Kontrakt.

Twarz Ari rozjaśniła się, zanim spojrzała na szefa. — Właśnie tak! Posiadanie narzeczonej, kogoś, kogo „poślubisz”, jest bardziej przekonujące niż posiadanie dziewczyny.

Callum patrzył na Ari i Desmonda, jakby każdemu z nich wyrosła druga głowa, a ona wiedziała, że już teraz walczy na straconej pozycji.

— W ile kłótni na Pinnacle wdał się pan wczoraj? — postanowiła zapytać.

Szef posłał jej groźne spojrzenie, ale nawet nie drgnęła. Była przyzwyczajona do jego taktyki, a Desmond miał rację z tym pomysłem.

— Ile telefonów zużył pan w samym tylko ostatnim tygodniu? — naciskała.

Callum westchnął i potarł czoło, wyraźnie poirytowany. Przeczesał palcami włosy, odgarniając grzywkę. — Wdaję się tylko w takie kłótnie na Pinnacle, które są warte mojego czasu — mruknął.

Ari niemal wybuchnęła śmiechem. — Walka z, bo ja wiem, dwunastolatkami, jest warta pana czasu? — zapytała rozbawiona, unosząc brwi.

— Odwal się. Ten wczorajszy był cholernym tyranem — upierał się Callum, posyłając jej kolejne spojrzenie.

Pokręciła głową. — Proszę pana, czy nie zatrudnił mnie pan dlatego, że skończyłam studia z podwójnym kierunkiem: public relations i zarządzanie biznesem? — zapytała.

Ari była już wykończona próbami wpłynięcia na jego decyzję, ale to nie była sytuacja, w której mogła odpuścić, i dobrze o tym wiedziała. Coś musiało pęknąć, a to był logiczny pomysł.

— Mogę cię równie szybko zwolnić, Ari — przypomniał jej Callum, ale w jego głosie brakowało jadu. Wiedziała tak samo dobrze jak on, że bez niej by utonął. Przed nią przerobił wystarczająco wielu asystentów, by zdać sobie z tego sprawę.

— Niech pan o tym pomyśli. Ma pan trzydzieści dwa lata. Nigdy z nikim się pan otwarcie nie spotykał. Jeśli wybierze pan odpowiednią partnerkę, może pan wydać się o wiele bardziej ludzki i przystępny. Kilka gal, parę zdjęć, posty w mediach społecznościowych. To ma sens. Jest pan pożądaną partią w tym mieście, zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn — kontynuowała próby przekonania Calluma.

Wiedziała chyba lepiej niż ktokolwiek inny, że Callum nie randkuje. Nie była do końca pewna, czy on w ogóle wie, jak to się robi. Nie potrafiła sobie wyobrazić kogoś takiego jak prezes Vane Corp będącego... na tyle otwartym, by z kimś się spotykać. Ta koncepcja nie mieściła się jej w głowie.

Oczywiście wiedziała, że zdarzają mu się przygody na jedną noc. Raz czy dwa natknęła się na kobiety wychodzące z jego penthouse'u, gdy podrzucała mu pranie, ale na tym kończyły się wszelkie relacje.

Desmond siedział cicho podczas jej przemowy, uważnie obserwując ich oboje. Nie była pewna, czy on będzie miał więcej szczęścia niż ona, ale spojrzała na niego z prośbą o pomoc. Na szczęście zrozumiał aluzję.

— Callum, obaj ciężko pracowaliśmy, by zbudować Vane Corp od podstaw. Jesteśmy w dwudziestu siedmiu krajach, w niemal pięciu milionach domów na całym świecie. Kilka oddziałów policji zdecydowało się na nasze drony. Bardzo mnie boli, gdy widzę, jak nasze akcje spadają, a ty przyjmujesz na siebie cały ten hejt w mediach społecznościowych. Czy mógłbyś chociaż rozważyć ten pomysł? — błagał go.

Callum westchnął, wsadził ręce do kieszeni nienagannie wyprasowanego garnituru i zaczął krążyć po pokoju. Ari i Desmond pozwolili mu na to przez chwilę. Ari powiedziała już wszystko, co mogła, a teraz musiała pozwolić Callumowi przetworzyć te informacje. Tak właśnie działał za każdym razem, gdy w grę wchodziła ważna decyzja. Ta nie była inna, a może nawet była poważniejsza niż zazwyczaj.

— Niech będzie, do ch*ry. Nie widzę, jak to mogłoby w czymkolwiek pomóc firmie, ale to nie ja jestem ekspertem od PR-u, jak sądzę. — Callum spojrzał na nią zmrużonymi oczami, a ona posłała mu lekki uśmiech. — Dajcie mi tydzień na znalezienie kogoś — powiedział do niej i Desmonda, patrząc na nich na zmianę.

— Potrzebuje pan pomocy w ściągnięciu aplikacji randkowych czy czegoś podobnego? Muszę tylko znać pana preferencje. Kobieta, mężczyzna... — Skutecznie jej przerwał.

— Kobieta, Ari. I nie. Spróbuję znaleźć kogoś w starym dobrym stylu, idąc do pieprzonego baru. — Callum ucisnął nasadę nosa.

Skinęła głową. — Brzmi dobrze, proszę pana. Jeśli to wszystko, pójdę się odświeżyć przed kolacją z Brooksem. — Wstała z krzesła i czekała na pozwolenie na wyjście.

— Dobra. — Callum machnął ręką.

Ari uprzejmie skinęła szefowi głową, a potem uśmiechnęła się z ulgą do Desmonda i wyszła z gabinetu.

Nie wiedziała, czy to naprawdę zadziała, ale razem z Desmondem mieli taką nadzieję.

Nie mogła powstrzymać lekkiego współczucia dla biednej kobiety, którą Callum miał poślubić. Naprawdę był człowiekiem, z którym nie dało się wytrzymać.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Zasady gry: Ślub z moim gburowatym szefem | StoriesNook